Spis treści

W trzy lata po złotym jubileuszu naszej Almae Matris Gedanensis, w bieżącym roku przypada 50. rocznica nauczania stomatologii w naszej Uczelni.
W "Dziejach Akademii
Medycznej w Gdańsku", wydanych w pamiętnym 1995 roku, niezapomniany Kronikarz
naszej Uczelni, Profesor Eugeniusz Sieńkowski podaje, iż w roku akademickim
1948/49 na mocy rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 1 V 1947 r. rozpoczął
naukę pierwszy rocznik studentów ówczesnego Wydziału Stomatologicznego
powołanego w Akademii Lekarskiej w Gdańsku. "Było to - pisze Autor - pociągnięcie
niezwykle śmiałe...", ale "... ze względu na brak lekarzy dentystów konieczne
i nieodzowne". Akademia Lekarska w Gdańsku była wówczas czwartą uczelnią
w Polsce (po Łodzi, Poznaniu i Warszawie), która rozpoczęła po wojnie kształcenie
lekarzy stomatologów.
W bieżącym roku,
w październiku, minie więc 50 lat od chwili, gdy pierwsi studenci - przyszli
stomatolodzy - rozpoczęli studia w murach naszej Uczelni prowadzącej od
11 lutego 1950 roku do chwili obecnej Oddział Stomatologii wchodzący w
skład Wydziału Lekarskiego. Tę szczególną rocznicę gdańskiej stomatologii
akademickiej pragniemy uczcić organizując w dniach 18-20 czerwca 1998 r.
uroczystości jubileuszowe, pod patronatem JM Rektora prof. Zdzisława Wajdy.
Nasze zaproszenie do uczestnictwa w Komitecie Honorowym zostało przyjęte
przez: Marszałka Sejmu RP, Wicemarszałka Senatu RP, Ministra i Wiceminister
Zdrowia i Opieki Społecznej, Metropolitę Gdańskiego, Wojewodów Gdańskiego,
Elbląskiego i Słupskiego, Prezydenta Miasta Gdańska oraz Rektorów Wyższych
Uczelni Trójmiasta, a także przez inne osobistości. Głównym akcentem będzie
Gdańskie Sympozjum Naukowe Stomatologów, z udziałem przedstawicieli wielu
ośrodków akademickich i kolegów lekarzy stomatologów z całego kraju.
Mamy zaszczyt
zaprosić do udziału w naszych uroczystościach Szanownych Członków Wysokiego
Senatu, Rad Wydziałów Lekarskiego, Farmaceutycznego i Biotechnologii oraz
wszystkich pracowników Uczelni i Państwowych Szpitali Klinicznych.
Uroczystości
jubileuszowe rozpoczną się 18 czerwca br. przekazaniem przez władze Uczelni
i Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej wyremontowanych i wyposażonych
w nowoczesny sprzęt obiektów niektórych jednostek Oddziału Stomatologii
i poradni specjalistycznych PSK nr 1: w Katedrze i Klinice Chirurgii Szczękowo-Twarzowej,
w Katedrze i Zakładzie Protetyki Stomatologicznej, w Katedrze i Zakładzie
Stomatologii Zachowawczej, w Zakładzie Ortodoncji i w Zakładzie Stomatologii
Dziecięcej. Wymienione jednostki otrzymały już nowoczesne unity stomatologiczne
i fotele oraz umeblowania z funduszy Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej
na ogólną sumę 2.104.800 zł. Wkładem Uczelni i Państwowego Szpitala Klinicznego
w unowocześnienie warunków pracy klinicznej było sfinansowanie kosztów
remontu w kwocie 844.472 zł (AMG) i 1.072.893 zł (PSK nr 1). Przekazanie
ww. obiektów nastąpi w dniu 18 czerwca o godz. 13.00. Podczas uroczystości
mamy nadzieję gościć Marszałka Sejmu RP, Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej,
władze naszego miasta i województwa, Metropolitę Gdańskiego, władze Fundacji
Współpracy Polsko-Niemieckiej i miasta Bremy oraz władze naszej Uczelni
z JM Rektorem.
W tym samym dniu,
tj. 18 czerwca o godz. 19.00, w Dworze Artusa nastąpi uroczyste powitanie
naszych Gości przez Prezydenta Miasta Gdańska, JM Rektora i organizatorów,
połączone z koncertem muzyki dawnej w wykonaniu Cappella Gedanensis i okolicznościową
lampką wina.
Zasadniczą treścią
obchodów będzie Sympozjum Naukowe. Rozpocznie się ono (19 czerwca o godz.
10.00 w sali wykładowej im. prof. Hillera Budynku Zakładów Teoretycznych
AMG, częścią historyczno-wspomnieniową poświęconą minionemu 50-leciu i
będącą wyrazem pamięci o ludziach, których już nie ma wśród nas oraz dającą
okazję do złożenia wyrazów wdzięczności tym, których wieloletnia praca
pozwala nam dzisiaj kontynuować i wzbogacać wkład gdańskiej stomatologii
akademickiej w rozwój nauk medycznych.
Sesje naukowe
rozpoczniemy w dniu 19 czerwca o godz. 14.00, równolegle w trzech salach
wykładowych oraz w holu (sesja plakatowa) Budynku Zakładów Teoretycznych
AMG. Obrady będą kontynuowane w dniu 20 czerwca od godz. 9.00 do 14.00.
Tematami wiodącymi Sympozjum będą: promocja zdrowia jamy ustnej i współczesne
możliwości profilaktyki, diagnozowania i leczenia chorób narządu żucia.
Obradom towarzyszyć
będzie wystawa sprzętu i materiałów stomatologicznych. Mamy nadzieję, że
program naukowy Sympozjum pozwoli na pożyteczną wymianę myśli i doświadczeń
dla dobra naszych pacjentów, a spotkania jubileuszowe będą okazją do zacieśnienia
przyjacielskich więzi między naszym środowiskiem i gośćmi z całego kraju.
Serdecznie zapraszamy również do uczestnictwa we mszy św., celebrowanej
przez Metropolitę Gdańskiego JE ks. abp. dr. Tadeusza Gocłowskiego, w dniu
19 czerwca o godz. 8.30 w kościele oo. Pallotynów, przy ulicy Skłodowskiej-Curie
3b.
W imieniu Komitetów:
Naukowego:
prof. Edward
Witek
Organizacyjnego:
dr hab. Jadwiga
Sadlak-Nowicka, prof. nzw.

W dniach 14-16
maja 1998 r. w Szczecinie odbyła się I Konferencja nt. Postęp w stomatologii
oraz V Międzynarodowe Targi Stomatologiczne Dental-Expo Szczecin'98 w ramach
obchodów 50-lecia Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
Patronat nad
Konferencją objęli: prezes Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego prof.
Janusz Piekarczyk oraz rektor Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie
prof. Krzysztof Marlicz.
Z Katedry i Zakładu
Protetyki Stomatologicznej AMG czynny udział w konferencji wzięło ośmiu
pracowników naukowo-dydaktycznych: prof. Halina Tejchman, która również
przewodniczyła sesji naukowej; dr n. med. Zdzisław Bereznowski; dr n. med.
Maria Prośba-Mackiewicz; dr n. med. Janina Śramkiewicz; dr n. med. Zofia
Majdańska; lek. stom. Jacek Rabenda; lek. stom. Robert Szulc, lek. stom.
Marek Rogoń. Przedstawili oni następujące prace:
prof. Halina Tejchman

W dniu 25.04.1998 r. w Dworze Artusa odbyła się uroczysta promocja na stopień doktora nauk medycznych - doktorantów Wydziału Lekarskiego oraz na stopień doktora nauk farmaceutycznych - doktorantów Wydziału Farmaceutycznego.
W uroczystości
udział wzięli: zespół promocyjny w składzie: JM Rektor prof. Zdzisław Wajda,
Prorektor ds. Nauki prof. Jerzy Krechniak, Prorektor ds. Klinicznych prof.
Czesław Baran, Prorektor ds. Dydaktyki dr hab. Zenon Aleksandrowicz, prof.
nzw. AMG, Dziekan Wydziału Lekarskiego prof. Janusz Galiński i Dziekan
Wydziału Farmaceutycznego dr hab. Piotr Szefer, prof. nzw. AMG oraz 34
promotorów z Wydziału Lekarskiego i 6 promotorów z Wydziału Farmaceutycznego.
Uroczystość otworzył JM Rektor prof. Zdzisław Wajda. Powitał doktorantów
oraz gości, a następnie wygłosił przemówienie [zamieszczamy na str. 4 -
red.].
Promocji na stopień
doktora nauk medycznych - 91 doktorantów Wydziału Lekarskiego dokonał Dziekan
Wydziału Lekarskiego prof. Janusz Galiński, a następnie promotorzy wręczyli
dyplomy swoim doktorantom. Dziekan Wydziału Lekarskiego wręczył dyplomy
16 doktorantom z upoważnienia nieobecnych promotorów oraz 9 doktorantom
w zastępstwie zmarłych promotorów. Promocji na stopień doktora nauk farmaceutycznych
- 9 doktorantów Wydziału Farmaceutycznego dokonał Dziekan Wydziału Farmaceutycznego
dr hab. Piotr Szefer, prof. nzw., a promotorzy wręczyli dyplomy swoim doktorantom.
Uroczystość promocyjną
uświetnił koncertem Chór AMG z Orkiestrą Kameralną "Akademia" z Bydgoszczy.
Na zakończenie JM Rektor zaprosił uczestników na tradycyjną lampkę wina.

