Spis treści

Przekazanie władzy rektorskiej z odebraniem ślubowania odbyło się - po raz pierwszy w Akademii Medycznej w Gdańsku - w dniu 31 sierpnia 1999 roku na uroczystym posiedzeniu połączonych Senatów, członków Senatu kadencji 1996-1999 oraz nowo wybranego Senatu na lata 1999-2002.
Ustępujący rektor, prof. Zdzisław Wajda w krótkim wystąpieniu podziękował członkom Senatu za gremialne przybycie na posiedzenie. Senatowi kadencji 1996-1999
podziękował za wieloletnią pracę, radę, uchwalanie niełatwych decyzji służących dobru gdańskiej Akademii Medycznej i jej społeczności akademickiej. Członkom nowo wybranego Senatu życzył pomyślnej, owocnej pracy, najkorzystniejszych, najlepszych decyzji dla dobra Uczelni.
Prof. Barbara Śmiechowska (na zdjęciu), przewodnicząca Uczelnianej Komisji Wyborczej, po odczytaniu protokółu z wyborów rektora Akademii Medycznej w Gdańsku odebrała ślubowanie rektora elekta AMG, prof. Wiesława Makarewicza.
Ustępujący rektor, prof. Zdzisław Wajda przekazał insygnia władzy rektorskiej nowo wybranemu rektorowi, prof. Wiesławowi Makarewiczowi, mówiąc m. in.: przekazuję ci odznaki władzy rektorskiej, łańcuch godności, berło rządów, pierścień zaślubin, życzę ci pomyślności i szczęścia ...
Następnie, zamieniając się miejscami rektor elekt zajął miejsce w Senacie - fotel rektora. Rektor nowej kadencji tradycyjnym zwyczajem powiedział: tradycyjnym zwyczajem oddałeś mi oznaki władzy rektorskiej: łańcuch godności, berło rządów i pierścień zaślubin, dołączyłeś przy tym życzenia pomyślności i szczęścia, za to serdecznie dziękuję ...
Senator prof. Edward Witek w imieniu Senatu podziękował ustępującemu rektorowi i władzom Uczelni za pracę dla dobra Alma Mater, a nowym władzom życzył powodzenia i spełnienia zamierzeń.
Posiedzenie Senatu zakończyło spotkanie towarzyskie. W kuluarach, w miłej atmosferze, jeden z senatorów, prof. A. Myśliwski, życzył nowemu rektorowi, aby po dwu kadencjach ustępował w tak znakomitej formie jak jego poprzednik.
prof. Zdzisław Wajda
Rektor
Ceremoniał przekazania władzy rektorskiej
Uroczystość odbywa się w czasie inauguracji roku akademickiego, bąd na uroczystym posiedzeniu Senatów Uczelni (Senat odchodzącej i bieżącej kadencji).
Przewodniczący Uczelnianej Komisji Wyborczej odczytuje protokół z wyboru rektora Akademii Medycznej w Gdańsku.
Zza katedry lub przed katedrę wychodzą rektorzy oraz pedlowie niosący insygnia (lub insygnia już leżą na stole na poduszce lub tacy).
Rektor: ... przekazuję ci odznaki władzy rektorskiej ...
- łańcuch godności - bierze łańcuch z poduszki (lub z tacy) i podaje nowemu rektorowi, który zakłada sobie na szyję
- berło rządów - podaje berło, które nowy rektor przyjmuje
- pierścień zaślubin - podaje nowemu rektorowi, który zakłada sobie na palec (w rękawiczce)
i ... życzę (Ci) pomyślności i szczęścia.
Nowy rektor mówi: tradycyjnym zwyczajem oddałeś mi oznaki władzy rektorskiej: łańcuch godności, berło rządów i pierścień zaślubin, dołączyłeś przy tym życzenia pomyślności i szczęścia, za to serdecznie dziękuję"...
Tekst ślubowania
Przyjmując z rąk elektorów atrybuty władzy rektorskiej ślubuję uroczyście, że będę sprawował ten urząd uczciwie dla dobra Akademii Medycznej w Gdańsku i całej społeczności, zarówno pracowników, jak i studentów.
Ślubuję, przy podejmowaniu decyzji kierować się sprawiedliwością, sprawiedliwym osądem, bezstronnością, tolerancją, a przede wszystkim prawdą, bez których nauka i kształcenie nie mają racji bytu.
Zobowiązuję się godnie reprezentować interesy Uczelni, angażując w to całą swoją wiedzę i doświadczenie.
Dobro Uczelni będzie nadrzędnym celem mojego działania i tego samego będę wymagał od wszystkich pracowników naszej Alma Mater.
prof. Wiesław Makarewicz
Rektor-elekt
Wystąpienie JM Rektora prof. Wiesława Makarewicza
Szanowni Państwo,
Kierując się wolą i zaufaniem społeczności akademickiej przyjmuję ten urząd z poczuciem głębokiej odpowiedzialności za dalsze losy naszej Alma Mater. Doceniając w pełni liczne dokonania mijającej kadencji Senatu i władz rektorskich pragnę zapewnić iż wraz z Panami Prorektorami i Dziekanami dołożymy wszelkich starań, aby przeciwdziałać wszystkim doranym zagrożeniom stojącym przed Uczelnią i by realistycznie nakreślić strategię jej dalszego rozwoju.
Przejmujemy odpowiedzialność za Uczelnię w bardzo trudnym okresie głębokiej transformacji systemowej, przy bardzo trudnych warunkach zewnętrznych, mając świadomość, że pomyślny rozwój w tych okolicznościach wymaga nowej, bardzo aktywnej polityki prorozwojowej. Uczelnia cieszy się znaczną autonomią. Dlatego też w kształtowaniu i wdrażaniu tej strategii rozwoju szczególną rolę ma do spełnienia Senat Uczelni jako naczelny organ stanowiący i nadzorujący. Przed nami więc okres wytężonej pracy. Powodzenie naszych zamierzeń zależeć będzie w znacznej mierze od tego, czy będzie to praca zespołowa, czy będziemy wszyscy, na każdym kroku i zawsze kierować się dobrem Uczelni i naszej społeczności akademickiej. Jako rektor będę bardzo usilnie zabiegał, aby tak właśnie było.
Pozwolą Państwo, że przywołam raz jeszcze postać mego znakomitego nauczyciela Profesora Włodzimierza Mozołowskiego, który przeszedł do chlubnej historii naszej Uczelni m.in. dlatego, iż wyznawał i realizował praktycznie zasadę, że sukcesy i osiągnięcia każdego indywidualnego członka jego zespołu to także jego osobiste sukcesy. Chciałbym w tym względzie być jego godnym naśladowcą i kontynuatorem.
Kończąc, pragnę złożyć raz jeszcze Panu Rektorowi i wszystkim członkom Senatu mijającej kadencji serdeczne podziękowanie za liczne dokonania i trud kierowania tą Uczelnią w minionych latach.

W dniu 5 września zmarł w Nowym Jorku
prof. dr hab. med. Henryk WIŚNIEWSKI
absolwent naszej Uczelni, doktor habilitowany nauk medycznych, prof. neuropatologii, światowej sławy neurolog. Kierowany przez niego Instytut New York State Institute for Basic Research in Developmental Disabilities uznawany był powszechnie jako nowoczesny, bardzo aktywny ośrodek badań neurobiologicznych, w którym pogłębiało swoje kwalifikacje wielu młodych polskich naukowców. Uczony i nauczyciel wielkiego formatu, którego aktywność naukowa przyniosła mu szereg prestiżowych nagród i wyróżnień amerykańskich i międzynarodowych, a także godność doktora honoris causa naszej Alma Mater.

Rektor i Senat
Akademii Medycznej w Gdańsku
mają zaszczyt zaprosić na
uroczystość inauguracji roku akademickiego 1999/2000
która odbędzie się
w dniu 8 padziernika 1999 r. o godz. 10.00
w sali wykładowej im. prof. S. Hillera
Budynku Zakładów Teoretycznych,
Gdańsk-Wrzeszcz, ul. Dębinki 1
Program uroczystości:

Wkraczamy w nowy rok akademicki 1999/2000 w atmosferze szczególnych emocji i oczekiwań. Nie tylko dlatego, że jesteśmy świadkami przełomu wieków, ale także dlatego, że w minionym roku dokonały się wielkie zmiany i wobec tego w naturalny sposób stawiamy sobie pytanie, co nowy rok przyniesie Uczelni i jak potoczą się nasze indywidualne losy?
Takim znaczącym wydarzeniem było bez wątpienia rozpoczęcie wdrażania z dniem 1 stycznia 1999 roku reformy służby zdrowia. Celowo mówię o rozpoczęciu, bowiem jest to proces, który niestety wciąż trwa, a w odniesieniu do szpitali klinicznych, które są naszym podstawowym zapleczem naukowym i dydaktycznym, stawia na bieżąco wiele palących problemów i znaków zapytania. Ostatnie spotkanie w Lublinie z udziałem wszystkich zainteresowanych stron, tzn. ministra zdrowia, rektorów, dyrektorów administracyjnych uczelni i dyrektorów szpitali klinicznych, doprowadziło do ustalenia, że akademie medyczne oszacują koszty prowadzenia dydaktyki w szpitalach klinicznych i podpiszą stosowne umowy z dyrektorami tych szpitali. Z drugiej strony minister zdrowia i opieki społecznej Pani Franciszka Cegielska zobowiązała się w terminie 14 dni po podpisaniu umów do dawno oczekiwanego przekazania rektorom części uprawnień organu założycielskiego w stosunku do szpitali klinicznych.
Miniony rok akademicki przyniósł także wybory władz akademickich na nową kadencję. Inaugurując dzisiaj nowy rok akademicki pragnę złożyć Panu rektorowi prof. Zdzisławowi Wajdzie, Senatowi, prorektorom, dziekanom i prodziekanom minionej kadencji serdeczne podziękowanie za liczne dokonania i trud kierowania tą Uczelnią w minionych latach. Obszerne sprawozdanie obejmujące sześcioletnią kadencję ustępującego Rektora, w tym także bardziej szczegółowo ostatni rok akademicki, ukazało się drukiem we wrześniowym numerze Gazety AMG. Czuję się więc zwolniony z obowiązku złożenia sprawozdania, a spośród licznych osiągnięć mojego poprzednika chciałbym szczególnie podkreślić gruntowną modernizację bazy klinicznej naszego Oddziału Stomatologicznego oraz wyposażenie w ultranowoczesną aparaturę diagnostyczną i leczniczą Instytutu Radiologii i Kliniki Onkologii i Radioterapii. Pragnę w tym miejscu złożyć podziękowanie profesorowi Jackowi Jassemowi za wydwignięcie naszej onkologii do rangi jednego z pięciu krajowych ośrodków referencyjnych.
W minionym roku akademickim odeszło od nas na zawsze, pogrążając w smutku i żałobie, liczne grono pracowników Akademii i Szpitali Klinicznych. Wymienię ich w kolejności takiej, w jakiej te smutne wiadomości do nas docierały:

Lublin, 19.09.1999 r.
Zebrani na konferencji rektorzy jednomyślnie domagają się:
Ustalenia z narady rektorów AM, dyrektorów AM i dyrektorów SPSK
Lublin, 20.09.1999 r.

W nawiązaniu do tradycji Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, które w naszym odczuciu należą po części do naszych korzeni, warto przy okazji rozpoczęcia nowego roku akademickiego przypomnieć inaugurację ostatniego, pełnego roku akademickiego 1937/38 (następny został przerwany wybuchem wojny), która miała miejsce w Auli Kolumnowej USB 11 padziernika 1937 r.
Dzięki uprzejmości Pani Doktor Krystyny Sernickiej, ordynatora oddziału Wojewódzkiego Szpitala Zakanego, a byłej asystentki Zakładu Anatomii Prawidłowej otrzymaliśmy unikatowy egzemplarz "Rocznika Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie" (druk Józefa Zawadzkiego w Wilnie, ul. Św. Anny 3).
* * *
Ustępującym rektorem był prof. Witold Staniewicz, dr fil., prof. zw. ekonomii rolniczej. Nowym rektorem był ks. prof. dr Aleksander Wóycicki, dr nauk politycznych, prof. zw. chrześcijańskich nauk społecznych, a jednym z dwóch prorektorów prof. dr Stanisław Hiller, póniejszy kierownik Katedry i Zakładu Histologii i Embriologii AMG i przez jedną kadencję jej prorektor. USB składał się z następujących wydziałów, obsadzonych samodzielnymi pracownikami nauki w liczbie:
| Wydział | prof. hon. | prof. zw. | prof. nzw. | prof. tytul. | zast. prof. | doc. |
| Humanistyczny | - | 6 | 7 | - | 3 | 3 |
| Teologiczny | - | 2 | 3 | - | 2 | 3 |
| Prawa i Nauk Społecznych | - | 5 | 4 | - | 2 | 6 |
| Mat.-Przyrod. i Stud. Roln. | - | 8 | 12 | - | 1 | 8 |
| Lekarski i Oddz. Farm. | 2 | 8 | 8 | 1 | - | 10 |
| Sztuk Pięknych | 1 | - | 3 | - | 1 | - |
| Razem | 3 | 29 | 37 | 1 | 9 | 30 |