Wysoka Rado, Panowie
Dziekani,
Dostojni Goście,
Szanowni Państwo,
Szanowni Promotorzy,
Szanowni Doktorzy,
Doktoranci,
Koleżanki i Koledzy
Dzisiejsza podniosła
uroczystość w tak pięknej, nastrojowej oprawie stała się możliwa dzięki
zamysłowi Rad Wydziałów, Senatu i władz naszej Uczelni. Ten zamysł zrodził
się przed trzema laty, w czasie obchodów 50-lecia naszej Alma Mater i jest
kontynuowany. Ma służyć podkreśleniu wagi pierwszej pracy naukowej, jaką
jest doktorat i ważnej roli, jaką powinien odegrać w Waszym życiu naukowym,
w dalszej karierze naukowej.
Przed trzema
laty w listopadzie w 1995 roku w murach Ratusza Głównego Miasta w Sali
Białej miałem zaszczyt dokonać uroczystego wręczenia dyplomów doktora medycyny
i doktora farmacji asystentom naszej Uczelni.
Dzisiejsza uroczystość
wręczenia dyplomów odbywa się w równie pięknej scenerii, w Dworze Artusa.
Niech ta efektowna oprawa podkreśla wysoką rangę promocji doktorskich i
jest skromnym wyrazem uznania i podziękowania za Wasz trud i pracę, dobrowolne
poświęcenie się nauce. Jest to niewątpliwie fakt zasługujący na wyróżnienie,
zwłaszcza, że pracę naukową godziliście ze spoczywającymi na Was obowiązkami
zawodowymi, takimi jak nauczanie i - co najważniejsze - leczenie, opieka
nad chorym.
Życzyłbym sobie,
by ta uroczystość zapadła w świadomość społeczeństwa i wskazała na wysiłek,
jaki towarzyszy zdobywaniu i pogłębianiu wiedzy, dla dobra najwyższego,
jakim dla lekarzy jest zdrowie i życie chorych, bowiem warunkiem pogłębiania
umiejętności zawodowych jest zdobywanie stopni naukowych. Należy również
przypomnieć, że w ocenie działalności Uczelni i jej rozwoju fundamentalne
znaczenie mają problematyka i poziom prac naukowych, również Waszych dysertacji,
Waszych prac doktorskich. Mówiłem o tym już w czasie poprzedniej promocji,
a dziś powtórzę: "Praca nauczyciela akademickiego nie może polegać jedynie
na opanowaniu pewnego zakresu wiadomości, czy zebraniu i przekazaniu wyników
cudzych badań, a powinna również uczyć metod zdobywania wiedzy i kształcić
umiejętności prowadzenia samodzielnej pracy naukowej, pracy naukowo-badawczej.
Doktorat - praca
naukowa - pierwszy krok na drodze do kariery naukowej. Jakże ważny to krok
w zdobywaniu wiedzy pod kierunkiem doświadczonego promotora, w wyborze
tematu, postawienia prawidłowych założeń, celu i metodyki pracy, wyborze
piśmiennictwa, przeprowadzeniu dyskusji i w końcu wyciągnięciu właściwych
wniosków.
Po wielu miesiącach,
czasami i latach, bezustannego poprawiania, wielokrotnego wygładzania,
przychodzi chwila, kiedy wreszcie można oprawić dzieło i przejść do dalszych
etapów.
Te etapy, to
egzaminy, oczekiwanie na recenzje, potem publiczna obrona, głosowanie Rady
Wydziału i wreszcie radość z sukcesu."
Szanowni Państwo,
Szanowne Koleżanki
i Koledzy,
Szanowni Doktoranci
Za chwilę z rąk
Promotorów otrzymacie Państwo upragniony tytuł doktora medycyny, doktora
farmacji, którego uzyskanie w niełatwej codzienności wymagało od Was niemałego
trudu, pracy, samozaparcia, a czasami i wielu wyrzeczeń. Tym większy dziś
sukces, tym większe zadowolenie.
W dniu dzisiejszym
chciałbym powtórzyć pewną myśl, którą przedstawiłem podczas ostatniej inauguracji
roku akademickiego, mającej miejsce w tej wspaniałej sali: "Miasto nasze,
1000-letni Gdańsk, to nie tylko skarbnica historii i symboli, to także
miasto otwarte na przyszłość, dające perspektywę, dające przestrzeń nauce,
nauczaniu, miasto akademickie posiadające wiele szkół wyższych, wiele wydziałów
uniwersyteckich przynoszących splendor". Również społeczność akademicka
naszej Alma Mater przyczynia się do tego codziennym trudem nauczania i
nauką, jaką tworzymy.
W imieniu Senatu,
całej naszej społeczności akademickiej i własnym składam Wam, Szanowni
Doktoranci, gratulacje. Gratuluję pięknie Waszym najbliższym, Waszym Rodzicom,
Waszym rodzinom, których udział w dzisiejszym sukcesie jest niemały. Równie
pięknie dziękuję i gratuluję Waszym promotorom, których zasługi i udział
w dzisiejszej promocji jest znaczny i jest również ważnym, znaczącym, wspólnym
osiągnięciem.
Wasz dorobek
naukowy jest przecież dorobkiem naukowym naszej Akademii, jedną z cegiełek
budujących jej wartość, jej prestiż. Jestem dumny z Waszych naukowych osiągnięć,
z Waszych doktoratów, zachęcam do nieustawania w pracy naukowo-badawczej
i stawiania dalszych kroków w zdobywaniu kolejnych stopni naukowych. Życzę
spełnienia, pracowitości, wytrwałości, powodzenia w dalszej działalności
naukowo-badawczej.
Władzom Miasta,
Prezydentowi Miasta, Panu Tomaszowi Posadzkiemu, Panu Dyrektorowi Koperkiewiczowi
dziękuję za gościnę.
prof. Zdzisław Wajda

Gdańsk, dnia
12 maja 1998 r.
Panie
Mirosława
Jarominiak,
Przełożona Pielęgniarek
i Położnych PSK nr 2
Mgr Beata
Kentzer,
Naczelna Pielęgniarka
PSK nr 1
Mgr Danuta
Miałkowska,
Naczelna Pielęgniarka
PSK nr 3
Szanowna Pani
Z okazji Międzynarodowego
Dnia Pielęgniarki i Położnej, na Pani ręce, w imieniu Senatu i całej Społeczności
Akademii Medycznej w Gdańsku i własnym składam Wszystkim Przedstawicielkom
tego zawodu wyrazy głębokiego szacunku za codzienny trud służenia ludziom
chorym, za wspólną z nami troskę o powierzonych naszej pieczy pacjentów.
Jednocześnie życzę satysfakcji zawodowej oraz spełnienia wszelkich osobistych
zamierzeń.
Z wyrazami szacunku
Rektor
prof. Zdzisław
Wajda

Uchwała Senatu AM w Gdańsku z dnia 25 maja 1998 r. w sprawie zatwierdzenia bilansu za rok 1997 oraz przyznanego budżetu przez MZiOS na 1998 rok.

Tytuł naukowy
profesora nauk medycznych otrzymali
dr hab. med.
Wiesława Łysiak-Szydłowska, prof. nzw.
dr hab. med.
Andrzej Rynkiewicz, prof. nzw.
dr hab. med.
Jan Skokowski, prof. nzw.
Na stanowisko
adiunkta awansowali:
dr n. med. Agnieszka
Borowiec
dr farm. Joanna
Nowakowska
dr n. med. Cecylia
Tukaj
dr med. Mikołaj
Winnicki
Jubileusz długoletniej pracy w AMG obchodzili
Na emeryturę
przeszła
Jadwiga Krupińska
Z Uczelni odeszli
asystenci:
mgr farm. Anna
Lolo-Iwanowska
lek. med. Marek
Łaniec
lek. med. Paweł
Winklewski
lek. med. Marek
Zych
Z dniem 17.04.1998 r. został zwolniony Krzysztof Puchalski, kierownik Działu Transportu AMG. Z dniem 14.04.1998 r. Teresie Szydłowskiej powierzono stanowisko p.o. kierownika Działu Transportu AMG.

Z dniem 27 kwietnia 1998 r. dr med. Piotr Świca został powołany przez Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej na członka Zespołu ds. Refundacji Leków w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej.
Z dniem 27 kwietnia 1998 r. dr n. med. Grzegorz Mincewicz został powołany z upoważnienia wojewody przez Lekarza Wojewódzkiego na stanowisko specjalisty wojewódzkiego w zakresie alergologii na terenie województwa gdańskiego.
Z dniem 1 maja 1998 r. została zatrudniona mgr piel. Anna Milecka na stanowisko specjalisty ds. transplantologii w nowo powołanej Szpitalnej Radzie ds. Transplantacji.
Zarządzeniem Nr 7/98 Dyrektora Państwowego Szpitala Klinicznego nr 1 w Gdańsku została powołana Szpitalna Rada ds. Transplantacji w składzie: prof. Bolesław Rutkowski - przewodniczący, prof. Leokadia Dobrzyńska, prof. Roman Hauser, prof. Andrzej Hellmann, dr med. Maria Ignacy Pirski, prof. Jan Stępiński, prof. Janina Suchorzewska, dr hab. med. Zbigniew Śledziński, mgr Anna Milecka - sekretarz Rady.
Jubileusz długoletniej pracy w PSK nr 1 obchodzą:
Na emeryturę
odeszły:
Józefa Bobińska
Jadwiga Rutkowska
Wanda Mang

W dniu 22 maja
1998 r. zmarła mgr fil. Stella PAULI, były wieloletni
lektor języka angielskiego w Studium Praktycznej Nauki Języków Obcych
Akademii Medycznej w Gdańsku, zasłużony nauczyciel akademicki.

22 maja br. w Klinice Kardiochirurgii AMG odbyła się operacja, w krążeniu pozaustrojowym, zaklipsowania olbrzymiego tętniaka prawej tętnicy szyjnej wewnętrznej, położonego w zatoce jamistej. Operację przeprowadził zespół Kliniki Neurochirurgii (prof. Paweł Słoniewski) we współpracy z zespołem Kliniki Kardiochirurgii AMG (dr Jan Rogowski). Była to pierwsza taka operacja w naszej Uczelni. Dotychczas leczenie operacyjne tętniaków olbrzymich, położonych w zatoce jamistej niosło ze sobą bardzo duże ryzyko. Hipotermia i obniżenie ciśnienia tętniczego pozwala na bezpieczniejsze wydłużenie czasu operowania takiej zmiany. Pierwsze takie operacje wykonano w USA przed dwoma laty. Leczenie patologii zatoki jamistej w krążeniu pozaustrojowym jest wykonywane praktycznie tylko w kilku ośrodkach na świecie. Dzięki zrozumieniu prof. Mirosławy Narkiewicz udało się nawiązać tak ważną współpracę międzykliniczną.

W dniu 7 maja
br. odbyło się Walne Zgromadzenie Wyborcze GTN.
Ustępujący prezes
- prof. Marek Latoszek, którego działalność w kończącej się kadencji oceniono
bardzo wysoko, nie wyraził zgody na ponowne kandydowanie.
Prezesem wybrano
prof. Jana Drwala z UG, a w skład nowych władz weszły 3 osoby z AMG: prof.
Roman Kaliszan - jako członek Zarządu, prof. Brunon Imieliński - jako członek
Komisji Rewizyjnej i prof. Irena Kozakiewicz - jako członek Sądu Honorowego.