Wszystko co nowe musi przebić się
przez naturalny opór istniejącego
stanu rzeczy
z JM Rektorem prof. dr. hab. Wiesławem Makarewiczem rozmawia
redaktor naczelny Gazety AMG prof. Brunon Imieliński
Brunon L. Imieliński : Obejmuje Pan najwyższe stanowisko w naszej Alma Mater po trzynastu poprzednikach. Jest Pan czternastym rektorem w 54-letnich dziejach Uczelni i czwartym chemikiem, w tym trzecim biochemikiem - czy to świadczy o wysokiej pozycji tej dziedziny wiedzy we współczesnej medycynie, czy też szczególnie w naszej Uczelni?
Jego Magnificencja : Jeżeli brać pod uwagę magię cyfr, to obejmując funkcję po 13 poprzednikach mam powody dopatrywać się dobrej prognozy dla rozpoczynającej się kadencji rektorskiej. Całe życie uważałem, że trzynastka jest dla mnie szczęśliwą liczbą i myślę, że to się bierze również z atmosfery, w jakiej wyrastałem w domu rodzinnym. Urodziłem się trzynastego. Moje osobiste doświadczenie wskazuje na to, że wiele, wiele miłych rzeczy wydarzyło się w moim życiu właśnie trzynastego.
Pyta Pan Profesor o to, czy fakt, że w historii AMG rektorami było czterech chemików, w tym trzech biochemików świadczy o szczególnej pozycji tej dziedziny nauki. Po części pewnie tak, chociaż to akurat nie przekłada się tak bezpośrednio na wybory rektorów. Sądzę, że między innymi istotnym czynnikiem jest to, że uprawianie tych dyscyplin daje dość szeroki pogląd na podstawy medycyny. Biochemia przestała być dzisiaj wąską specjalnością, stała się nauką podstawową dla wielu nauk przyrodniczych. Z drugiej - myśląc bardziej praktycznie - po prostu tzw. teoretycy dysponując większą dozą czasu i możliwością oderwania się od swego warsztatu, od swych codziennych obowiązków mają więcej szans zająć się sprawami administracji i zarządzania aniżeli typowi klinicyści, którym trudniej wyłączyć się nawet okresowo z aktywnej działalności klinicznej i zobowiązań wobec chorych, wobec oddziałów i klinik. Nie przeceniałbym więc w tym sensie znaczenia biochemików - może tylko w tym aspekcie, że po prostu Gdańsk miał doskonałą szkołę biochemiczną i to zaowocowało również dobrymi wychowankami.
B.L.I. : Był Pan współorganizatorem i pierwszym dziekanem Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii. To bardzo potrzebna dyscyplina o kluczowym znaczeniu w nowoczesnej medycynie w dobie biologii molekularnej. Pojawiały się opinie, że nie tylko był to najwyższy czas na jego powołanie, ale że należało to zrobić wcześniej...
JM : Myślę, że tak... że należy się z taką opinią zgodzić. Ta sprawa zasługiwała na to, żeby wcześniej pomyśleć o kształceniu w tym kierunku, ale sądzę też, że możemy się cieszyć, że byliśmy przed 6 laty jedną z niewielu uczelni w Polsce, która myślała o tym, a właściwie jedyną medyczną uczelnią, która w tym kierunku się zaangażowała i podjęła to wyzwanie. Biologia medyczna rozwija się bardzo dynamicznie. Oczywiście, lekarz praktykujący nie jest dzisiaj w stanie sprostać tym wymogom, nauczyć się nowych technik i zdobyć całą potrzebną wiedzę. Niezbędne jest kształcenie ludzi, niejako równoległe, tych, którzy uczyliby się, nie mając na celu uzyskanie kompetencji lekarskich, ale jednak znacznie szerzej studiowali to, co się nazywa dzisiaj biotechnologią czy biologią medyczną. Należy się cieszyć, że ten wydział powstał. Osobiście miałem wiele satysfakcji i przeżyć związanych z jego tworzeniem i funkcjonowaniem przez pierwsze lata. Jak Pan Profesor wie, nie do końca w komforcie ten wydział powstawał i wzrastał, pewnie w myśl zasady, że wszystko co nowe musi przebić się przez naturalny opór istniejącego stanu rzeczy. Sądzę, że minione 6 lat udowodniły, że wydział rozwija się prawidłowo i zapewne w tej chwili będzie miał łatwiejsze warunki do dalszego rozwoju. Kiedyś, w gronie poprzedniego Kolegium Rektorskiego, od ustępującego rektora, któremu składaliśmy życzenia, usłyszałem, że ja mam swoje dziecko w tej Uczelni w postaci Wydziału Biotechnologii. Odpowiedziałem żartem, że będę musiał teraz nabrać pewnego dystansu do tego dziecka. Nie zamierzam być specjalnym orędownikiem akurat tego jednego wydziału, natomiast myślę, że ma on szereg zalet i jest wart życzliwego potraktowania i podejścia - również w takim aspekcie, że to jest w jakimś sensie poligon pewnych nowych doświadczeń w zakresie edukacji. Byłoby dobrze, gdyby te doświadczenia mogły być przenoszone częściowo także na kształcenie medyczne na Wydziale Lekarskim.
B.L.I. : W swojej pierwszej wypowiedzi po zwycięstwie wyborczym powiedział Pan Rektor, że na Pana drodze życiowej, zawodowej i naukowej niezatarte piętno wywarły dwie postacie: prof. Włodzimierz Mozołowski i pański ojciec, Jan Makarewicz - adiunkt Katedry i Kliniki Chorób Zakanych. O pierwszym napisał Pan książkę biograficzną, a wpływ jego na Pana karierę naukową jest bezsporny. Mnie, jako klinicystę mile obeszła Pana wypowied o ojcu, który był również moim nauczycielem, że nie mógł Panu wybaczyć, że nie został Pan "prawdziwym lekarzem". Jaka jest Pana opinia o relacji nauk podstawowych w medycynie do dyscyplin klinicznych. Dało się bowiem słyszeć opinie, że w zakładach teoretycznych studenci stykają się z "prawdziwą nauką", a na latach klinicznych uczą się tylko zawodu...
JM : Należy ubolewać, że taka opinia funkcjonuje, choć w moim przekonaniu, wydaje się być - po części, oczywiście - uzasadniona pewnymi sytuacjami. Osobiście chciałbym to widzieć inaczej i uważam, że szkodliwy jest podział na nauki kliniczne i na nauki niekliniczne. Powinniśmy dążyć do jak najdalszej integracji. Musi to znaleć również wyraz w kształceniu studentów, podobnie jak to jest w dobrych uniwersytetach na świecie. Jak Pan Profesor wie, w nowoczesnych uniwersytetach kształcenie lekarzy dzisiaj jest tak zorganizowane, że student od pierwszego roku studiów styka się z pacjentem, nie ma tam wyodrębnionego okresu studiowania tzw. nauk teoretycznych. A więc jest poznawanie problemów medycznych od razu na szczeblu nauk podstawowych, a także poprzez dyscypliny towarzyszące naukom podstawowym, takie jak patologia, bakteriologia, czy anatomia patologiczna ze stricte klinicznego punktu - to jest nowoczesne podejście. Tak więc podział na nauki kliniczne i niekliniczne uważam za sztuczny i anachroniczny. Mimo iż ma on szereg uwarunkowań praktycznych i historycznych, należy go traktować jako relikt nie najlepszej przeszłości, a w żadnym wypadku nie hołdować mu dzisiaj.
B.L.I. : Kadencja, na którą został Pan wybrany, zapowiada się trudną. Wystarczy wymienić problemy związane z reformą ochrony zdrowia, reformą szkolnictwa, nowym "prawem o szkolnictwie wyższym", z usamodzielnieniem szpitali klinicznych i miejscem dydaktyki w tak zmienionej strukturze oraz zapowiadanym ujednoliconym, państwowym egzaminem dla absolwentów - że wymienię tylko najważniejsze...
JM : Tak, trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Wprawdzie każda kadencja miała zapewne swój katalog trudności, z którymi się borykała i myślę, że nie będzie takiej, która by ich nie miała. Rzeczywiście, w tej chwili te warunki zewnętrzne są trudne i wysoce niepewne - jak to będzie funkcjonowało, to się okaże w praktyce. Nie widzę większych zagrożeń, jeśli chodzi o przygotowywane nowe "Prawo o szkolnictwie wyższym". W stosunku do pierwszej wersji uległo dość znacznym korektom i to takim, które idą naprzeciw oczekiwaniom środowiska. Nie sądzę, aby tutaj czekały nas większe niespodzianki. Z kolei sprawa reformy służby zdrowia, jako takiej, to zapewne nie jest pierwszoplanowa rzecz dla Uczelni, choć dotyczy wielu aspektów jej życia. Wierzę i jestem optymistą, że stopniowo sprawy te będą porządkowane. Oczywiście, można żałować, że porządkuje się tak długo i w tak dużym zakresie bałagan wprowadzanej reformie towarzyszył, ale sądzę, że ekonomia wymusi zarówno rozsądne zachowania ludzi, jak i większą efektywność wprowadzanych procedur. W tej chwili największym kłopotem rektora i władz Uczelni jest wysoce nieustabilizowana sytuacja relacji ze szpitalami klinicznymi. To rzeczywiście napawa niepokojem, nie wiadomo, w jakim kierunku sprawy się potoczą. Istnieje szereg tendencji sprzecznie wyrażanych. Budzi zaniepokojenie fakt, że ministerstwo jest zupełnie pozbawione inicjatywy i nawet podejrzewam, że gra "na przeczekanie" odwlekając wszelkie decyzje. Niedawno odbyło się spotkanie w Lublinie, wydaje się dość reprezentatywne, zwołane z inicjatywy ministerstwa, w którym wzięli udział dyrektorzy administracyjni, dyrektorzy szpitali klinicznych i rektorzy. Sądzę, że nastąpiło tam pewne zbliżenie stanowisk, jednak niestety, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na wiążące decyzje. Są to bardzo ważne kwestie dla Uczelni: po pierwsze, nie wiadomo, jakie będą warunki i koszty realizacji dydaktyki w szpitalach klinicznych, a po drugie, jak zostanie rozwiązane zatrudnienie nauczycieli akademickich w szpitalach klinicznych i ich udział w procedurach leczniczych. Nie da się tego odseparować od siebie. Z natury rzeczy nauczanie związane jest bowiem ze świadczeniem usług leczniczych. I wobec tego również oczekiwania lekarzy są takie, że wynagrodzenia refundowane przez kasy chorych z tytułu ich działalności leczniczej będą znacznie wyższe niż te, które w tej chwili szpitale proponują, a które pod względem kwot są mniej więcej porównywalne z dotychczasowymi ryczałtami (jeżeli ktoś nawet tego już ryczałtem nie nazywa). Jest więc oczywiście szereg problemów, ale z drugiej strony uważam, że nie należy tych spraw demonizować i antagonizować środowiska lekarskiego. Trzeba chyba stosować się do takiej zasady, dość praktycznej w życiu, żeby godzić się z tym, czego nie można zmienić, a raczej skupiać energię, by wpływać na to, co da się zmienić. Nie warto więc angażować się nadmiernie w dość jałowe dyskusje, które toczą się poza i ponad nami. Oczywiście, powinniśmy wyrażać swoją opinię i stwarzać pewne lobby na rzecz takich rozwiązań, które uważamy za pożądane, ale tak naprawdę często, niestety, zapadają one poza nami. Powinniśmy w większej mierze raczej koncentrować się na tym, aby dobrze i szybko przystosować się do warunków, które niejako narzucane są nam z zewnątrz.
B.L.I. : Może jeszcze dla rozwinięcia tego co właśnie zostało powiedziane, chciałem przypomnieć, że projekt ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym" zostało nieco w pośpiechu przygotowane, bo min. Handtke chciał zdążyć przed konstytucyjnym terminem przedłożenia go na posiedzeniu Sejmu, które przypada 13 padziernika i zdaje się, że w części dotyczącej stopni i tytułów naukowych było w proponowanym brzmieniu dość bulwersujące...
JM : Znam to z relacji prasowych. Ostatnia wersja projektu, przekazana do Uczelni we wrześniu br. sprawy stopni i tytułu naukowego całkowicie pomija, wyłączając je do odrębnego uregulowania.
B.L.I. : Natomiast nacisk ze strony resortu zrodził się z tego, że chodzi o usankcjonowanie odpłatności za studia - jakie jest Pana stanowisko w tej kwestii?
JM : Sądzę, że nie da się dzisiaj utrzymać sytuacji totalnie bezpłatnych studiów, że nie unikniemy w przyszłości jakiejś formy, choćby częściowej, odpłatności. To brzmi oczywiście nie dla wszystkich przyjemnie. Prawda jest taka, moim zdaniem, że stan istniejący jest gorszy niż usankcjonowanie pewnych odpłatności, które byłyby sprawiedliwie rozłożone. Sytuacja obecna w tej kwestii jest wysoce niesprawiedliwa. Tak naprawdę w Polsce ponad połowa studiujących płaci za studia i to znaczne kwoty. Jak wszyscy wiemy, na niektórych medycznych studiach odpłatność sięga kwot rzędu, no.... małego samochodu rocznie. To są bardzo znaczne kwoty i uważam, że utrzymywanie takiej fikcji, w której jedni szczęśliwcy studiują niby za darmo, a połowa płaci i to dość dużo - to nie jest pożądane rozwiązanie w sensie społecznym. Problem na pewno wymaga rozwiązania, trzeba szukać sposobów... Z drugiej strony, Uczelnia w aktualnych warunkach budżetu państwa nie może liczyć na to, że będzie finansowana w sposób wystarczający. Oczywiście, że powinna być, ale nie jest - i nie łudmy się - nie będzie... Jeżeli nie stworzy się pewnych mechanizmów, w których Uczelnia może generować własne dochody, w sposób legalny, w sposób kontrolowany, a nie na pograniczu prawa, to będziemy mieli ogólną biedę, taką, jakiej przez dziesiątki lat doświadczaliśmy. Jestem więc generalnie za tym, żeby racjonalna, umiarkowana odpłatność się pojawiła. W projekcie przedstawionym przez ministerstwo wiele kwestii może budzić zastrzeżenia natury formalno-moralnej, bo znaleziono lukę w prawie, dokonując pewnej, nazwijmy to, "falandyzacji" prawa. Ponieważ w konstytucji jest mowa, że "inne usługi edukacyjne mogą być odpłatne", to uznano, że jest furtka dla odpłatności, np. za certyfikację wiedzy, albo za wpis do indeksu, albo za wystawienie indeksu, czy cokolwiek innego... To jest kwestia formalna. Być może, że to jest niezbędny krok w dostosowaniu się do istniejącego prawa i możemy na to przystać, ale, jak mówię: jakaś forma sprawiedliwej, sensownej, umiarkowanej odpłatności byłaby pożyteczna dla wszystkich - i dla uczących się, i dla uczelni, które mogłyby mieć z tego tytułu znaczne dochody.
B.L.I. : Ma Pan Rektor duże doświadczenie w pracy w strukturach zarządzania Uczelnią. Będąc prodziekanem Wydziału Lekarskiego, prorektorem ds. dydaktyki, prorektorem ds. nauki, wreszcie ostatnio - dziekanem Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii - miał Pan na pewno do czynienia z niełatwymi zadaniami. Czy teraz przewiduje Pan większe trudności w realizacji zadań, które staną przed Panem?
JM : To prawda, że mam pewne doświadczenia już za sobą, choć trzeba powiedzieć, że dotąd funkcjonowałem w tych strukturach zarządzania w najlepszym wypadku jako numer dwa... Zasadniczo inna jednak jest sytuacja, kiedy na to samo patrzy się z pozycji numer jeden. I wobec tego jest to zupełnie nowa jakość. Tuż po rozstrzygnięciu wyborów zdałem sobie sprawę, że to co mnie napawa niepokojem, to nie jest, powiedziałbym, strona techniczna zarządzania, lecz czynnik, który określiłbym w cudzysłowie "polityką", która temu zarządzaniu towarzyszy. Używam cudzysłowu, bo nie jest to to samo co polityka w rozumieniu partii i sprawowania władzy w kraju, ale niemniej jest to pewien rodzaj polityki, który dotyczy określonych działań, w tym też liczenia się z opiniami, nastrojami, z odbiorem przez otoczenie. Bowiem, jeżeli będę współpracował z Iksińskim to automatycznie ustawia mnie to niekorzystnie wobec Igrekowskiego, i tak dalej... Jest to ten rodzaj zachowań nazywanych "polityką", co do której nie czuję się jeszcze pewnie i patrzę na to z pewnym niepokojem. Pewniej natomiast czuję się w kwestiach technicznych dotyczących zarządzania. Tak jak mówiłem w kampanii wyborczej, widzę rozwiązania w poszerzeniu, a nawet spłaszczeniu piramidy władzy, która jest w Uczelni. Uważam, że w ubiegłych latach, przy całym szacunku dla Panów Rektorów, moich poprzedników, zbyt wiele władzy skupiało się w rękach rektora. Należy więc poszerzyć krąg zarządzania, poszerzyć uprawnienia prorektorów i dziekanów. Dziekani nie korzystają - nie chcą może, a może nie było to dotąd w zwyczaju - z tych uprawnień, które ustawa im gwarantuje. Również Senat winien spełniać znacznie większą i ważniejszą niż dotąd rolę w kształtowaniu rozwoju Uczelni. Chciałbym, by obecny Senat w rzeczywisty sposób był zdolny wypracowywać strategię rozwoju Uczelni, by wszystkie trudne kwestie stawały się przedmiotem właściwej oceny i debaty w Senacie dla osiągnięcia optymalnych rozwiązań.
B.L.I. : Wraca okresowo problem włączenia akademii medycznych w struktury uniwersytetów, co wiąże się z ewentualną podległością Ministerstwu Edukacji Narodowej. Środowiska medyczne są takim planom niechętne. A przecież tak jest w większości krajów o starych tradycjach uniwersyteckich. Tak było też w naszym kraju do 1950 r. i medycyna nie była niedoceniana, przeciwnie - zajmowała wysoką pozycję, czego wyrazem było między innymi wybieranie na rektorów profesorów wydziałów lekarskich, np. w UJ, UW czy USB. Tradycja wyodrębnienia szkół medycznych wydaje się wywodzić z Rosji. Tam były akademie medyko-chirurgiczne, a za czasów ZSRR przekształcono wszystkie wydziały lekarskie w akademie medyczne. Używana u nas obecnie nazwa anglojęzyczna Medical University jest czasami niezrozumiała w krajach zachodnich i w Ameryce, bowiem ródłosłów universum nasuwa skojarzenie z wszechstronnością, a zatem nie powinna ograniczać się do jednej, czy dwóch dyscyplin...
JM : Tak, to jest kwestia wielu zaszłości historycznych. Myślę, że dzisiaj nie ma entuzjazmu - ani ze strony medycznego środowiska, ani również uniwersyteckiego - do tak daleko idącej integracji i strukturalnego łączenia się. Nie byłbym przeciwnikiem takiej idei generalnie, bo rzeczywiście universum powinno obejmować wszystkie nauki i bezsprzecznie uniwersytet ma tu rolę wiodącą, natomiast takich tendencji praktycznych, które owocowałyby tak daleko idącym administracyjnym uzależnieniem nie widzę, dlatego głównie, że wydziały lekarskie z towarzyszącymi im szpitalami klinicznymi to olbrzymie molochy w sensie kosztów, które przerastają uniwersytet w wielu aspektach. Wobec tego wszelkie takie strukturalne próby administracyjnego łączenia pociągają za sobą szereg niekorzystnych następstw. Nie byłbym wrogiem samej idei, być może do tego dojdzie w dalszej przyszłości, bo jak wiemy, w projekcie nowego "Prawa o szkolnictwie wyższym" rozważa się podporządkowanie uczelni medycznych Ministerstwu Edukacji Narodowej, co już zbliża nas w tym zakresie do uniwersytetu. Może mielibyśmy wtedy wspólnego nadzorującego ministra, ale to oczywiście wcale nie oznacza, że dojdzie do jakiejkolwiek takiej administracyjnej fuzji uniwersytetów i akademii medycznych. Znamy wszyscy przykład Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego doświadczenia w tym względzie są, oględnie mówiąc, chyba nie do końca dobre. Sądzę, że droga, która była uzasadniona w przypadku uniwersytetu z wielowiekową tradycją, jakim jest Uniwersytet Jagielloński nie znajdzie wielu naśladowców w innych miastach w Polsce. Generalnie uważam, że powinna następować w środowisku integracja i ścisła współpraca uczelni wyższych zamiast izolacjonizmu i partykularyzmu. Można podać przykłady szeregu zakończonych powodzeniem inicjatyw integracyjnych. Taką inicjatywą był m.in. Wydział Biotechnologii, który wyrósł z tendencji integracyjnych za czasów, kiedy rektorem był prof. Stefan Angielski. Drugim owocem tamtych działań było osiągnięcie szybkiego i bardzo znacznego rozwoju trójmiejskiej sieci komputerowej [TASK]. Powstała bardzo rozbudowana sieć komputerowa, która stała się istotnym czynnikiem integrującym uczelnie.
Jestem za daleko idącą integracją i współpracą uczelni również w świadczeniu sobie wzajemnych usług edukacyjnych. Uczelnie nie powinny być hermetycznie zamknięte dla studentów; to między innymi staraliśmy się przełamać na Wydziale Biotechnologii. Jeżeli przychodził student i mówił, że interesuje go np. wykład prof. Borowskiego na Politechnice, to ja jako dziekan dzwoniłem do prof. Borowskiego z zapytaniem, czy może przyjąć studenta, bo go interesuje kurs, który on prowadzi na tej uczelni.
Oczywiście - trudno oczekiwać, że każdy dziekan będzie każdemu studentowi w ten sposób załatwiał udział w wykładach, ale generalnie uczelnie nie powinny się izolować, zamykać przed innymi studentami. Szczególnie wtedy, kiedy można to kompensować różnymi wzajemnymi świadczeniami, nawet jeżeli sprowadzi się to do pewnych kosztów, które czasem temu towarzyszą.
Tak więc jestem za integracją środowiska, ale nie drogą administracyjnego tworzenia nowych struktur - coraz większych i bardziej scentralizowanych.
B.L.I. : Przygotowując się do osiągnięcia równoważności polskich dyplomów za granicą, zwłaszcza w aspekcie wejścia do Unii Europejskiej, Rada Główna Szkolnictwa Wyższego naciska na ustalenie minimów programowych - na początku celem ujednolicenia standardów nauczania w kraju. Między innymi temu ma służyć ogólnopolski egzamin państwowy dla absolwentów. Pojawiają się propozycje zmniejszenia liczby godzin dydaktycznych w niektórych dyscyplinach klinicznych na korzyść nauk podstawowych. Jakie jest stanowisko Pana Rektora w tej sprawie?
JM : O wzajemnej relacji dyscyplin klinicznych i nieklinicznych powiedziałem już na początku tej rozmowy - jestem za zniesieniem ich rozgraniczenia. To się przenosi również na dydaktykę i - przede wszystkim - na dydaktykę. Powinniśmy dążyć do tego, aby to rozgraniczenie zanikło w dydaktyce zupełnie, a studenci mieli jak największą możliwość wyboru i wpływu na takie ukształtowanie zajęć, które pobudzałoby ich inicjatywę. Jednym z planów, które mamy na ten rok, jest zorganizowanie seminarium, czy też warsztatów, na temat nowych tendencji w nauczaniu medycznym, które, mówiąc w uproszczeniu, polegałyby na uświadomieniu i - mam nadzieję - przekonaniu większości kadry nauczającej, że tradycyjne nauczanie ex cathedra stało się pewnego rodzaju anachronizmem. To nie jest bynajmniej nowość, do tego wniosku wiele uczelni doszło już dość dawno. Nauczanie ex cathedra jest mało wydajne; procent wiedzy, którą student przyswaja jest bardzo nikły. Profesor ma satysfakcję, że rozdział, czy książkę omówił, że wyczerpał temat, ale tak naprawdę niewiele z tego zostaje w głowach studentów. Wiadomo dzisiaj na świecie, że stworzenie sytuacji, w której student pobudzony jest do aktywnego uczenia się, do rozwiązywania problemów - do tego, co nazywamy problem based learning - przyczynia się do integrowania wiedzy. Przecież praca lekarza polega właśnie na integracji wiedzy, gdy tymczasem studiowanie odwrotnie - dzieli ją, szufladkuje na różne odrębne dyscypliny. Są to więc sprzeczne tendencje. Wprowadzenie systemu, w którym student jest aktywną stroną w procesie uczenia się, okazało się na świecie wysoce korzystne. Drugi element, który z tą aktywnością się łączy to stworzenie studentowi możliwości wyboru i wpływu na to, co będzie studiował i jakimi drogami. To nie znaczy oczywiście, że student może wybierać czy będzie się uczył biochemii czy też nie, albo czy będzie się uczył chorób wewnętrznych czy też z nich zrezygnuje. Może to być zorganizowane bardzo sensownie, jeśli przyjmie się założenie, że w obrębie każdego przedmiotu około 60% całego materiału powinno stanowić tzw. rdzeń, core, czyli coś obligatoryjnego dla wszystkich studentów, a pozostałe 40% może być kwestią wyboru, co też nie znaczy, że można by tych pozostałych procent w ogóle nie zagospodarować. Np. studiujący internę musi zrobić obowiązkowo "rdzeń", tę część podstawową, a dalej - albo poświęcić się szerzej np. nadciśnieniu tętniczemu, albo nefrologii, albo diabetologii, albo innej, bardziej szczegółowej dziedzinie. Po prostu chodzi o to, żeby student był aktywny i możliwie wcześnie deklarował swoje zainteresowania. Tym niemniej minima programowe są oczywiście niezbędne.
B.L.I. : Miał Pan i ma nadal rozległe kontakty zagraniczne, poczynając od pobytu naukowo- szkoleniowego w zaraniu swojej drogi naukowej, poprzez udział w licznych zjazdach i konferencjach naukowych oraz patronowanie międzynarodowym programom współpracy naukowej. Jak ocenia Pan pozycję polskiej medycyny w zestawieniu z przodującymi ośrodkami medycznymi na świecie?
JM : O poziomie nauczania w naszych akademiach medycznych może świadczyć duża liczba absolwentów pracujących w krajach o wysokim standardzie naukowym i dobrej organizacji ochrony zdrowia. Dotyczy to i naszych absolwentów. Oczywiście, można powiedzieć, że znaleli się tam najlepsi i najaktywniejsi. Ale to nie jest cała prawda. Wśród większości, która wybrała pracę w kraju nie brak również dobrze przygotowanych. Sądzę, że ogólnie nie mamy czego się wstydzić. W działalności naukowej pewną barierę stanowi ciągle niewystarczająca liczba publikacji w czasopismach wydawanych w tzw. językach "kongresowych". Nasze czasopisma zbyt rzadko jeszcze znajdują się na tzw. "liście filadelfijskiej" - nawet te, które publikują wyłącznie w języku angielskim. Oczywiście, trudno porównywać się z krajami, w których nakłady finansowe na naukę są nieporównywalnie wyższe. Niedofinansowanie tej sfery pociąga za sobą dotkliwe niedobory w zakupie nowoczesnej aparatury badawczej, a także diagnostycznej i leczniczej. Ale największą barierą wydaje się być aktualnie czynnik ludzki, czyli niedostateczna motywacja młodych, zdolnych ludzi do podejmowania kariery naukowej i pracy akademickiej.
B.L.I. : Jakie najważniejsze zadania widzi Pan Rektor przed władzami Uczelni w jej dalszym rozwoju? Mam na myśli inwestycje, wzbogacenie aparatury, tworzenie nowych placówek.
JM : W toku jest ważna inwestycja, jaką jest budowa siedziby nowoczesnego Zakładu Medycyny Sądowej. Na ukończeniu jest, rozpoczęta przez moich poprzedników, budowa Instytutu Kardiologii, uzupełniane jest wyposażenie Instytutu Radiologii i Radioterapii, jednego z najnowocześniejszych w kraju, a wzniesionego również za kadencji moich poprzedników. Przybył drugi aparat do badania przy użyciu rezonansu magnetycznego i potrzebny w radioterapii przyśpieszacz liniowy. Zabiegamy także, pod szyldem Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii o środki KBN na budowę nowoczesnej zwierzętarni z zapleczem laboratoryjnym. Ważnym zadaniem na najbliższą przyszłość jest utrzymanie "tytułu inwestycyjnego" dla budowy centrum zabiegowego - tytułu funkcjonującego pierwotnie pod nazwą Instytutu Chirurgii. Jednakże ten, a także ewentualne inne zamysły będą ściśle uzależnione od sytuacji budżetowej kraju.
B.L.I. : Zanim, kończąc tę interesującą rozmowę, złożę Panu Rektorowi życzenia od Redakcji i całej społeczności akademickiej udanej kadencji, nie mogę nie zapytać o hobby?
JM : Z ubolewaniem przyznaję, że nie uprawiam teraz systematycznie sportu, choć jeszcze zimą staram się jedzić na nartach, a latem trochę żegluję. Lubię muzykę poważną i zwykłem jej słuchać, w miarę wolnego czasu uczęszczam na koncerty. Mam chatę na Kaszubach i lubię spędzać w niej czas, choć aktywność fizyczną w sprawach różnych niezbędnych zabiegów wokół niej przekazałem po części synowi...
B.L.I. : Zatem, Magnificencjo, dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia wszystkich zamierzeń dla własnej Pana satysfakcji i dla dobra Uczelni.

Prof. Marek Latoszek urodził się w Warszawie 25 kwietnia 1936 r. Jest absolwentem dwóch fakultetów: pedagogiki - 1961 i socjologii - 1965 Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tejże Uczelni uzyskał doktorat w 1972 roku i tytuł profesora (nadanie tytułu naukowego prof. n. hum. przez prezydenta RP w 1999 r.). Wcześniej habilitował się w Uniwersytecie Gdańskim w 1987 r.
W Akademii Medycznej w Gdańsku przeszedł przez wszystkie stanowiska - od asystenta do profesora nadzwyczajnego w 1992 r. (z przedłużeniem w 1997 r. na czas nieokreślony). Jest obecnie kierownikiem Zakładu Socjologii Medycyny i Patologii Społecznej IMS (poprzednio Zakładu Socjologii i Psychologii Medycyny), rozpoczynał pracę w Zakładzie Filozofii.
Wiodącą problematyką w badaniach uczelnianych są badania nad narkomanią młodzieży szkolnej, obecnie w ramach tematu ST-61 "Formy patologii społecznych a zdrowie i choroba", oraz badania dotyczące postaw i zachowań zdrowotnych w okresie zmiany systemowej, w tymże temacie wcześniej.
Podejmuje i realizuje badawczo węzłowe problemy struktury społecznej, etniczności i naukoznawstwa. Do szczególnie ważnych zalicza prace z zakresu metodologii badań jakościowych, nad rozwijaniem metody biograficznej w wersji panelowej (tj. prowadzeniem badań nad tą samą zbiorowością w okresie kilkunastu lat).
Ma w swoim dorobku około 130 opublikowanych prac (z popularno-naukowymi - ok. 160), w tym redakcja i współautorstwo - 11 oraz autorstwo 2. książek; są wśród nich prace publikowane w języku angielskim. Publikuje m.in. w wiodących czasopismach socjologicznych w Polsce.
Wygłosił ponad 100 referatów i komunikatów naukowych na różnych konferencjach i sympozjach, w tym międzynarodowych kongresach socjologii medycyny.
Otrzymał m.in. Złoty Krzyż Zasługi za wyróżniającą się pracę dydaktyczno-wychowawczą, środowiskowy Medal Stolema, Medal 1000-lecia Miasta Gdańska, nagrodę Ministra oraz szereg nagród rektorskich. Jest członkiem Wydawniczej Komisji Senackiej oraz Kolegium Redakcyjnego Gazety AMG. Był promotorem jednego doktoratu w 1994 r. w Uniwersytecie im. M. Kopernika w Toruniu.
Ma doświadczenia w działalności redakcji czasopism naukowych. W latach 1980-1982 kierował pracownią socjologiczną Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, a w latach 1989-1991 był zatrudniony na 1/2 etatu na stanowisku docenta w Uniwersytecie Gdańskim.
W latach 80. był członkiem Komitetu Pamiętnikoznawstwa PAN, a obecnie jest sekretarzem w Komitecie Etyki przy Prezydium PAN.
Współzałożyciel Oddziału Gdańskiego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego i wieloletni jego przewodniczący oraz przez 10 lat przewodniczący Komisji Socjologicznej Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, a w kadencji 1995-1998 jego prezes. Jest ponadto członkiem wielu innych stowarzyszeń, w tym międzynarodowych: International Sociological Association i European Society of Health and Medical Sociology.
***
Prof. Franciszek Sączewski urodził się w rodzinie nauczycielskiej i być może z tego względu w 1974 r. po ukończeniu studiów farmaceutycznych w AMG, mając do wyboru intratną pracę w starogardzkiej "Polfie" na stanowisku mistrza produkcji podstawowej lub posadę skromnego nauczyciela akademickiego, wybrał tę drugą - jego zdaniem - ciekawszą propozycję.
Do dzisiaj twierdzi, iż warto było poświęcić szmat życia dla Pracowni Preparatyki Organicznej, gdzie na niewielkiej przestrzeni, nieomal ramię w ramię, ponad trzydziestu studentów farmacji prowadzi syntezy organiczne: nitrowanie, sulfonowanie, utlenianie i redukcję, tudzież kilkadziesiąt przeróżnych procesów fizykochemicznych. Tam też w kolbach okrągłodennych, pod ustawionymi "na sztorc" chłodnicami zwrotnymi wrą i bulgocą żrące roztwory, mieszaniny reakcyjne zioną bukietem różnobarwnych oparów, w zlewkach i Erlenmayerkach krystalizują przedziwne osady, a tuż obok chłodnice Liebiga ledwo nadążają ze skraplaniem mniej lub bardziej klarownych destylatów popędzanych mocą palników Bunsena i kotłów parowych. Asystentom prowadzącym zajęcia cierpnie krew w żyłach. Starają się jednak nie okazywać emocji, bowiem to ich zadaniem jest panowanie nad rozkipiałym żywiołem. Co więcej, w tym czasie trzeba spokojnie nauczać studentów - o tym, jak powstaje lek syntetyczny, jak ów produkt syntezy chemicznej wygląda i jakie ma właściwości.
W tym kontekście, dorobek dydaktyczny prof. F. Sączewskiego można określić liczbą kilkuset studentów przeszkolonych w zakresie preparatyki związków organicznych. Ponadto, Profesor wypromował 30 magistrów oraz 1 doktora farmacji. Jest współautorem skryptu i programu dydaktycznego dla studentów II roku farmacji poświęconego metodom analizy spektroskopowej związków organicznych - IR, NMR i MS. Nawiązując współpracę z Wydziałem Chemicznym Uniwersytetu Florydy w USA, Wydziałem Medycznym Uniwersytetu w Strasburgu we Francji oraz Wydziałem Farmaceutycznym Uniwersytetu w Greifswaldzie w Niemczech, umożliwił kształcenie za granicą wielu pracownikom i studentom Wydziału Farmaceutycznego AMG. Współpraca z Uniwersytetem Florydy zaowocowała szeregiem wspólnych prac naukowych oraz przyznaniem przez Senat AMG tytułu doktora honoris causa profesorowi Alanowi R. Katritzky'emu. W przewodzie tym prof. F. Sączewski pełnił funkcję promotora.
Zainteresowania badawcze prof. F. Sączewskiego skupiają się na syntezach nowych połączeń chemicznych o potencjalnym działaniu przeciwwirusowym i przeciwnowotworowym, a także związków wpływających na układ krążenia. Opracował m.in. szereg oryginalnych metod otrzymywania pochodnych imidazoliny o strukturze analogicznej do rilmenidyny i moksonidyny - specyfików stosowanych w leczeniu choroby nadciśnieniowej. Związki obdarzone znaczną aktywnością biologiczną wykorzystywane są także przez farmakologów w celu badania mechanizmów regulacji ciśnienia tętniczego krwi za pośrednictwem receptorów a-adrenergicznych oraz imidazolinowych. Prace związane z projektowaniem nowych leków prof. F. Sączewski realizował w ramach dwóch grantów autorskich KBN. W 1999 r. kierowany przez niego zespół otrzymał nagrodę MZiOS za osiągnięcia w dziedzinie poszukiwania nowych leków przeciwnadciśnieniowych. Ogólny dorobek publikacyjny prof. F. Sączewskiego przekracza 80 pozycji, z czego ponad połowę stanowią prace eksperymentalne opublikowane w renomowanych czasopismach międzynarodowych.
Wiele uwagi prof. F. Sączewski przywiązuje do działalności organizacyjnej na rzecz Uczelni, Wydziału oraz środowiska zawodowego farmaceutów: współuczestniczył w tworzeniu Szkoleniowej Pracowni Komputerowej, Izby Muzealnej Farmacji PTFarm, a ostatnio, z ramienia Europejskiego Stowarzyszenia Wydziałów Farmacji (EAFP) pełni funkcję koordynatora krajowego ds. wdrożenia przedmiotu opieka farmaceutyczna. Jest także aktywnym członkiem szeregu towarzystw naukowych: Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, The Royal Society of Chemistry w Wielkiej Brytanii oraz International Society of Heterocyclic Chemistry.
W 1998 r. prof. Franciszek Sączewski został wybrany prodziekanem Wydziału Farmaceutycznego AMG, a po przejściu na emeryturę prof. Zdzisława Brzozowskiego, od 01.10.1999 r. pełni funkcję kierownika Katedry i Zakładu Technologii Chemicznej Środków Leczniczych AMG.
W życiu prywatnym prof. F. Sączewski jest żonaty, posiada dwójkę dzieci. Jest miłośnikiem zwierząt domowych, zwłaszcza kotów.