Posiedzenie Rady
Szpitala odbyło się 6 maja br. w Państwowym Szpitalu Klinicznym nr 1 z
udziałem Prorektora ds. Klinicznych AMG prof. Czesława Barana.
Spotkanie poświęcone
było przede wszystkim analizie kosztów rzeczowych Szpitala, ze szczególnym
podkreśleniem gospodarki lekami i środkami jednorazowego użytku, które
stanowią największą część wydatków Szpitala.
Kierownictwo
przygotowało wyliczenia wzrostu kosztów w przeciągu 3 lat - od 1995 r.
do 1997 r. oraz w I kwartale br. Dane wyświetlane bezpośrednio z komputera
komentowali główna księgowa Szpitala i kierownik Apteki. Poniżej wybrane
dane z poszczególnych wykresów obrazujące wydatki Szpitala i rodzaje kosztów
poniesionych w 1997 r. w mln zł.
| Poniesione koszty ogółem | 93,9 mln zł |
| Otrzymane środki | 69,6 mln zł |
| Brak pokrycia | 24,3 mln zł |
| Wynagrodzenia osobowe |
22,7
mln zł
|
24,1%
|
| Zakładowy Fundusz Nagród |
1,4
mln zł
|
1,5%
|
| Składka ZUS i Fundusz Pracy |
11,2
mln zł
|
11,9%
|
| Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych |
1,0
mln zł
|
1,1%
|
| Koszty rzeczowe |
57,6
mln zł
|
61,4%
|
|
93,9
mln zł
|
100,0%
|
| Odszkodowania, renty |
0,5
mln zł
|
0,9%
|
| Materiały i wyposażenie |
3,4
mln zł
|
5,8%
|
| Wyżywienie chorych |
1,3
mln zł
|
2,2%
|
| Wyżywienie personelu |
0,3
mln zł
|
0,8%
|
| Leki, odczynniki, środki pomocnicze |
23,8
mln zł
|
41,3%
|
| Sprzęt medyczny jedno- i wielorazowy |
10,0
mln zł
|
17,4%
|
| Energia |
3,5
mln zł
|
5,8%
|
| Usługi materialne (w tym remonty) |
11,8
mln zł
|
20,6%
|
| Usługi niematerialne |
1,4
mln zł
|
2,4%
|
| Odsetki za nieterminowe zapłaty |
1,6
mln zł
|
2,8%
|
|
57,6
mln zł
|
100,0%
|
Szczegółowo omawiane były koszty stanowiące łącznie największe wydatki Szpitala, związane bezpośrednio z leczeniem pacjentów, ich wzrost i spadek w poszczególnych latach. W 1997 roku wydatki te kształtowały się następująco:
| Leki i materiały stomatologiczne |
9,9
mln zł
|
| Środki opatrunkowe |
4,4
mln zł
|
| Płyny infuzyjne |
1,0
mln zł
|
| Odczynniki |
3,8
mln zł
|
| Filmy |
0,7
mln zł
|
| Sprzęt medyczny |
13,0
mln zł
|
| Gazy medyczne |
0,2 mln zł
|
| Środki dezynfekcyjne |
0,8 mln zł
|
|
33,8 mln zł
|
Po zapoznaniu się
z przygotowanymi materiałami członkowie Rady Szpitala w rzeczowej dyskusji
poruszyli najbardziej istotne aspekty racjonalizacji kosztów i konieczności
bieżącej kontroli przydzielanych limitów na prowadzenie działalności podstawowej.
Jednym z wcześniejszych
posunięć kierownictwa Szpitala, poza limitowaniem wydatków, było powołanie
pod koniec 1995 roku Komitetu Terapeutycznego i wprowadzenie od stycznia
1996 r. Receptariusza Szpitalnego, który miał przywrócić prawidłowość gospodarki
lekami.
Konsekwentne
jego przestrzeganie, stała kontrola i nadzór nad gospodarką lekami dyrekcji
Szpitala i kierownictwa Apteki spełniło oczekiwania i zamierzenia. Zmalało
zużycie leków. Mimo znacznego wzrostu w ubiegłym roku cen leków, zarówno
krajowych, jak i zagranicznych (od kilkunastu do 140%) koszty zakupu leków,
z uwzględnieniem inflacji obniżone zostały o 13%, co stanowi bardzo ważną
pozycję w programie oszczędnościowym.
| Podwyżki cen polskich leków |
|
|
| Dexaven 4 mg |
42
|
20 600 amp.
|
| Dexaven 8 mg |
43
|
18 400 amp.
|
| Hydrokortizon 100 mg |
66
|
21 580 amp.
|
| Pyralgin 0,5 g |
50
|
81 530 tabl.
|
| Pyralgin 2 ml |
69
|
17 000 amp.
|
| Pyralgin 5 mg |
53
|
53 415 amp.
|
| Cimetidina 0,2 |
63
|
21 300 amp.
|
| Ampicillina 1,0 |
140
|
8 328 amp.
|
| Penicylina prok. 2.400 000 j |
76
|
3 740 amp.
|
| Penicylina kryst. 3.000 000 j |
65
|
7 248 amp.
|
| Lek |
|
|
| Diflucan 50 ml |
48
|
2 919 fl.
|
| Tienam 500 mg |
26
|
6 795 fl.
|
| Forane |
37
|
379 fl.
|
| Farmorubicin 10 mg |
33
|
892 fl.
|
| Losec 40 mg |
15
|
1 358 amp.
|
Dyskutanci omówili
także powody wzrostu kosztów odczynników i środków dezynfekcyjnych. Przyczyną
było nasilenie walki z zakażeniami szpitalnymi, poprawienie reżimu sanitarno-higienicznego,
zwiększenie ilości badań bakteriologicznych i biochemicznych. Zebrani potwierdzili
fakt, że mimo wszystko taniej jest zapobiegać niż leczyć. Mimo że koszty
środków dezynfekcyjnych wzrosły do 0,8 % kosztów rzeczowych, są o wiele
za niskie w stosunku do przyjętych norm europejskich.
Na wniosek przewodniczącego
Rady prof. B. Rutkowskiego ustalono, że w najbliższym czasie zorganizowane
zostanie posiedzenie Rady Szpitala w celu omówienia dramatycznej sytuacji
funkcjonowania opieki nad chorym i pracy personelu średniego. Sytuacja
ta spowodowana jest brakiem kandydatek do pracy i niskimi zarobkami.
Przewodniczący
Rady Szpitala
prof. Bolesław
Rutkowski,
Zastępca Dyrektora
ds. Lecznictwa
dr n. med.
Piotr Świca

Uczestnicy Konferencji
NAUKA'98 - kierownicy i przedstawiciele szkół wyższych, placówek naukowych
PAN i jednostek badawczo-rozwojowych całego kraju - apelujemy do Rządu
Rzeczypospolitej Polskiej o systematyczne zwiększanie, w relacji do produktu
krajowego brutto (PKB), nakładów budżetowych na badania naukowe począwszy
od roku 1999 tak, aby w ciągu najbliższych 5. lat osiągnęły one 1% PKB.
Konferencja Komitetu Badań Naukowych "Nauka'98"
W drugim dniu
Konferencji uczestniczyli przedstawiciele prasy, w tym redaktorzy gazet
uczelnianych, a dzień 13 maja poświęcony był całkowicie spotkaniom z przedstawicielami
redakcji.
Dyskusja
Podsumowanie
- prof. Frąckowiak
Konferencja
nt. etyki w badaniach naukowych - prof. A. Gieysztor
Informacja
o II Festiwalu Nauki - Warszawa 1998 (18-27 września)
Popieramy postulaty
dotyczące poprawy dramatycznej sytuacji finansowej nauki polskiej, podnoszone
wielokrotnie przez przedstawicieli naszego środowiska.
Domagamy się
zaplanowania w budżecie państwa na rok 1999 środków przeznaczonych na naukę
w minimalnej wysokości 0,6% PKB. Uważamy, że jest to obecnie jedyny sposób
powstrzymania dalszej degradacji, a równocześnie wykorzystania możliwości
nauki dla rozwoju Polski.
Warszawa, 11-12 maja br.
Jak można było
wywnioskować, nad obradami zaciążył (w sensie pozytywnym) list otwarty
prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, b. rektora Uniwersytetu Warszawskiego
do Gazety Wyborczej, w którym zarzucił on wicepremierowi i ministrowi finansów
- Leszkowi Balcerowiczowi "mordowanie nauki".
Podczas koktajlu
w pierwszym dniu Konferencji przewodniczący - prof. Wiszniewski wzniósł
toast za rząd, co wywołało pewną konsternację, potem dodał "ten rząd",
co wywołało dalszą konsternację, a po chwili dodał: "który zwiększy nakłady
na naukę do 1% PKB (Produktu Krajowego Brutto)" - obecnie 0,47%. To dopiero
wywołało entuzjazm.
Położenie finansowe
nauki omówiła w drugim dniu obrad wiceminister Małgorzata Kozłowska.
Budżet nauki
= 2.405 mld zł. Dochodzi do tego dotacja docelowa na import czasopism.
Jeśli uda się coś zaoszczędzić - zostaje to na rok następny. Należy szukać
rozwiązań w postaci wspomagania spoza budżetu - tworzyć spółki marketingowe.
Darowizny pozwalają
na odliczenie 15% od dochodu. Ulga w podatku dochodowym będzie stopniowo
ulegać zwiększeniu (zgodnie z wymaganiami UE) do 25, a następnie do 40%.
Przysługuje również ulga celna na aparaturę badawczo-pomiarową, ale nie
na aparaty wykorzystywane do działalności gospodarczej.
Istotne jest
zabezpieczenie praw autorskich - we wszystkich umowach należy zapewnić
sobie wyłączność. W obecnych warunkach najważniejsze jest znalezienie sobie
miejsca na rynku, nawet poprzez zmianę profilu badawczego. Decydować musi
motywacja.
Ulgi podatku
dochodowego można stracić w następstwie przekształceń w spółki. KBN postuluje
wakacje legislacyjne (vacatio legis) przez 3 lata po przekształceniu. Innym
wariantem jest tworzenie jednostek "non-profit" tzn. takich, które wszystkie
dochody przeznaczają na swoją podstawową działalność.
Instytutów naukowych
państwowych powinno być nie więcej niż 30.
Wszystkie uczelnie
są zaliczone do sektora finansów publicznych. Obowiązuje je tym samym dokładna
sprawozdawczość z wyszczególnieniem wszystkich przychodów. Także wydatki
muszą być skrupulatnie rozliczane. Obowiązuje publikowanie sprawozdań finansowych
od planu do wykonania na każdym etapie. Publikowany musi być również wykaz
dotacji, jako załącznik do sprawozdania budżetowego. Zasadą jest więc pełna
jawność. Zgodnie z zasadami UE, już na rok wcześniej, w maju, musi być
wiadomo, co będzie przyznane w roku przyszłym. Pojawia się tu pewna niedogodność,
ponieważ w ten sposób realizowane będą potrzeby sprzed 2 lat.
Ścisły nadzór
nad wydatkowaniem wymaga, aby plan był kontrolowany przez jednostkę finansową
nadrzędną. We wszystkich strumieniach wydatkowania przenoszenie z jednej
dziedziny do drugiej może następować tylko za zgodą jednostki nadrzędnej
(Min. Finansów). Podstawą długofalowego finansowania będą programy wieloletnie.
Podnoszono konieczność
odpolitycznienia uchwały opartej na liście prof. Wróblewskiego (Balcerowicz
morduje naukę polską)
Prof. Wróblewski:
publikacje w języku narodowym nie są pozbawione znaczenia, ale nasze pisma
nie są doceniane ze względu na niedostępność (nie da się zmusić rzeki,
aby nie płynęła do morza). Udział nasz w światowych publikacjach daje nam
32 miejsce. KBN chce promować publikacje w językach kongresowych. Z zakresu
samej tylko medycyny punktowanych jest (impact factor) 1205 czasopism.
System takiej oceny jest przyjęty powszechnie na całym świecie.
Dotychczas wcale
liczne uchwały w sprawie sytuacji nauki były zbyt uładzone. Sam AKW użył
kiedyś określenia dyktatura nieuków, w rozmowie z Kołodką, publikowaną
w tygodniku Wprost. Nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia. Tym razem po
raz pierwszy polityk poczuł się dotknięty. Prof. Wróblewski nie zgadza
się z odpowiedzią tego polityka, ale uważa, że postąpił słusznie, bo wreszcie
apel został dostrzeżony.
Prof. Bogdan
Marciniec: forma wystąpienia prof. Wróblewskiego była potrzebna. W uchwale
powinno jednak zabrzmieć, że my, jako środowisko naukowe, też coś robimy.
Kluczową sprawą jest ustalenie założeń polityki proinnowacyjnej państwa.
Polityka taka powinna zmierzać do tworzenia rynku. Dofinansowanie nauki
spoza budżetu państwa jest jednym z ważniejszych rozwiązań. Celem polityki
proinnowacyjnej jest ułatwienie przedsiębiorcom finansowania niezbędnych
dla nich badań naukowych i prac rozwojowych oraz wzrost skuteczności tych
działań.
Nowelizacja ustawy
o KBN zmierza w kierunku wzmocnienia pozycji przewodniczącego i większego
udziału członków wybieralnych, aby stali się oni bardziej urzędnikami.
Mówiąc o kryteriach
oceny poszczególnych jednostek podkreślił, że istotą jest ocena pod kątem
tego, do czego one zostały powołane. Zanim przystępujemy do publikowania
osiągnięć, należy dostosować się do standardów europejskich (patenty -
prawa własności). O kategorii danej placówki będzie decydowało przeliczanie
na jednostkę, bo dany pracownik może publikować (przykładowo) w 5 instytucjach.
Prof. Jan Krzysztof
Frąckowiak - sekretarz KBN: Należy wprowadzić konferencje grantowe, na
których środowiska mogłyby podsumowywać trafność przyznawanych grantów
Konferencje te byłyby przez KBN dofinansowywane. W finansowaniu badań uprzywilejowane
powinny być te programy badawcze, które dają szanse uzyskania wyników,
mogących stać się podstawą nowych technologii. Powinniśmy też dofinansowywać
te badania, które w Polsce stoją na wysokim, w skali światowej, poziomie.
Szczególnie uprzywilejowane powinny być kierunki związane z przemysłem,
ochroną zdrowia i rolnictwem.
W nowelizacji
ustawy o KBN należy rozważyć likwidację Komisji Badań Podstawowych i Komisji
Badań Stosowanych, ponieważ granice są bardzo płynne i coraz więcej z zakresu
pierwszej z nich przenika do drugiej. Powinna obowiązywać generalna zasada
dobrego zarządzania: tam gdzie decyzja - tam odpowiedzialność. Niektóre
ograniczenia finansowania powinny ulec złagodzeniu - np. w zakresie poczynań
edukacyjnych. Nie da się uniknąć ustalania pewnych priorytetów, na które
ukierunkowany będzie strumień finansowania, choć nie da się zaprzeczyć,
że ma to charakter sterowania nauką. Wynika z tego wniosek, że część grantów
musi zapewnić swobodę twórczą, choć obejmować one będą tematykę rozproszoną.
Polityka proinnowacyjna
wiąże się z zamówieniami badań naukowych przez przyszłych odbiorców (gospodarka,
biznes).
Prof. Wiszniewski
- przewodniczący KBN - zapowiedział zmniejszenie nakładów finansowych KBN
na konferencje naukowe i przeznaczenie tych środków m.in. na wspieranie
programów badawczych.
1. Należy przygotować
się do integracji europejskiej biorąc pod uwagę konkurencyjność.
2. W podejmowanej
akcji restrukturyzacji nauki należy ustrzec się przed zagubieniem potencjałów.
3. Przy restrukturyzacji
polskiej gospodarki należy uwzględnić rolę edukacji - zajmuje ona miejsce
wśród inwestycji, które mogą być rentowne.
Prof. Wróblewski
nawiązując do uchwały podkreślił, że za sytuację nauki ponoszą odpowiedzialność
także uczeni, bo nie wychowali odpowiednio polityków. Użył jeszcze raz
zwrotu, że politykami trzeba wstrząsnąć.
Zespół ds. Etyki
Badań Naukowych został powołany 21 stycznia 1998 r. Przewodniczącym jest
prof. Aleksander Gieysztor, a członkami: prof. Kornel Gibiński, prof. Witold
Karczewski, prof. Henryk Samsonowicz i ks. prof. Stanisław Wielgus. Funkcje
sekretarza pełni dr inż. Przemysław Pietrzyk. W spotkaniu z gazetami uczelnianymi
wziął udział przewodniczący oraz sekretarz.
Prof. Gieysztor
zaapelował, aby podnosić omawianą problematykę w pismach uczelnianych.
Zarekomendował 2 pozycje, które ukazały się ostatnio: Evandro Agazziego
"Dobro, zło i nauka - etyczny wymiar działalności naukowo-technicznej"
(Oficyna Akademicka OAK, W-wa 1997, s. 298) oraz Mariana Grabowskiego:
"Istotne i nieistotne w nauce - szkice z aksjologii nauki" (Wyd. Rolewski,
Toruń 1998, s. 185).
Problematykę
etyki w badaniach naukowych należałoby też wprowadzić do studiów doktoranckich.
Ważna jest presja środowiska, jak np. w nagłośnionej ostatnio aferze plagiatów,
bardziej niż rozgłos w mediach konieczny jest ostracyzm środowiska.
W dyskusji podnoszono
(podobnie jak na poprzednich konferencjach prasowych) obiektywizm przyznawania
grantów i zasady jawności (m.in. osoby opiniujące nie są powiadomione,
czy oceniany grant został przyznany). Upublicznianie wyników grantów jest
nie do przeprowadzenia. Jest ich kilkanaście tysięcy i nawet poświęcenie
każdemu tylko jednej strony stworzyłoby ogromną objętość - do tego pomnożoną
ogromnym nakładem. Przedsięwzięcie pociągnęłoby znaczne koszty.
Możliwa jest
ocena parametryczna według ustalonych kryteriów, która może zapewnić obiektywizm
w 70-80%, a pozostała część oceny musi pozostać uznaniowa (np. ocena wdrożeń).
W ocenie liczy
się publikacja w czasopismach międzynarodowo uznawanych, umieszczonych
na tzw. "liście filadelfijskiej". Inną rozpatrywaną wartością jest końcowy
parametr zawierający liczbę punktów za ostatnie 3 lata, podzieloną przez
liczbę pracowników. Stwarza to większą szansę dla małych jednostek. Trwają
w tej materii prace symulacyjne. Od przyszłego roku kategoryzacja będzie
się opierała na tym systemie.
Pomysł organizowania
tej imprezy zrodził się na przykładzie Festiwalu Edynburskiego, który jest
głośną od dawna na świecie imprezą stanowiącą przegląd wielu dziedzin kultury,
sztuki, a w ramach ostatnich 10 festiwali - także nauki. Akcja, wspierana
przez władze samorządowe i rządowe, postawiła sobie za cel zbliżenie nauki
i technologii do społeczeństwa. W dniach 26-28 września 1997 r. odbył się
w Warszawie I Festiwal Nauki. W ponad 100 różnorodnych w formie spotkaniach
takich, jak: zajęcia laboratoryjne, pokazy doświadczeń, warsztaty, pogadanki
i wykłady, pokazy filmowe, wystawy muzealne i wycieczki przyrodnicze wzięło
udział około 20.000 osób. Spotkania z nauką miały miejsce w ponad 50 placówkach
wyższych uczelni, PAN, instytutach resortowych oraz muzeach. Spotkały się
one z bardzo przychylną oceną uczestników. Impreza, dofinansowywana przez
Komitet Badań Naukowych, zorganizowana była głównie dzięki społecznej ofiarności
warszawskiego środowiska naukowego. Uczelnie i instytuty udostępniły nieodpłatnie
sale wykładowe oraz laboratoria zapewniając obsadę merytoryczną i obsługę.
Patronat sprawował Prezydent Miasta, program I TVP, Polskie Radio BIS,
Gazeta Wyborcza i Wiedza i Życie. Rozpropagowanie imprezy wzięło na siebie
Kuratorium Oświaty.
Tegoroczny, dłuższy
Festiwal organizowany jest przez to samo kierownictwo: dyrektorem jest
dr hab. Maciej Geller, a zastępcą prof. Magdalena Fikus - powołani przez
rektorów UW, Politechniki Warszawskiej oraz prezesa PAN.
Program obejmie
imprezy centralne, tzw. panele dyskusyjne, kluby Festiwalu, lekcje Festiwalu
i imprezy lokalne. Tegoroczne panele noszą tytuły: Mózg i świadomość, Nauka
i wiara, Renesans zabobonu a medycyna, Zbędna wiedza (czyli czego i jak
uczyć w szkole), Jak przetrwać... śmiecie?
Kluby Festiwalu
obejmą kilka wieczornych dyskusji pod wspólnym tematem - np.: zagrożeń
promieniotwórczymi materiałami, zmian klimatycznych, genetyki i in. Lekcje
Festiwalu to - propozycje porannych spotkań ze zorganizowanymi grupami
szkolnymi. Wreszcie imprezy lokalne zgłaszane są przez instytucje zachowujące
autonomię projektowania i ponoszące za nie odpowiedzialność. O Festiwalu,
jego organizacji, historii, konkursach i programie można dowiedzieć się
ze, stale aktualizowanej, strony w Internecie: http://www.icm.edu.pl./festiwal
Doświadczenia
z zeszłorocznego I Festiwalu wskazują, że:
Opracował prof.
Brunon L. Imieliński