Uwagi i refleksje
W dniu 1.09.br. konsultanci regionalni naszego województwa wzięli udział w zebraniu informacyjnym dotyczącym przeprowadzenia postępowania kwalifikacyjnego (p.k.), pozwalającego na rozpoczęcie egzaminu specjalizacyjnego lekarzy i lekarzy stomatologów. Centralnie MZiOS przyznało w poszczególnych specjalizacjach limity ograniczające liczbę osób, które mogą rozpocząć przez siebie wybrane specjalizacje podstawowe, m.in. choroby wewnętrzne, pediatria, medycyna rodzinna, psychiatria, chirurgia ogólna i szczegółowe - gastroenterologia, nefrologia, chirurgia dziecięca.
Opisane p.k. zostało wprowadzone na podstawie decyzji ministra zdrowia, Departamentu Nauki i Kształcenia MZiOS i Krajowej Rady Egzaminów Lekarskich (KREL) z siedzibą w Łodzi.
Zebranie odbyło się w dawnym Wojewódzkim Ośrodku Doskonalenia Kadr Medycznych (WODKM), który jako jednostka organizacyjna wszedł do Wojewódzkiego Ośrodka Metodyczno-Organizacyjnego (WOMO), której dyrektorem jest dr Maciej Merkisz. Na zebraniu otrzymaliśmy szczegółowe materiały informacyjne dotyczące poszczególnych etapów p.k.
Pierwszą jego część stanowi test 100 pytań z pytaniami wielokrotnego wyboru w trzech wersjach tematycznych. Taki sam dla lekarzy ubiegających się o otwarcie specjalizacji w zakresie dyscyplin klinicznych podstawowych, o tej samej zawartości merytorycznej dla ubiegających się o otwarcie specjalizacji szczegółowych i również specjalizacji stomatologicznych.
Druga część p.k. to rozmowy kwalifikacyjne dla poszczególnych specjalizacji, przeprowadzone przez komisje składające się z czterech osób. W czasie rozmowy stawiane są cztery pytania z sugestią zakresu tematyki. Pierwsze ma dotyczyć materiału, z jakim kandydat zetknął się podczas dotychczasowej edukacji medycznej; drugie - zagadnień wybranej przez kandydata specjalizacji; trzecie - problemów związanych z aktualną transformacją służby zdrowia w naszym kraju, np. znajomością aktów prawnych, znajomością zasad działania kasy chorych, a czwarte pytanie powinno sprawdzić motywacje wyboru specjalizacji, dane z życiorysu i przebiegu pracy zawodowej. Odpowiedzi na ww. pytania oceniają poszczególni członkowie komisji w skali od 0-10. Suma punktów była uśredniona, a wynik mnożony przez 3, aby podnieść wartość rozmowy kwalifikacyjnej w stosunku do wyników testu.
Ogólnopolski egzamin został przeprowadzony w Gdańsku 2.09.br. Wnioski o rozpoczęcie specjalizacji złożyło 410 lekarzy, do egzaminu testowego przystąpiło 175 osób (w tym 130 lekarzy i 45 lekarzy stomatologów). Byli to zarówno lekarze młodzi, po stażu podyplomowym, jak i starsi, posiadający specjalizację I i II stopnia w zakresie dyscyplin podstawowych i szczegółowych.
Jako przedstawiciel konsultantów regionalnych brałem udział w przeprowadzeniu egzaminu dla lekarzy ubiegających się o otwarcie specjalizacji z dyscyplin klinicznych podstawowych. W rozmowach kwalifikacyjnych miałem ocenić lekarzy, którzy wybrali specjalizację z medycyny rodzinnej.
Zanim podzielę się z czytelnikami Gazety AMG merytoryczną oceną egzaminu testowego, który uważam, delikatnie mówiąc, za dydaktyczny niewypał, chciałbym podzielić się refleksjami nad ogólnym problemem, jakim jest ograniczenie swobody w wyborze kształcenia podyplomowego lekarzy (specjalizacja przez tworzenie limitów miejsc przeznaczonych centralnie przez MZiOS i KREL). Stanowi to ograniczenie swobody kształcenia lekarzy podporządkowane racjom ekonomicznym i polityce ochrony zdrowia. Przyjęty przez MZiOS system ograniczeń w kształceniu lekarzy jest niezgodny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
W podrozdziale Wolności i prawa ekonomiczne, socjalne i kulturalne art. 65 czytamy "Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy" oraz art. 70 p. 4 - "Władze publiczne zapewniają obywatelowi powszechny i równy dostęp do wykształcenia."
Już w dniu 1.09.br. ukazała się w Gazecie Wyborczej notatka prasowa pt. Specjalizacja na kartki. Lekarze warszawscy zapowiedzieli zaskarżenie do rzecznika praw obywatelskich ograniczenia swobody wyboru kształcenia jako niezgodnej z Konstytucją RP.
Osobiście uważam, że decyzja podjęcia określonej specjalizacji nie powinna być ograniczana przez państwo, przecież będzie ona weryfikowana aktualnym rynkiem pracy, jak to ma miejsce w wielu demokratycznych krajach. Limitowanie miejsc dla otwarcia określonej specjalizacji nie można tłumaczyć kosztami kształcenia ponoszonymi przez MZiOS. Należy tu podkreślić, że duża grupa lekarzy, którzy specjalizowali się w medycynie rodzinnej w systemie pozaetatowym opłacała swoje szkolenie. Dotyczyło to m.in. lekarzy z Trójmiasta i Krakowa. W mojej własnej karierze zawodowej specjalizację z chorób wewnętrznych odbywałem w II Klinice Chorób Wewnętrznych AMG na wolontariacie, pracując w godzinach popołudniowych i wieczornych, jako lekarz rejonowy. Taką też drogę przechodziło wielu moich kolegów.
Na ocenę merytoryczną testu pozwala moje wieloletnie doświadczenie nabyte w trakcie działalności edukacyjnej i naukowej. Od 1980 r. głównym nurtem zainteresowań i działalności naukowej mojego zespołu Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej jest problematyka kształcenia, w której znaczące miejsce posiadają badania nad testowymi metodami oceny wiedzy.
Egzamin testowy, aby spełniał warunki jako metoda oceny, musi być trafny. Trafność (validity) jest to stopień zgodności, do mierzenia której został skonstruowany, inaczej mówiąc - określa, w jakim stopniu jest on reprezentatywną próbą treści programu dydaktycznego. Trafność testu wyznacza jego koncepcja.
Czy twórcy omawianego egzaminu (testu) zastanowili się kogo chcą oceniać? Inna koncepcja testu i merytoryczna zawartość poszczególnych pytań powinna być dla absolwentów medycyny, gdzie oceniamy ich wiedzę i umiejętności nabyte w trakcie studiów, inna dla lekarzy, którzy dawniej zdawali egzamin specjalizacyjny II stopnia z poszczególnych dyscyplin klinicznych.
Informacje dotyczące tematyki zadań testowych otrzymali lekarze ubiegający się o otwarcie specjalizacji w terminie niespełna trzech tygodni przed datą egzaminu. Ku ich przerażeniu tematyka zadań testowych miała obejmować:

W dniach od 9 do 12 września 1999 r. w Podczelu k. Kołobrzegu odbył się jubileuszowy X Zjazd Stowarzyszenia Transplantacji Serca.
Stowarzyszenie skupia pacjentów po przeszczepie serca, chorych oczekujących na przeszczep, członków ich rodzin oraz osoby zainteresowane zagadnieniem transplantacji serca i zaangażowane w ich problemy,
Obecnie w Polsce żyje około 450 osób z "nowym" sercem. Są to osoby w różnym wieku (także dzieci), u których wskutek rozmaitych chorób doszło do ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia ich własnego serca tak, że jedynym efektywnym sposobem leczenia stała się transplantacja. Uzupełnieniem leczenia operacyjnego (przeszczepu) jest następcza wieloletnia farmakoterapia i rehabilitacja.
Proces rehabilitacji rozpoczyna się w zasadzie jeszcze przed operacją, w okresie oczekiwania na przeszczep, gdy z powodu znacznego ograniczenia wydolności fizycznej chorzy zmuszeni są do prowadzenia bardzo oszczędzającego, a często wręcz spoczynkowego trybu życia. Celem rehabilitacji jest wówczas zapobieganie niekorzystnym następstwom unieruchomienia, m.in. osteoporozie, zanikom mięśniowym, powikłaniom zakrzepowo-zatorowym.
Po transplantacji rehabilitację rozpoczyna się od pierwszej doby pooperacyjnej i powinna być kontynuowana przez całe życie biorcy. Jej celem jest poprawa sprawności fizycznej i psychicznej pacjenta do poziomu umożliwiającego mu powrót do aktywnego życia oraz do pracy zawodowej.
Serce przeszczepione (odnerwione) reaguje na obciążanie wysiłkiem fizycznym odmiennie aniżeli serce "naturalne" (nieodnerwione). Inna jest również reakcja ciśnienia tętniczego krwi. Systematyczny trening fizyczny znacznie zwiększa tolerancję wysiłkową pacjentów po transplantacji serca poprawiając w ten sposób ich samopoczucie i jakość życia.
Powyższe zagadnienia stanowiły tematy wykładów przygotowanych przez asystentów Katedry i Zakładu Rehabilitacji oraz I Kliniki Chorób Serca* AMG: Agatę Deję, Marlenę Wojciechowicz, Joannę Jabłońską-Brudło i Jerzego Bellwona* i przedstawionych w trakcie odbywających się w drugim dniu Zjazdu warsztatów rehabilitacyjnych. Poza częścią teoretyczną uczestnicy tychże warsztatów brali również udział w zajęciach praktycznych, proponowano im jazdę konną, jazdę na rowerach, spacery, gimnastykę oraz zajęcia na basenie.
Atrakcyjne położenie Podczela nad brzegiem morza oraz piękna wrześniowa pogoda umożliwiły pełne korzystanie z proponowanych form aktywności fizycznej oraz odbywających się w plenerze imprez towarzyskich.
Marlena Wojciechowicz,
Joanna Jabłońska-Brudło,
Agata Deja

Funkcje kierownicze objęli:

Jubileusz długoletniej pracy w SPSK nr 1 obchodzili:
40 lat

Warszawa, 21.09.1999 r.
Prof. dr hab. Wiesław Makarewicz
Rektor
Akademii Medycznej
Szanowny Panie Profesorze,
Proszę przyjąć serdeczne gratulacje z okazji wyboru Pana Profesora na stanowisko Rektora Akademii Medycznej.
z wyrazami szacunku
Leszek Balcerowicz
Wiceprezes Rady Ministrów
Minister Finansów
* * *

Dziekan Wydziału Farmaceutycznego AMG zaprasza na uroczyste wręczenie dyplomów magistra farmacji absolwentom z roku akademickiego 1998/99, które odbędzie się w dniu 6 listopada 1999 r. o godz. 11.00 w Auditorium Maximum Wydziału Farmaceutycznego (Gdańsk-Wrzeszcz al. Gen. Hallera 107).

Bąd przyjacielem dziecka!
Nie chcesz być przyjacielem człowieka dorosłego - to można zrozumieć, ale powinieneś być czułym i serdecznym przyjacielem dziecka!
Ludzie byliby lepsi, gdyby kochali dziecko, nie ckliwie, demonstracyjnie i histerycznie, lecz głęboką miłością i szacunkiem, jak u Korczaka, gdyż w ten sposób rzebić należy całe jego młode życie.
przygotował prof. Romuald Sztaba


Trwa nabór na stypendium na polskim Wydziale Lekarskim przy Uniwersytecie w Edynburgu (Wielka Brytania) na rok 1999 i 2000. Podania w języku angielskim zawierające:

| Lp. | Uczelnia | Kraj | Liczba TS (liczba osób x okres pobytu) | Dziedzina (wydział AMG) |
| 1. | University of Antwerp - UIA | Belgia | 3 x 1 tydzień* | Medycyna (WL) |
| 2. | University of Antwerp - RUCA | Belgia | 2 x 1 tydzień* | Medycyna (WL) |
| 3. | University of Turku | Finlandia | 2 x 1 tydzień | Medycyna (WL) |
| 4. | Universidad de Lleida | Hiszpania | 1 x 1 tydzień | Medycyna (WL) |
| 5. | Universidad de Santiago de Compostela | Hiszpania | 2 x 1 tydzień | Medycyna (WL) |
| 6. | Onze Lieve Vrouwe Gasthuis Amsterdam | Holandia | 2 x 1 tydzień | Medycyna (WL) |
| 7. | Heinrich-Heine-Universität-Düsseldorf | Niemcy | 2 x 1 tydzień | Medycyna (WL) |
| 8. | University of Leipzig | Niemcy | 1 x 1 tydzień | Medycyna (WL) |
| 9. | Universita degli Studi di Perugia | Włochy | 2 x 1 tydzień | Medycyna (WL) |
| 10. | Technische Universiteit Eindhoven | Holandia | 1 x 2 tygodnie | Farmacja (WF) |
| 11. | Ernst-Moritz-Universität Greifswald | Niemcy | 2 x 1 tydzień | Farmacja (WF) |
| 12. | Universität Bremen | Niemcy | 2 x 1 tydzień | Biotechnologia (MWB) |
| 13. | Fachhochschule für Technik Mannheim - - Mannheim University of Applied Sciences | Niemcy | 1 x 1 tydzień | Biotechnologia (MWB) |
| 14. | Martin-Luther-Universität Halle | Niemcy | 1 x 1 tydzień | Biotechnologia (MWB) |
| 15. | University of Bradford | Wielka Brytania | 2 x 1 tydzień | Biotechnologia (MWB) |
| 16. | University of Glasgow | Wielka Brytania | 1 x 1 tydzień | Biotechnologia/Medycyna (MWB, WL) |
| * - ostateczny wymiar TS (liczba nauczycieli i czas pobytu) w fazie negocjacji | ||||
| Lp. | Nauczyciel z AMG | Katedra | Temat | Data | Gospodarz |
| 1. | Dr med. Jerzy Dziewiątkowski | Katedra Anatomii; Zakład Anatomii i Neurobiologii | Towards the better diagnosis of Alzheimer disease - from anatomy to pathological changes in MRI in vivo scans of the temporal lobe. Methods of study of the Central Nervous System. | Prof. Franco Magni University of Perugia, Włochy | |
| 2. | Prof. dr hab. farm. Roman Kaliszan | Katedra Biofarmacji i Farmakodynamiki | Application of chromatography in medicinal chemistry and molecular pharmacology. | Dr H. A. Claessens Technical University of Eindhoven, Holandia | |
| 3. | Dr hab. Andrzej Składanowski | Katedra Biochemii | The mechanism of adenosine formation in cells: cloning and expression of cytosolic 5'-nucleotidases. Cloning and expression of cytosolic IMP-selective 5'-nucleotidases. Cytosolic and particulate bound 5'-nucleotidases in human sperm | Prof. Mariapia Viola Magni, University of Perugia, Włochy | |
| 4. | Dr med. Magdalena Góra-Gębka | Katedra Interny i Onkologii Dziecięcej | Retinoblastoma - the most common intraocular tumour in children. Motility disorders of digestive tract. Neonatal cholestasis. | 30 maja- -6 czerwca 1999 | Prof. Ilkka Välimäki University of Turku, Finlandia |
| 5. | Dr med. Jacek Kaczmarek | Katedra Fizjologii | Anatomy and physiology of the craniospinal system. | Prof. Karl Zilles Heinrich-Heine-Universität,Düsseldorf, Niemcy | |
| 6. | Prof. dr hab. farm. Franciszek Sączewski | Katedra Chemii Organicznej | Medicinal chemistry of 2-Imidazoline drugs - a-adrenoreceptors, imidazoline receptors, structure-activity relationships. | Prof. Hans-Hartwig Otto, Ernst-Moritz-Universität,Greifswald, Niemcy | |
| 7. | Dr hab. farm. Małgorzata Sznitowska | Katedra Farmacji Stosowanej | Alternative routes of drug delivery - transdermal, buccal and intranasal. Multiparticulate drug formulations. Emulsions, submicroemulsions and microemulsions. | Prof. Hans-Hartwig Otto, Ernst-Moritz-Universität,Greifswald, Niemcy | |
| 8. | Dr hab. med. Jacek Bigda | Katedra Histologii i Immunologii | Apoptosis - general characteristics. Apoptosis - molecular mechanism. Apoptosis induced by TNF receptors. | Dr. William Ashraf, University of Bradford,Wielka Brytania | |
| 9. | Prof. dr hab. med. Wiesław Makarewicz | Katedra Biochemii | Purine Metabolism Research in Gdańsk. Development of Intercollegiate Faculty of Biotechnology UG-AMG - new opportunities for students. | Prof. Bernd Jastorff,University of Bremen,Niemcy | |
| 10. | Prof. dr hab. med. Julian Świerczyński | Katedra Biochemii | Regulation of lipogenesis - effect of refeeding - starvation. Tissue culture techniques. | Prof. Bernd Jastorff,University of Bremen,Niemcy | |
| 11. | Dr hab. med. Michał Woniak | Katedra Biochemii | Essential chemistry of free radicals generation and reactivity. Detrimental and beneficial effects of free radicals. Apoptosis versus necrosis - free radicals act as a switch between. | Dr. William Ashraf, University of Bradford, Wielka Brytania |