W dniach 7-9 maja
br. w salach Budynku Zakładów Teoretycznych odbyła się VI Międzynarodowa
Konferencja Studencka zorganizowana przez Studenckie Towarzystwo Naukowe
AMG, studentów Wydziału Biotechnologii AMG-UG.
W czasie Konferencji
swoje prace zaprezentowali studenci Wydziału Grafiki PWSSP w Gdańsku, zaś
uroczystą inaugurację uświetnili studenci Akademii Muzycznej w Gdańsku.
Niezwykle ofiarnie w pracach organizacyjnych wsparli Konferencję uczniowie
III LO w Gdyni, klasy Międzynarodowa Matura (IB). Dzięki poparciu JM Rektora
udało się zagwarantować gościom zagranicznym bezpłatne noclegi i posiłki,
także druk materiałów konferencyjnych oraz nagrody dla laureatów zostały
zapewnione przez naszą Uczelnię.
W tegorocznej
Konferencji udział brało 203 uczestników, prezentujących 137 prac, co jest
rekordem tak w historii konferencji STN AMG, jak i drugim wynikiem w tym
roku na skalę ogólnopolską (tylko konferencja warszawska zebrała więcej
- 168 prac).
Uroczystego otwarcia
dokonali: w imieniu JM Rektora AMG - Prorektor ds. Dydaktyki AMG prof.
Zenon Aleksandrowicz oraz Prorektor ds. Nauki UG prof. Andrzej Ceynowa.
Wykład inauguracyjny wygłosił światowej sławy naukowiec prof. R. Gryglewski
z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W jury zasiadło
13. naukowców, w tym prof. Z. Trushinsky, przybyły na specjalne zaproszenie
STN AMG, profesor interny z Iwanowa w Rosji. Jury wyróżniło 12 osób prezentujących
prace w formie ustnej lub plakatowej w sesji medycznej bądź biotechnologicznej.
Lista laureatów VI Międzynarodowej Studenckiej Konferencji Naukowej - Gdańsk, 7-9 maja 1998 r.:
Sesja medyczna:
Prezentacje ustne:
Prezentacje ustne:
Przygotował:
T. Stefaniak
przewodniczący
STN AMG

W Dworze Artusa
przy Długim Targu w dniu 23 kwietnia Rada Miasta Gdańska w uznaniu wybitnych
zasług dla miasta Gdańska przyznała prof. Mirosławie Narkiewicz i prof.
Andrzejowi Hellmannowi honorowe odznaczenie - Medal Księcia Mściwoja II.
Pan
Prof. dr Andrzej
Hellmann
Klinika Hematologii
Instytutu Chorób
Wewnętrznych AM w Gdańsku
Wielce Szanowny
Panie Profesorze
Jest mi niezwykle
miło, że mogę w imieniu Senatu, całej Wspólnoty naszej Uczelni złożyć najserdeczniejsze
gratulacje z okazji wyróżnienia Pana Profesora Medalem Księcia Mściwoja
II w uznaniu zasług dla miasta Gdańska w dziedzinie medycyny, a w szczególności
za działalność naukowo-badawczą i usługową w zakresie hematologii i transplantacji
szpiku.
Z wyrazami głębokiego
szacunku
Rektor
prof. Zdzisław
Wajda
Wielce Szanowna
Pani Profesor
Z prawdziwą przyjemnością
uczestniczyłem w dniu 23 kwietnia w pięknej uroczystości wręczenia Pani
Profesor Medalu Księcia Mściwoja II w uznaniu zasług dla miasta Gdańska
w dziedzinie medycyny. Z wielkim wzruszeniem wysłuchałem laudacji wygłoszonej
przez Panią Halinę Winiarską.
Jesteśmy dumni,
że zasługi Pani Profesor położone w rozwój kardiologii i kardiochirurgii
gdańskiej - Gdańskiej Akademii Medycznej zostały wyróżnione przez Kapitułę
Medalu Rady Miasta Gdańska tym właśnie prestiżowym Medalem.
Z wyrazami głębokiego
szacunku
Rektor
prof. Zdzisław
Wajda

Wielce Szanowny
Panie Rektorze,
Pragnę serdecznie
podziękować Panu Rektorowi za uczestniczenie w uroczystości wręczania Medali,
jak i za piękny list skierowany do mnie.
Nie ukrywam,
że zawiadomienie o przyznaniu Medalu było dla mnie dużym zaskoczeniem,
a uroczystość wręczenia wielką satysfakcją.
Medal przyznano
mi za wkład w rozwój gdańskiej kardiochirurgii. Odbierałam go w imieniu
tych wszystkich, którzy przyczynili się do rozwoju tej dyscypliny w Gdańsku.
Pana osobiste zaangażowanie umożliwiło zakończenie budowy nowoczesnego
bloku operacyjnego i oddziału intensywnego nadzoru pooperacyjnego dla potrzeb
kardiochirurgii oraz wyposażenie go w doskonałą aparaturę, odpowiadającą
standardom światowym. Dzięki tej inwestycji całkowicie zmodernizowano istniejące
sale operacyjne pozostałych klinik chirurgicznych i zbudowano nowe pomieszczenia
dla Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii.
Powstał doskonały
warsztat pracy dla zespołu Kliniki Kardiochirurgii, zespołu wyszkolonego,
pracowitego, mającego ambicję wykonania 1000 zabiegów w krążeniu pozaustrojowym
w tym roku, a tym samym znalezienia się w czołówce klinik kardiochirurgicznych
w Polsce.
Mam poczucie,
że Medal Księcia Mściwoja II odebrałam w imieniu Kliniki Kardiochirurgii
i całej Uczelni, jako wyraz uznania naszej pracy dla miasta Gdańska.
Z wyrazami głębokiego
szacunku,
prof. Mirosława
Narkiewicz
Magnificencjo,
Wielce Szanowny
Panie Rektorze,
Pragnę serdecznie
podziękować za gratulacje z okazji przyznania mi Medalu Księcia Mściwoja
II. Cieszę się, że działalność zespołu Kliniki Hematologii w zakresie transplantologii
została doceniona. Jak często podkreślam, rozwój transplantacji szpiku
nie byłby możliwy bez życzliwego i efektywnego udziału innych Zespołów
oraz bez przychylności Władz Uczelni - traktuję zatem moje wyróżnienie
jedynie jako wyraz uznania dla całej społeczności naszej Alma Mater.
Z wyrazami głębokiego
szacunku
prof. Andrzej
Hellmann

Okręgowa Izba
Lekarska w Gdańsku informuje, że została powołana Fundacja Budowy Domu
Lekarza - Seniora.
Komisja Emerytów
i Rencistów Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku zwraca się z gorącą prośbą
do Pani/a o pomoc w zorganizowaniu comiesięcznej składki na rzecz tej Fundacji
od lekarzy pracujących w Pani/a jednostce.
Proponujemy w
związku z tym, aby na każdym oddziale szpitalnym i w każdej przychodni
sporządzono listy pracujących tam lekarzy, a każdy z nich zadeklarowałby
na takiej liście (i poświadczył deklarację własnym podpisem) wysokość comiesięcznej
składki, którą pragnąłby wesprzeć ww. Fundację. Tę zadeklarowaną sumę księgowość
potrącałaby z listy płac, a całość zebranych pieniędzy, przekazywano by
na konto Fundacji:
Z poważaniem
Przewodnicząca
Komisji
ds. Lekarzy Emerytów
i Rencistów
Okręgowej Izby
Lekarskiej
lek. Barbara
Swarzyńska
Przewodnicząca
Okręgowej Izby
Lekarskiej
dr n. med.
Barbara Sarankiewicz-Konopka

Dział Współpracy
z Zagranicą AMG informuje, że w wyniku porozumienia zawartego przez AM
w Warszawie i AM w Poznaniu, Zakład Biologii Molekularnej i Komórkowej
PAN oraz Fundację Onkologii Doświadczalnej i Klinicznej powstało ogólnopolskie
Studium Medycyny Molekularnej z siedzibą w AM w Warszawie. Celem Studium
jest wspieranie rozwoju medycyny molekularnej w Polsce poprzez organizację
nowoczesnych studiów doktorskich opartych o system praktycznych i teoretycznych
szkoleń w dziedzinie biologii molekularnej prowadzonych przez współpracujące
z SMM ośrodki naukowe w Polsce i za granicą. Planuje się, by część szkoleń
odbywała się w laboratoriach zagranicznych i czyni starania o uzyskanie
finansowego wsparcia prac badawczych prowadzonych przez słuchaczy SMM.
Studium Medycyny
Molekularnej ogłasza pierwszy nabór kandydatów na 4-letni kurs w roku akademickim
1998/99. Ze względów organizacyjnych liczba przyjętych w tym roku ogranicza
się do 10 osób. Oczekuje się kandydatów z całej Polski, którzy spełnią
kryteria przedstawione w regulaminie rekrutacji. O przyjęcie mogą ubiegać
się absolwenci medycyny, biologii lub innych nauk pokrewnych, którzy nie
przekroczyli wieku 30 lat i są żywo zainteresowani prowadzeniem badań z
dziedziny biologii molekularnej w zakresie nauk medycznych. Kandydaci muszą
przedstawić opinię opiekuna naukowego i projekt badawczy będący podstawą
przyszłej pracy doktorskiej. Słuchaczami SMM mogą być osoby zatrudnione
i delegowane przez macierzyste instytucje oraz osoby, które nie posiadają
jeszcze zatrudnienia. Dla osób tych AM w Warszawie i Poznaniu przygotowały
6 atrakcyjnych stypendiów. Warunkiem uzyskania stypendium AM w Warszawie
jest przedłożenie projektu badawczego dotyczącego zagadnień związanych
z problematyką nowotworów.
Wnioski należy
składać do 31 lipca 1998 r. Dział Współpracy z Zagranicą jest w posiadaniu:
regulaminu rekrutacji słuchaczy SMM, statutu SMM, ogłoszenia o naborze
na 4-letni kurs doktorski.
Adres Studium:
Studium Medycyny
Molekularnej
Akademia Medyczna
w Warszawie
Ul. Filtrowa
30, 02-032 Warszawa
Tel./fax:
+48 22 629-52-82,
Tel.: +48
22 628-10-41 w. 26,
e-mail: smm@ib.amwaw.edu.pl

Miło nam poinformować,
że 9 maja rozpoczyna emisję Telewizja Gdynia. Program stacji docierać będzie
do siedemdziesięciu procent mieszkańców miasta za pośrednictwem Telewizji
Kablowej Gdynia, której operatorem jest spółka Szel-Sat. Pragniemy, by
był on ściśle związany z życiem miasta i jego mieszkańców.
Oczywiste jest,
jak bardzo Państwa praca ważna jest dla lokalnej społeczności. Jesteśmy
przekonani, że wiadomości na ten temat nie powinno zabraknąć na naszej
antenie. Oferujemy gotowość współpracy i pomoc. Z uwagą i rzetelnością
odniesiemy się do wszystkich otrzymanych od Państwa informacji, zasygnalizowanych
spraw, czy problemów.
Z redakcją TV
Gdynia prosimy kontaktować się pod numerami telefonów: 661-33-02, 661-37-87
(fax). Jednocześnie załączamy prośbę o przychylne traktowanie naszych dziennikarzy,
zwracających się do Państwa o informacje.
Z poważaniem
Redaktor Naczelny
Waldemar Soliński

Z głębokim żalem
i smutkiem żegnam dziś w imieniu Senatu, całej naszej społeczności i własnym
zmarłego Profesora Jana Ruszla, emerytowanego Kierownika, absolwenta i
wychowanka naszej Akademii Medycznej.
Profesor Jan
Ruszel urodził się 29 czerwca 1927 r. w Zambrowie na Białostocczyźnie.
Studia medyczne w AMG rozpoczyna w 1946 roku, kończy dyplomem lekarza medycyny
w 1952 r. Pracę rozpoczyna w Klinice Laryngologicznej, jako asystent pod
kierunkiem twórcy gdańskiej szkoły laryngologicznej, znajdującej powszechne
wysokie uznanie w kraju, profesora Jarosława Iwaszkiewicza.
W Klinice przechodzi
wszystkie szczeble kariery nauczyciela akademickiego, jako asystent, starszy
asystent, adiunkt, docent (dr habilitowany), profesor, kierownik Kliniki.
W 1955 roku uzyskuje I stopień, a w trzy lata później II stopień specjalizacji
z zakresu laryngologii. W 1961 roku uzyskuje stopień doktora medycyny na
podstawie rozprawy pt. "Zachowanie się krzywej progowej słuchu w przebiegu
duru brzusznego", a 7 lat potem w 1968 r. habilituje się na podstawie pracy
pt. "Narząd słuchu w chorobach zakaźnych w świetle badań własnych". Staże
szkoleniowo-naukowe odbywa w Czechosłowacji i Holandii. W 1976 r. zostaje
kierownikiem Katedry i Kliniki Chorób Uszu, Nosa, Gardła i Krtani. Tytuł
profesora nadzwyczajnego otrzymuje w roku 1977, a 14 maja 1994 roku otrzymuje
stanowisko profesora zwyczajnego. W dwa lata później przechodzi na emeryturę,
po ponad 20 latach kierowania tą jednostką Uczelni. Pod koniec życia przez
kilka lat poważnie chorował.
Profesor Jan
Ruszel pozostawił po sobie znaczny dorobek naukowy, ponad 80 prac naukowych,
ogłoszonych drukiem, głównie w piśmiennictwie polskim oraz dwie prace w
piśmiennictwie zagranicznym. Wygłosił również parędziesiąt referatów na
sympozjach, zjazdach, kongresach naukowych. Główne zainteresowania Profesora
dotyczyły zagadnień związanych z niedosłuchem oraz problematyką onkologiczną.
W dziedzinie
niedosłuchu odbiorczego oraz jego przyczyn, głównym kierunkiem badań było
zachowanie się narządu słuchu w chorobach zakaźnych, zarówno bakteryjnych,
jak i wirusowych. Na wyróżnienie zasługuje jedna z prac doświadczalnych
omawiająca wpływ nieswoistych toksyn bakteryjnych na próg słuchowy u świnek
morskich oznaczony przy pomocy potencjałów mikrofalowych. Podkreślić należy,
że wyniki tej pracy stanowią unikalny wkład do tego zagadnienia w piśmiennictwie
światowym. Równie cenny i wartościowy jest cykl prac dotyczący niedosłuchu
przewodzącego jago leczenia i uzyskanych wyników, należą tu głównie prace
poświęcone tympanoplastyce w przewlekłym zapaleniu ucha środkowego i tympanosklerozie.
Ponadto na uwagę zasługują prace omawiające leczenie otosklerozy oraz prace
poświęcone uszkodzeniom słuchu u nurków i zachowaniu się progu słuchowego
w warunkach podwyższonego ciśnienia. O wartości i uznaniu badań dotyczących
zachowania się narządu słuchu w chorobach zakaźnych świadczy fakt częstego
powoływania się na te prace w podręcznikach laryngologii klinicznej. W
dalszych publikacjach dotyczących zagadnień onkologicznych na podkreślenie
zasługują prace omawiające rozpoznanie i leczenie chorób nowotworowych
ślinianek oraz od lat prowadzone badania dotyczące nowotworów zatok przynosowych,
gardła i krtani, ze szczególnym uwzględnieniem przerzutów do węzłów chłonnych.
Profesor Jan
Ruszel był promotorem kilkunastu przewodów doktorskich i kilku przewodów
habilitacyjnych. Był kierownikiem wielu specjalizacji z dziedziny laryngologii.
Profesor poza
pracą naukową, kliniczną, szkoleniem podyplomowym, nauczał studentów medycyny
i stomatologii, prowadząc seminaria i wykłady, przyjmując egzaminy. Profesor
brał czynny udział w pracach Uczelni: w latach 1968-1969 był prodziekanem,
a w latach 1969-1971 dziekanem Wydziału Lekarskiego, od roku 1972 kierownikiem
studium doktoranckiego. Przez wiele kadencji był członkiem Senatu, przewodniczącym
licznych Komisji Senackich i Wydziałowych. Był konsultantem wojewódzkim
z zakresu laryngologii, którą to funkcję pełnił przez wiele lat. Brał również
czynny udział w pracach towarzystw naukowych, m.in. jako wiceprzewodniczący
Wydziału Nauk Biologicznych Gdańskiego Towarzystwa Otolaryngologicznego,
w latach 1983-1986 i 1989-1992 wiceprzewodniczący Zarządu Głównego PTOL,
a następnie prezes Zarządu Głównego PTOL i członek honorowy tego towarzystwa.
W roku 1989 Profesor był organizatorem - przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego
XXXIV Zjazdu Polskiego Towarzystwa Otolaryngologicznego, który odbył się
w Gdańsku. Profesor był również od 1976 roku przez wiele lat członkiem
zespołu redakcyjnego Otolaryngologii Polskiej. Poza licznymi obowiązkami
pełnił - jako członek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - obowiązki
sekretarza Komitetu Uczelnianego, brał także czynny udział w pracach organizacyjnych,
społecznych i politycznych.
W uznaniu działalności
był wielokrotnie wyróżniany za działalność dydaktyczno-wychowawczą nagrodą
Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej, nagrodą Wojewody Gdańskiego oraz
indywidualnymi i zespołowymi nagrodami Rektora Akademii Medycznej za działalność
naukową i dydaktyczno-wychowawczą. Był odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem
Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Komisji
Edukacji Narodowej i wieloma innymi odznaczeniami, w tym tytułem Zasłużonego
Nauczyciela Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Profesor Jan
Ruszel posiadał cechy ludzi skromnych, prostolinijnych. Zetknąłem się z
nim bliżej, kiedy w latach 1984-1987 pełniłem obowiązki prorektora ds.
klinicznych w naszej Uczelni i mogłem się przekonać o Jego rzetelności
i obiektywizmie w rozwiązywaniu niełatwych nieraz problemów. Profesor nie
uznawał innych rozwiązań poza merytorycznymi, kierując się zwykle zdrowym
rozsądkiem i dużą rozwagą. Kiedy rozmawiałem z Jego asystentami, z Jego
uczniami, którzy znali Go najlepiej, mówią, był szefem wymagającym, czasami
nieprzystępnym, ale wyrozumiałym i zawsze pełnym troski o chorych, o sprawy
Kliniki, o dobro naszej specjalności.
Profesor był
nauczycielem, wychowawcą wielu pokoleń lekarzy, wybitnym znanym polskim
laryngologiem, kontynuatorem gdańskiej szkoły laryngologicznej. Pozostawił
trwały wkład w rozwój gdańskiej laryngologii. Całym swoim życiem zawodowym
zasłużył sobie na uznanie i szacunek. Takim pozostanie w naszej pamięci
i tych wszystkich, których Jego śmierć boleśnie dotknęła.
Żegnamy, żegnam Cię Profesorze, odpoczywaj w pokoju. Rodzinie składam wyrazy głębokiego współczucia.
prof. Zdzisław Wajda