Dział Współpracy z Zagranicą informuje, że jest w posiadaniu oferty stypendialnej na rok akademicki 2000/2001 opracowanej przez Biuro Uznawalności Wykształcenia i Wymiany Międzynarodowej oraz Departament Integracji Europejskiej i Współpracy z Zagranicą MEN.
Oferta zawiera informacje o możliwości wyjazdów w roku akademickim 2000/2001 na :


Motto: "Dobrego lekarza, tak jak dobrego żeglarza, poznasz tylko podczas burzy i niebezpieczeństwa.
Nie ten jest lekarzem, kto leczy lekkie i ostre choroby, lecz kto w długotrwałych cierpieniach i rozpaczliwych przypadkach nie straci cierpliwości i spokoju, i potrafi natchnąć ufnością chorego i otoczenie".
(W. Biegański, 1925)
"Adresatami książki powinni być nie tylko lekarze rodzinni, ale lekarze wszystkich specjalności, a nade wszystko studenci medycyny. [...] Poza niezwykle jasnym i przystępnym stylem książka ma jeszcze inne godne podkreślenia zalety. Wymieniono w niej trafnie przykłady sytuacji trudnych i możliwe zachowania, a także zasady zachowania w tych sytuacjach. Ponadto wyszczególniono podstawowe błędy w komunikacji werbalnej. Na szczególne podkreślenie zasługuje wyrane ukazanie roli, jaką pełni lekarz w kontakcie z pacjentem. Rozdział "Bariery w komunikacji" ukazuje trudną sytuację pacjenta, wynikającą z warunków zewnętrznych i wewnętrznych związanych z chorobą".
(z recenzji Adama Bilikiewicza i Ewy Motak,
Psychiatria Polska, 1995, t. 29, s. 553-554)
W Wydawnictwie Via Medica w Gdańsku ukazał się "Cytologiczny atlas hematologiczny". To kolejna, udana pozycja tego młodego Wydawnictwa. Autorzy "Atlasu" to gdańszczanie, pracownicy naszej Uczelni: lek. Krzysztof Lewandowski i prof. Andrzej Hellmann (tak! właśnie w takiej kolejności). Na opracowanie to złożyła się mrówcza praca techniczna młodego asystenta, głęboka wiedza oraz wieloletnie doświadczenie kliniczne prof. Hellmanna.
Książka z pewnością będzie cieszyła się zainteresowaniem lekarzy, tym bardziej, że jedyny atlas hematologiczny autorstwa prof. I. Ławkowiczowej i S. Maja wydany przed sześciu laty (1993) zniknął już z półek księgarskich.
Każdy też, kto uczył się czy korzystał w pracy lekarskiej z pierwszego powojennego atlasu hematologicznego W. i I. Ławkowiczów (atlas ten powstawał w Gdańsku) wydanego w latach 50. i pamięta odtworzone z artyzmem malarskim obrazy krwi obwodowej i szpiku (niemal fotograficznie) z łatwością doceni naturalne fotogramy (a jest ich 300) atlasu Lewandowskiego i Hellmanna. Obok szczegółowych opisów obrazów hematologicznych podane są zwięle kryteria rozpoznawcze poszczególnych schorzeń i zespołów hematologicznych.
Jest to atlas nie tylko dla lekarzy hematologów czy analityków, ale również dla internistów. Pomocny będzie w codziennej pracy lekarskiej, a także dydaktycznej.
Cieszy fakt, że udana pozycja wydawnicza jest całkowicie dziełem gdańszczan: naukowców i wydawców.
prof. Grażyna Świątecka

Jedną z legendarnych postaci Akademii był doc. Wiktor Taubenfligel - asystent w pionierskiej Klinice Chirurgicznej prof. Michejdy, potem adiunkt i docent w b. III Klinice Chirurgicznej prof. Kieturakisa, w końcu kierownik I Kliniki Chirurgicznej. Absolwent uniwersytetów w Sienie i Padwie, jako lekarz frontowy uczestnik wojny domowej w Hiszpanii, potem w tym samym charakterze w Chinach, w armii Czang-Kai-Szeka, wreszcie w armii amerykańskiej w Birmie. Powrócił do Polski w 1945 r. i wyrazem jego fantazji było, że (podobno) dojeżdżał do szpitala konno, a wierzchowca przywiązywał do słynnych "filarków" przed chirurgiczną izbą przyjęć. Jako wyraz uznania swojej życiowej postawy (zawsze lewicowej) otrzymał "przydział" na dość obszerny lokal we Wrzeszczu przy ul. Próżnej. Były to jednak czasy, kiedy w Gdańsku rządziło jeszcze prawo pięści, a niedostateczne bezpieczeństwo powodowało, że wielu mieszkańców (w tym nasz bohater) chodziło pod bronią. Kiedy szczęśliwy posiadacz "przydziału" wrócił po pracy, zdziwiony zastał przed drzwiami uzbrojonego wojskowego wartownika. Ten zadał mu lapidarne pytanie:
... czego?
... jak to czego, ja tu mieszkam ...
... mieszkał, już nie mieszka, teraz to kwatera obywatela pułkownika ... - brzmiała rzeczowa odpowied.
Dr Taubenfligel spokojnie odszedł, aby nabyć na pokątnym stoisku kiełbasę i litr samogonu, po czym wrócił i zagadnął przyjanie wartownika, że rozumie sytuację, prześpi się ewentualnie na klatce schodowej na półpiętrze do jutra, a tymczasem nic nie stoi na przeszkodzie, aby się wspólnie posilić. Uwzględniał przy tym większe pragnienie wartownika. Kiedy tego wreszcie zmorzył sen, posługując się posiadanymi ciągle kluczami, wszedł do mieszkania czekając na dalszy rozwój wypadków. Jako też po północy przybył obywatel pułkownik i zaczął się dobijać. Dr Taubenfligel, dzierżąc dla pewności posiadany legalnie pistolet, uchylił przez łańcuch drzwi i powtórzył się dokładnie dialog:
... czego?
... jak to czego, ja tu mieszkam ...
... mieszkał, już nie mieszka ...
Doc. Taubenfligel, poza pracą kliniczną, pełnił przez wiele lat funkcję kierownika dużej Przychodni Obwodowej przy ul. Wałowej w Gdańsku. Podlegała mu też, funkcjonująca wtedy, Nocna Obsługa Chorych, w której lekarze załatwiali wizyty domowe w przypadku nagłych zachorowań. Była to praca niewdzięczna i do tego marnie i nie zawsze regularnie opłacana. Jeden z kilku pracujących tam asystentów z kliniki, dr Sławomir G., dowiadując się o zaległe wynagrodzenie odwiedził przychodnię i wyraził swoją dezaprobatę w związku ze zwłoką w wypłacie. Nazajutrz w klinice docent, słynący z rubaszności i kwiecistej mowy zagadnął go w te słowa:
... Ty, podobno awanturowałeś się wczoraj o pieniądze ...
... Ja tylko upominałem się o zaległą wypłatę ...
... Jak będziesz się awanturował to na drugi raz dostaniesz ... złamanego, a nie pieniądze...
W odpowiedzi na to - zagadnięty odpowiedział opuszczając skromnie oczy:
... Kto wie, Panie Docencie, czy to nie więcej warte od tych paru groszy ...
Kiedy w 1970 r. organizowano w Uczelni Instytuty, to obok tzw. "jednoimiennych", jak Instytut Chorób Wewnętrznych, Chirurgii, Pediatrii, Ginekologii, Stomatologii, powstał też Instytut Chorób Układu Nerwowego i Narządów Zmysłów. Połączono w nim neurologię, neurochirurgię, okulistykę i otolaryngologię. Po pewnym czasie doszła jeszcze rehabilitacja. Rozważano także objęcie jego działaniem dermatologię, co nie doszło do skutku. Wtedy jedna z lekarek z tej ostatniej kliniki, osoba atrakcyjna i rezolutna zasłynęła takim oto komentarzem:
... podobno ten wasz dyrektor twierdzi, że skóra to nie zmysły ...
... ?
... przyślijcie go do mnie - już ja go przekonam ...
W latach 50. miało miejsce wdrażanie, niemal pod przymusem, "pawłowizmu". Było to nadużywanie nauk tego, niewątpliwie wielkiego, uczonego do celów politycznych. W klinikach i szpitalach wisiały np. napisy "Pawłow uczy - cisza leczy"! Jednym z przejawów "pawłowizmu" w medycynie praktycznej było "leczenie snem". Kwalifikowano do niego m.in. chorobę wrzodową na podstawie teorii "korowo-trzewnej Bykowa". Rozumowanie opierało się na zasadzie "wyłączenia stresu". Prof. Penson - skądinąd wybitny internista, podjął taką próbe i nawet w ówczesnej III Klinice Chorób Wewnętrznych przy ul. Śluza przeznaczył na ten cel cały oddział na III piętrze, który od razu przezwano oddziałem śpiącym. Zdarzyło się, że leczeniu temu został poddany największy wówczas dygnitarz w województwie, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego, tow. Jan Trusz (odsunięty póniej po przełomie padziernikowym). Leżał na separatce, a przed drzwiami czuwał oczywiście ochroniarz. Kiedyś prof. Penson na czele całego orszaku wszedł na oddział na obchód i na progu separatki dygnitarza natknął się na śpiącego snem sprawiedliwego w pozycji siedzącej na progu.... ochroniarza (nie wiadomo czy nie próbował na sobie podawanych szefowi leków). Profesor skwitował to następującą obserwacją:
... widzicie ? Leczenie najwyraniej działa...
Zebrał B.I.L.