Jest rzeczywistym
zaszczytem i bardzo dla mnie miłą okazją móc zwrócić się tą drogą do naszych
szwedzkich przyjaciół. Wielu z was może nie zdawać sobie sprawy jak obecnie
wygląda życie w Polsce. Pomimo że jesteśmy bliskimi sąsiadami, byliśmy
oddzieleni od siebie w ciągu sześciu długich lat. Gdzieś na Morzu Bałtyckim
zaciągnięto krwawą kurtynę wojny pomiędzy wami i nami; niewidzialną ale
mocną linię, która oddzielała wojnę i pokój, tyranię i wolność, dobrobyt
i nędzę, postęp i zagładę ludzkości, nawet życie i śmierć.
Rozpoczęliśmy
z ruin znów rekonstruować nasze życie. Jeden z pierwszych kroków był skierowany
ku ustanowieniu od nowa centrów cywilizacji i kultury. Uniwersytety podjęły
swoją pracę wśród ognia dymów i zniszczeń, kiedy tylko wyparto najeźdźcę
z naszego kraju, nieprzyjaciela, który niszczył naszą naukę i edukację.
Niektórzy z was mogą nie wiedzieć, że nie tylko uniwersytety i szkoły akademickie,
ale także szkoły średnie, a w niektórych miejscach i szkoły powszechne
były zamknięte dla polskiej ludności. Oto dlaczego doceniamy teraz tak
bardzo naukę i swobodne nauczanie jako najbardziej wartościowe oznaki wolności.
Dlatego właśnie rozpoczynamy od razu studia akademickie i badania naukowe,
gdzie tylko to jest możliwe. Nie możemy czekać aż osiągniemy ekonomiczny
dobrobyt. Ponadto, nasz kraj potrzebuje uczonych i ludzi o profesjonalnym
wykształceniu, między nimi również lekarzy. Pamiętajcie - niemal połowa
wszystkich lekarzy utraciła życie podczas wojny i okupacji. Spośród 13000
lekarzy medycyny, ponad 6000 zginęło na polach bitew, w strasznych niemieckich
obozach koncentracyjnych, w ruinach zbombardowanych naszych miast, w walce
z epidemiami, zostali zabici w bezpośrednich aktach zagłady lub zmarli
z innych przyczyn. Jest to wkład polskich lekarzy w pokój i wolność w Europie.
Mając świadomość
tego wszystkiego, przystąpiliśmy do organizowania naszej szkoły medycznej
w Gdańsku - Akademii Lekarskiej. Powinniście widzieć te setki młodych ludzi,
tłoczących się wokół naszej Akademii, pragnących studiować. Jaka to była
szkoda, że mogliśmy przyjąć jedynie jedną czwartą spośród tych, którzy
zamierzali wejść w nasze bramy. Nasze możliwości były zbyt skąpe, wyposażenie
naszych laboratoriów żadne. Wobec tego przyjęliśmy jedynie ograniczoną
liczbę studentów. Ale ci przyjęci musieli pracować! Wspólnie z ich profesorami
musieli gasić pożogę - pamiętajcie że wciąż było tutaj pole bitwy! Musieli
przywrócić do stanu używalności sale wykładowe i laboratoria, pozbierać
pozostałości książek.
W tym samym czasie
musieliśmy zająć się 2000 rannych i chorych, pacjentami naszych klinik
bez żywności, wody, światła, mydła i leków, a w dodatku wśród ciężkiej
epidemii.
W takich okolicznościach
musieliśmy budować nowe życie. Winienem podkreślić, że w czasie okupacji
byliśmy odcięci od normalnych atrybutów postępu naukowego. Nie było książek,
czasopism, nie było również stowarzyszeń zawodowych. Z drugiej strony,
wśród naszych wartości mieliśmy silną wolę, nadzieję i... konieczność.
Byliśmy również ogromnie wygłodniali nauki i swobodnej pracy.
Pewnego dnia
ubiegłego lata przybył do nas z krótką wizytą przystojny obcokrajowiec
o poważnej twarzy, promiennym uśmiechu i pięknym głosie. Był to delegat
Svenska Polenshjälpen in Stockholm - Docent Jack Adams Ray. Był posłańcem
dobrej woli. Jego zadaniem było niesienie nam pomocy i wsparcia. Od tego
momentu, od jego przybycia, zauważyłem że wszyscy nasi ludzie tutaj nabrali
jeszcze mocniejszej woli do ciężkiej pracy, zostali znacznie podniesieni
na duchu. Zrozumieli że nasi zagraniczni sąsiedzi są naszymi przyjaciółmi,
których ożywia wola wyciągnięcia braterskiej ręki poprzez morze, aby wesprzeć
nas w odzyskaniu naszego życia na nowo. Rozmaite przedmioty, które otrzymaliśmy
nadeszły we właściwym czasie. Wyposażenie szpitalne, książki, bielizna
pościelowa, leki - nadeszły w momencie, kiedy były rzeczywiście dramatycznie
potrzebne. Ale jest i inna wartość tych przedmiotów - one przywróciły nam
wiarę w dobro ludzkiej natury, w pokój i ludzkość. Ten posiew szwedzkiej
pomocy wyda dobre żniwo.
Teraz pierwszy
krok został uczyniony. Nasze kliniki pracują, mamy regularne wykłady i
niektóre zajęcia laboratoryjne i jesteśmy ogromnie radzi gdy nadchodzi
nowa aparatura do laboratorium albo gdy nowa książka przybywa do naszej
małej biblioteki.
Zadanie na dzisiaj
zostało wykonane. Wasze i nasze. Musimy teraz oczekiwać bliższej współpracy
poprzez szare fale Bałtyku. Szwedzka medycyna miała duży udział w pokojowym
postępie nauki ostatnich lat. W całkiem odmiennych warunkach my zgromadziliśmy
wiele obserwacji zwłaszcza w dziedzinie patologii, epidemiologii i zdrowia
publicznego. Wymieniajmy nasze doświadczenia. Wiele tematów można przedyskutować
w towarzystwach lekarskich i w szkołach medycznych obydwóch krajów w czasie
wymiennych wizyt wykładowców. Być może miałoby pewną wartość stworzenie
Bałtyckiego Stowarzyszenia Medycznego i publikowanie czasopisma Acta Baltica
Medica. W każdym razie, będąc blisko siebie i będąc wolnymi, przekonamy
się, że wszystko nas łączy i że formy współpracy będą wzrastać zarówno
co do ilości, jak i ich rozmaitości.
W nowej erze
międzynarodowej przyjaźni i zrozumienia, przyjazne nastawienie do nas skierowane
ze Szwecji jest rozumiane, doceniane i witane z radością. Pomaga ono nam
leczyć straszliwe rany dnia wczorajszego.
Z oryginalnego angielskiego tekstu wydrukowanego w Polskim Tygodniku Lekarskim 1947, 2 (3) 66-67, przetłumaczył Mariusz M. Żydowo, jeden z tych szczęśliwców wśród setek "tłoczących się wokół naszej Akademii", który został przyjęty na studia w 1945 roku.

Mija 50 lat od
chwili, gdy w czerwcu 1948 r. dziekan Wydziału Lekarskiego ALG prof. zw.
dr hab. med. Tadeusz Pawlas podpisem w indeksach studentów V roku poświadczył
wysłuchanie wykładów i zaliczenie obowiązkowych ćwiczeń. Było to duże wydarzenie
wieńczące wieloletnią i pełną przygód pracę w drodze do dyplomu lekarza.
Tak staliśmy się pierwszymi absolwentami pierwszej w kraju tzw. "resortowej"
Akademii zlokalizowanej w Gdańsku.
Ta grupa absolwentów
należała do pokolenia mocno doświadczonego przez dramatyczne wydarzenia
wojenne, które sprzyjały zdobywaniu wiedzy. Gdy więc w 1946 r. rozeszła
się po kraju wiadomość o przygotowaniach do rozpoczęcia kształcenia klinicznego
w Akademii Lekarskiej w Gdańsku, informacja ta stała się magnesem dla tych
nielicznych wówczas studentów, którzy mieli już za sobą przygotowanie teoretyczne
i w różnym czasie i okolicznościach zaliczyli 3 pierwsze lata studiów.
Otworzyły się przed nimi możliwości dość szybkiego uzyskania upragnionego
dyplomu i stabilizacji życia osobistego.
Byli wśród nich
wojskowi, partyzanci, powstańcy warszawscy, byli więźniowie obozów koncentracyjnych
i łagrów. Ponieważ nieufność do władz była jeszcze duża, nie wszyscy zgłaszający
się chcieli ujawniać swoją przeszłość okupacyjną. Łącznie na IV rok studiów
przyjęto 44 osoby. Ciekawy był ich skład osobowy. Rozpiętość wieku była
zróżnicowana i wynosiła od 20 do 45 lat. Jako miejsce urodzenia podawali
Warszawę, Kraków, Lwów, Jarosław, Wilno, Grodno, Białystok, Bydgoszcz,
Archangielsk, Cherson, Charków, Humań i Kursk. Należeli przeważnie do roczników
1918-1922, a więc do szczególnie dewastowanych i przetrzebionych przez
okupantów, a jednocześnie najbardziej uwikłanych w wojnę. Ich życiorysy
były często tragiczne. Niektórzy rozpoczynali studia jeszcze przed II wojną
światową, pozostali zdobywali wykształcenie medyczne na tajnych uniwersytetach.
Jednakże udział w tajnym nauczaniu wymagał niezłomności, hartu ducha, ofiarności
i codziennego narażania na śmierć. Był bowiem traktowany przez okupantów
jak czynny udział w ruchu oporu.
Zastanawialiśmy
się, czy była jakaś cecha wspólna dla tych osób. Wydaje się, że takimi
wyróżnikami były patriotyzm i chęć zostania lekarzem. Kurs odznaczał się
solidnością w pracy, zapałem do nauki, dużą odpornością psychiczną, skromnymi
wymaganiami i pokaźnym zasobem doświadczenia życiowego. Byli wśród nas
i tacy, którzy przybyli do ALG wprost z cel więziennych i łagrów (doc.
Marian Teleszyński "cicho-ciemny", prof. Jerzy Kozakiewicz, Jadwiga Tomaszewska-Kuraś,
Wiktor Pieńkowski).
Dużym i jakże
przyjemnym zaskoczeniem dla nas był fakt, iż naukę medycyny w ALG od samego
początku mogliśmy odbywać pod kierunkiem znakomitych lekarzy i profesorów,
jednymi z najlepszych, jakimi kraj wówczas dysponował. Zasadniczą część
kadry stanowili byli pracownicy Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie,
a uzupełniali ją przybyli do Gdańska pracownicy uniwersytetów Lwowa, Warszawy
i Krakowa. Większość z nich znalazła trwałe miejsce w historii polskiej
medycyny. Nie sposób wymienić ich wszystkich, ale niektórzy szczególnie
mocno utrwalili się w naszej pamięci. Należą do nich:

W dniach od 19-21
III 98 r. odbyły się z inicjatywy Uniwersytetu Gdańskiego Międzynarodowe
Targi Akademia'98. Wzorem lat ubiegłych Uczelnia nasza brała udział w tej
popularnej już imprezie.
Wytypowani nauczyciele
akademiccy oraz studenci informowali kandydatów o warunkach podejmowania
studiów na poszczególnych wydziałach. Stoisko nasze było licznie odwiedzane
przez młodzież. W ramach Targów odbyło się wiele imprez towarzyszących,
między innymi: spotkania kandydatów z władzami trójmiejskich uczelni, z
pracownikami nauki, przyszłymi pracodawcami.
Jednocześnie
z Targami Samorząd zorganizował Dni Otwarte Uczelni. Liczna młodzież zwiedzała
nasze sale ćwiczeń, sale muzealne oraz wykładowe. Studenci informowali
o specyfice studiów medycznych oraz o urokach życia studenckiego.
mgr Anna Nałęcz