Rozmowa
Płomyk latarni bawił się mgiełką mroku, oddech wiatru odsłaniał obraz Tamtego dnia.
Przez brudne szyby, słońce w szeleście oczekiwania kładło się plamami na ławkach sali wykładowej. Za chwilę miało zacząć się zebranie naukowe Towarzystwa Analitycznego w sali im. Stanisława Wszelakiego.
W tę atmosferę wkroczyłem z przyjacielem, przemiłym "Lalunią", tak się bowiem nazywał jeszcze z czasów studenckich, godnej postawy doktorem o zawsze nienagannych manierach i mój wzór niedościgły w sprawach moralności. Moje bowiem postępowanie w tym względzie było, jego zdaniem, naganne i stanowiło przedmiot jego troski, co jednak nie zakłócało naszej szczerej przyjani.
Tak więc zadowoleni z siebie wkroczyliśmy do sali wykładowej, gdzie w środku, w trzeciej ławce, siedziała Ona. Kule przełożone na pulpicie ławki kontrastowały z pełnym radości na nasz widok obliczem Oli. Właśnie wczoraj dowiedziałem się, że nasza zacna koleżanka zadaje się z narkomanami, alkoholikami, skazańcami. Organizuje dla nich opiekę. Nie dość tego, wpuszcza to towarzystwo do swego domu.
Ola wprawdzie nie była z naszego roku, była młodszą koleżanką w Towarzystwie Analitycznym, ale była zaprzyjaniona z wieloma z nas tak, że traktowaliśmy ją jak jedną z naszych koleżanek. Grono nasze ceniło ponad wszystko spokój. Poważnie traktowaliśmy również takie cechy jak solidarność zawodowa, przyjań.
Ola chciała zburzyć nasz spokój, wyranie pchała się w nieszczęście. Oczywiście, musiałem się tym zająć w sobie właściwy, "delikatny" sposób.
Olka przywitała mnie wtedy ciepłym uśmiechem, przy czym miała ogromne, grzejące renice, budzące rezonans spokoju i wyzwalające coś dobrego nawet w takich osobach, co za nic nie chciały się do takich uczuć przyznać. Tym razem zeliło mnie to jeszcze bardziej i zacząłem bez wstępu:
- Co ty sobie wyobrażasz, zadajesz się z podejrzanym elementem, wpuszczasz ich do domu? Czy ty masz pojęcie, do czego jest zdolny alkoholik albo narkoman? Kto ci będzie mógł pomóc? Kto cię obroni? Opamiętaj się!
"Lalunia" spokojnie słuchał mojej przemowy, ale w końcu nie wytrzymał:
- Daj spokój Czarek, wkraczasz w życie osobiste. Trochę taktu - westchnął "Lalunia".
- Ależ, Aleczku - tak mu bowiem na chrzcie dano.
"Lalunia" westchnął głęboko, wzniósł oczy do nieba, co było wyrazem głębokiej dezaprobaty i dowodem, że zrobił co mógł, aby nie zakłócać spokoju i że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu, a moje maniery...
Ale ja byłem w uderzeniu, nic nie mogło mnie powstrzymać. Ola nadal jednak była promiennie uśmiechnięta. To doprowadziło mnie do skrajnej irytacji. Uznała w końcu, że musi wtrącić słowo:
- Czarek, ty tego nie rozumiesz, to są ludzie bardzo samotni, ja im jestem potrzebna, oni mnie zresztą też. Wiele można w ich życiu zmienić właśnie przez kontakt osobisty, to jest pasjonujące, wiele od nich można się nauczyć.
- Co - przerwałem - chcesz mnie przekonać, abym zajmował się tym... marginesem!
Ola zaczęła się śmiać:
- Ależ nie, absolutnie nie, ty nie jesteś do tego stworzony, ty masz walczyć, przecież robisz to samo co ja, tylko inaczej. Każdy jest inny i nie powinieneś mieć oto pretensji.
- Olka - przerwałem znowu - to wariactwo, nie sądzisz?
- Nie - odparła. Oczy Oli zrobiły się granatowe, a słowa twarde - to służba.
Znowu chciałem przerwać, ale uspokoiła mnie gestem dłoni:
- Kiedyś to zrozumiesz.
Na salę wszedł profesor Stefan Angielski. Rozpoczęło się posiedzenie. Nigdy do tej rozmowy nie wróciliśmy.
Mijał czas.
Nagły dramat śmierci Oli był potwierdzeniem moich obaw. Można by powiedzieć - bawiło się dziecko zapałkami... Gdyby nie chór tych, którzy głosu nie mieli: skazańców, narkomanów, wykolejeńców... Ona była im naprawdę potrzebna. Ola wyrastała na herosa. Swoją śmiercią ona ich nam pokazała.
Zacząłem rozumieć kiedy Ola mówiła, "to jest pasjonujące, można ich zmienić". A więc miłosierdzie może być pasją, pasją dla biednych ludzi, nawet inwalidów, a nie pasją i zabawą dla ludzi bogatych. Miłosierdzie może być pasją jak medycyna - nasz zawód? Czy nie to samo pokazywał brat Albert, żołnierz z 1863 roku? A może to wrażenie misterium śmierci, jej brutalności?
Może dla innych pokoleń tak, ale nasze pokolenie ma wpisane w dzieciństwo mordy hitlerowskie i tragedie Sybiru. Jesteśmy wychowani w kulcie śmierci. Okrucieństwo nas nie dziwi, ale motyw, niepojęta chęć poświęcenia życia. W imię czego?
Przypominam sobie zwierzenia starszego kolegi o zakłutej na jego oczach bagnetem łączniczce z powstania, jego ukochanej. Dzięki temu mógł uciec. Swoje ostatnie spojrzenie ofiarowała jemu. Żyje z tym spojrzeniem. To jest zrozumiałe, to polska śmierć, ona była żołnierzem.
W legendach rodzinnych żyje opowieść o Polce siłą wydanej za oficera carskiego w 1863 roku. Zabija go, z dziećmi ucieka do lasu, a ujęta ginie rozszarpana końmi. Nie była to ofiara jednostkowa. Do dziś kołacze się po Rosji przysłowie "wredna kak Polka". Cóż, polska śmierć...
Najprzystojniejszy kolega z roku, Leszek, lekarz pogotowia, ginie ratując sanitariusza, wchodzi do kanału wypełnionego gazem wiedząc, co go czeka. Po wypadku żyje czas jakiś, na pytania przyjaciół "dlaczego" odpowiada - "trzeba było". To dumne odejście potwierdza nasze zasady, żal go, a niejeden może mu zazdrości? Znowu polska śmierć...
Zjawisko polskiej śmierci, ten splendor, zaszczyt, jasny cel, czeka na swojego historiografa.
Wiele wskazuje na to, że Ola mogła się spodziewać takiego gwałtownego odejścia. Że się spodziewała... Co ją tłumaczy? Może słowo "służba"?
Służba idei silniejszej niż instynkt życia. Ofiara ta nigdy nie będzie dla nas w pełni zrozumiała, tak jak fenomen polskiej śmierci.
My możemy nadać jej głęboki sens. Szanując wyznawane przez Nią pasje i zasady, nie szermując na targowisku próżności najwyższymi wartościami.
Nie każdemu jest dana pasja miłosierdzia, ale każdy może być przyzwoitym człowiekiem. Jakie to trudne, ten wie, kto próbuje nim być.
Mgła nocy układa te przemyślenia. Czuję Twój wzrok, Olu, na sobie. Grażyna, twoja przyjaciółka, jak ziarenka różańca zbiera okruchy wspomnień, żeby się nic nie zmarnowało z Twojego życia. A może wszystko o Niej opowie dopiero migotliwy płomień świeczki zapalonej na jej grobie tej nocy przez Nich... Bezimiennych.
dr Cezary Burkiewicz
Gdańsk, w Dzień Zaduszny 1998 roku

W dniu 19 lipca 1999 roku w Akademii Medycznej w Gdańsku odbyła się podniosła uroczystość odsłonięcia tablicy ku czci lek. med. Aleksandry Gabrysiak - Doktor Oli. Tablica została umieszczona w holu gmachu przychodni Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1. Tu właśnie mieścił się w końcu lat 60. Zakład Biochemii Klinicznej i tu pracowała Aleksandra Gabrysiak jako studentka koła naukowego i stażystka. Tablicę zaprojektował prof. Wiktor Tołkin. Artysta włożył w jej wykonanie cały swój talent i całe serce. Zanim przystąpił do realizacji tego dzieła, dokładnie przeczytał książkę "Doktor Ola - lekarz ciała i duszy". Nad realizacją projektu tablicy czuwał z uczuciowym zaangażowaniem rektor naszej Uczelni, prof. Zdzisław Wajda, a prof. Bolesław Rutkowski w imieniu koleżanek i kolegów z lat studiów wsparł finansowo (obok funduszów AMG) to przedsięwzięcie.
W tym dniu, pomimo okresu urlopowego, hol Przychodni Przyklinicznej wypełnił się pracownikami AMG i zaproszonymi gośćmi, wśród których nie zabrakło rodziny Doktor Oli, koleżanek i kolegów z lat studiów oraz przyjaciół.
Uroczystość zainaugurował rektor prof. Zdzisław Wajda. Następnie prof. Grażyna Świątecka pokrótce nakreśliła sylwetkę Aleksandry Gabrysiak, która całym swoim ofiarnym życiem świadczyła o wielkości powołania lekarskiego. Była przyjacielem chorych, lekarzem ich ciał i dusz, opiekunką samotnych matek, więniów, ratunkiem dla alkoholików. Miała dla nich wszystkich serce matczyne, nie szczędziła im czasu, sił i własnych pieniędzy.
Poświęcenia tablicy dokonał metropolita gdański ks. abp Tadeusz Gocłowski, a jej odsłonięcia - Rektor AMG. Ks. Arcybiskup w okolicznościowym przemówieniu powiedział, że dr Aleksandra Gabrysiak w sensie dosłownym oddała swoje życie z miłości dla blinich. Natomiast ordynariusz elbląski, ks. abp Andrzej Śliwiński w swoim wystąpieniu podkreślił, że działalność lekarska Doktor Oli i jej służba człowiekowi potrzebującemu wypływała z głębokiej wiary i równie głębokiego zawierzenia Chrystusowi. Służba ta miała swe ródło w Ewangelii: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, toście mnie uczynili".
W imieniu koleżanek i kolegów Aleksandry Gabrysiak z lat studiów zabrał głos prof. B. Rutkowski, a w imieniu rodziny za ufundowanie tablicy podziękował jej brat, Tomasz Gabrysiak.
W historii Akademii Medycznej w Gdańsku jest to wydarzenie bez precedensu. Po raz pierwszy ufundowano tablicę upamiętniającą działalność "zwykłego" lekarza, nie naukowca czy organizatora. Jest to wydarzenie o głębokim wymiarze humanistycznym. Społeczność akademicka, która oddaje hołd wartościom wyższym, ponadmaterialnym, a także ponadnaukowym w osobie swojej wychowanki, zasługuje na szacunek i uznanie.
prof. Grażyna Świątecka


Tuż po zakończeniu roku szkolnego, dzieci z AMG miały możliwość wyjazdu na kolonię letnią do uroczej miejscowości, jaką jest Bartkowa nad jeziorem Rożnowskim. Te, które skorzystały z tej propozycji, na pewno dziś nie żałują.
26 czerwca 1999 r. autokarem z samego rana wyruszyliśmy w podróż na drugi koniec Polski. Dwa dni po naszym przyjedzie dołączyła do nas druga grupa z Gdańska. Od tej pory wszyscy tworzyliśmy jedną zgraną kolonię.
Pierwsze wrażenia nie zawiodły naszych oczekiwań. Zadbany pensjonat "Stalownik", położony nad samym jeziorem, wyposażony w takie atrakcje, jak ulubiony przez dzieci plac zabaw, okazały pomost wraz z kąpieliskiem strzeżonym przez ratowników, sprzęt pływający, boisko, sala gimnastyczna, siłownia itp.
Każdy z nas mógł spróbować swoich sił na siłowni lub też chwycić wiosła i pod bacznym okiem ratownika przepłynąć łódką na drugi brzeg jeziora. Dzięki przepięknej pogodzie, która prawie do samego końca nam dopisywała, do woli mogliśmy korzystać z kąpieli wodnych i słonecznych. Innym, równie bardzo lubianym przez dzieci zajęciem była jazda konna, odbywająca się co drugi dzień.
Różnorodność w codziennym jadłospisie mogła zaspokoić wymagania nawet najwybredniejszego smakosza. Do tego wszystkiego bardzo miła obsługa ośrodka, która dbała o każdego swojego wczasowicza.
Oczywiście, jak na każdej kolonii nie mogło zabraknąć dyskotek organizowanych co drugi wieczór, ogniska, pieczonych kiełbasek i śpiewu. Miłe chwile spędziliśmy podczas zorganizowanych wycieczek. Tratwami spływaliśmy Dunajcem, odwiedziliśmy takie miejsca, jak Krynica, Kamianna, Wąwóz Homole.
Podczas trzytygodniowej kolonii wszędzie towarzyszył nam entuzjazm i uśmiech dzieci. Do domu wszyscy wróciliśmy zdrowi, opaleni i uśmiechnięci.
Kto nie był w Bartkowej, niech żałuje, a kto był, na pewno będzie chciał wrócić tam jeszcze raz.
Iwona Mostowska