Szereg osób zwolniono
na zasadzie tak zwanego "wolnego osiedlenia się" (po ros. "wolnoje pasielenije"),
w domach za drutami, które wcześniej wybudowaliśmy, lub w Saratowie. Dobrze
nie wiem, czym się kierowano w wyborze. Prawdopodobnie też jakimiś korzyściami.
Ludzie ci nie należeli już do władz łagru, mogli sobie pracować, ale, będąc
pod kontrolą NKWD, byli przywiązani do wyznaczonego im miejsca pobytu aż
do odwołania.
Między osobami
osiedlonymi w ten sposób w Saratowie znalazła się pewna moja znajoma. Pracowała
tak jak i ja w Straży Pożarnej w Wilnie. Była mi, jeszcze z tamtych dawnych
czasów winna pewną sumę pieniędzy. Postanowiłem wykorzystać tę sytuację.
Poprosiłem naczelnika Jegorowa o przepustkę do Saratowa. Zdumiał się taką
niespotykaną bezczelnością i śmiałością. Oczywiście odmówił, będąc przekonany,
że chcę uciec. Ale ja wyjawiłem powód mej prośby i zapewniłem, że nie ucieknę.
Nie wierzył mi, ale gdy powiedziałem stanowczo - "Jeżeli mówię, że wrócę
- to wrócę" - o dziwo, puścił mnie. Zabrałem się samochodem przywożącym
chleb i tymże potem wróciłem. Nie wiedziałem, gdzie mieszka moja znajoma,
a Saratów to duże, półmilionowe miasto. Ale wiedząc, że Polacy radzą sobie
handlując, poszedłem na bazar. I rzeczywiście tam ją spotkałem. Oddała
mi część długu, obiecując, iż przyśle resztę, gdy wróci do Wilna. Machnąłem
ręką. (Kiedyś otrzymawszy pieniądze z zelówek pożyczyłem jej większą sumę,
a wiedząc, iż ma duże kłopoty i tak nie liczyłem, że mi kiedykolwiek odda).
Kupiłem za te
pieniądze żywność. Zwiedziłem pobieżnie Saratów. Miasto było strasznie
brudne, zaniedbane i zniszczone, choć przecież nigdy nie bombardowane.
Konwojenci, gdy się stawiłem na umówione miejsce, byli ogromnie zdziwieni,
że nie skorzystałem z okazji, by uciec. A ja na to - "I tak bym wrócił,
bo na każdej stacji czekaliby już na mnie". A wieczorem mieliśmy z Jankiem
prawdziwą ucztę. Zaś na drugi dzień zameldowałem się u Jegorowa. Tak mu
się spodobało to, że dotrzymałem słowa (u nich rzadko to się zdarza), iż
z miejsca chciał mi dać pracę w swoim biurze. Ale nie przyjąłem tej zaszczytnej
propozycji i wróciłem na budowę.
Nietrudno było
spostrzec, iż po niedługim czasie zaczął się wytwarzać wśród społeczności
więziennej pewien model przystosowawczy do życia i przeżycia w tak ciężkich
warunkach. Prawie wszyscy byliśmy wzięci, jak to się mówi "z marszu", więc
nie mieliśmy najpotrzebniejszych rzeczy, jak łyżka, miska, koc czy bielizna.
Nawet ludziom aresztowanym w domu nie pozwalano niczego zabrać ze sobą,
chyba, że ktoś domyślił się dać od razu łapówkę. Zresztą zapewniano aresztowanych,
iż są zatrzymani tylko na parę dni.
A w łagrze niczego
nie otrzymaliśmy, nawet łyżki. Spać trzeba było na gołych deskach z butami
pod głową, płaszczem jako przykrycie, a zupę piliśmy ze wspólnej manierki.
Toteż ludzie obrotni zaraz wzięli się do roboty wyrabiając z różnych odpadów
znalezionych w miejscu pracy, łyżki, kociołki na zupę, nawet noże oraz
inne przedmioty codziennego użytku. Kto posiadał umiejętności praktyczne,
znajomość rzemiosła, ten zarabiał sprzedając swoje wyroby.
Toteż najlepiej
dawał sobie radę miejski proletariat, a najgorzej wieśniacy, bowiem przyzwyczajeni
do obfitego, choć może nie zawsze treściwego jedzenia, bardzo źle znosili
głód. Czuli się poza tym zagubieni mając małe zdolności przystosowawcze.
Dlatego oni pierwsi się załamali. Już w Jełszance zaczęło się tzw. "katusznictwo",
czyli żywienie się odpadkami. Katusznik (po wileńsku kotuch to śmietnik)
wybierał ze śmietników i latryn (tak, latryn! sam widziałem) obrzydliwe
odpadki, jak gnijące liście kapuściane, obierki, niestrawione ziarna grochu
itp., które po obmyciu zjadał. To nic, że chorował z tego powodu na nieustanną
biegunkę, głód był potężniejszy.
Ratunek dla tych
ludzi, a zresztą i innych, przyszedł ze Stanów Zjednoczonych. Otóż pojawiła
się pewnego razu w łagrze makucha. Makuchy, to odpady przy produkcji olejów
jadalnych - wytłoczyny z nasion oleistych, prasowane w kostki lub tabliczki
podobne do czekolady, ale czarne. Był też inny gatunek: duże, grube klocki
koloru szarego. Okazało się, że jest to dar Stanów Zjednoczonych dla Związku
Radzieckiego w ramach pomocy gospodarczej. W kołchozach i sowchozach karmiono
tym bydło. Więźniowie pracujący w tych gospodarstwach rolnych zwyczajnie
kradli makuchy i sprzedawali w obozie. Zresztą niedrogo. Również za pajkę
chleba można było dostać wielki kawał makuchy, która istotnie lepiej zaspokajała
głód niż chleb, rozpychając żołądek. Był okres, że prawie wszyscy ją gryźli
uważając, iż jest to pokarm możliwy w smaku i wartościowszy od naszego
wodnistego chleba.
Ja nie mogłem
się przełamać, by chociaż go spróbować. Wydawało mi się, że makucha jest
obrzydliwa. Może dlatego, iż miałem inny sposób na przeżycie. Wspominałem
już o moich przewidywaniach co do aresztowania. Wziąłem wtedy z domu, ile
się dało bielizny, trochę drobiazgów i dobre ubranie. Teraz właśnie znalazłem
dobrego pośrednika w sprzedaży tych rzeczy, w osobie niejakiej Broni pracującej
w kuchni. A personel kuchenny miewał kontakty poza zoną. Toteż dostawaliśmy
z Jankiem przez pewien czas dodatkowe jedzenie. Poza tym nie paliłem, a
to też plus, bo mogłem sprzedawać mój przydział tytoniu (ten przydział
był niewielki, ale zawsze coś). Mogłem kupić na przykład mleko, które przynosili
więźniowie pracujący w kołchozach, albo sami wieśniacy. Rozwinął się też
na dobre handel wymienny. Właśnie nasi chłopi pozbywali się kolejno różnych
części swej garderoby za chleb lub makuchę.
Inteligencja
potrafiła lepiej się ustawić od ludzi ze wsi. Być może odegrał tu rolę
czynnik rozumowy i psychiczny: znajdowaliśmy odskocznię od rzeczywistości
w rozmowach i dyskusjach. Z tych, których pamiętam, to lekarze, inż. Michał
Nowicki, adwokat Antoni Ważyński, Jerzy Hajdukiewicz, Stanisław Jakitowicz,
Eugeniusz Sikorski i inni, których twarze jeszcze pamiętam, lecz nazwiska
umknęły. Byli młodzi ludzie tuż po maturze oraz dzieci prawie, po szesnaście
lat.
Trzeba przyznać,
że kobiety lepiej znosiły głód i twarde warunki. Na pewno kobiety mają
większą wytrzymałość biologiczną, ale śmiem twierdzić, że i psychiczną:
potrzeba trwania dawała impuls do obrony przed degradacją fizyczną. Przecież
one (w każdym razie dotyczy to większości kobiet) nawet chleb sprzedawały
(lub wymieniały), by kupić co? Jakąś część odzieży, oczywiście od wieśniaka,
i przerobić sobie na bluzkę czy spódniczkę. W grupie żeńskiej było takie
samo zróżnicowanie jak u nas: od inteligencji po złodziejki i prostytutki.
Chcę tu powiedzieć
o moim serdecznym przyjacielu Zbyszku Nowakowskim, którego poznałem w Gdańsku
i z którym studiowałem w Akademii Medycznej. Ale to nie medycyna nas tak
zbliżyła, a wspomnienia tego samego losu, tych samych dni i nocy, tych
samych wydarzeń. Może mieszkaliśmy w sąsiednich namiotach, może staliśmy
na apelu w jednym szeregu, lecz nie wiedzieliśmy nic o sobie. Może znaliśmy
się z widzenia, a może nawet nie. To był cichy, spokojny chłopak. Po pracy
nie wychodził z namiotu, nie lubił spotykać się z nieznajomymi. Natomiast
pasjami lubił grać w szachy i temu poświęcał każdą wolną chwilę. Przeżycia
nasze dotyczące tamtej rzeczywistości nie były wtedy wspólne, a więc pozostały
jakby osobne, nieuzgodnione. Nastąpiło to dopiero tutaj i bardzo nas związało.
Mówiono mi, że
są wśród nas księża. Podobno działali w partyzantce i stamtąd zostali wzięci.
Tutaj nie tylko nie spełniali zadań kapłańskich (zresztą władze nigdy by
na to nie pozwoliły), ale się w ogóle nie ujawniali pracując w brygadach,
jak wszyscy. Byli tak zakamuflowani, że nigdy ich nie rozpoznałem.
Na terenie obozu
zrobiono fryzjernię. Strzyżono nam łby na "pałę"` i obowiązkowo golono,
by wszy nie miały gdzie mieszkać. Ale one doskonale dawały sobie radę i
bez naszych bród. Brzytwy fryzjerskie okazały się okropnie tępe, więc golenie
było bardzo bolesne. Ale od czego rozum, przecież Polak "wszystko potrafi",
nawet wtedy, gdy panował zakaz posiadania ostrych przedmiotów i nie było
odpowiednich materiałów ani narzędzi. A jednak wszystko się znalazło. Nasi
obrotni "proletariusze" zawsze wytrzasnęli skądś surowiec, narzędzia sami
zrobili i wytwarzali wszystko, co aktualnie było potrzebne: drewniane łyżki,
manierki, nożyczki dla pań, scyzoryki dla panów itp., a potem coś w rodzaju
brzytwy. Żyletkę łamało się na pół i osadzało w odpowiednio przygotowanym
drewienku (skąd brali żyletki - nie wiem). Mogliśmy odtąd sami zupełnie
dobrze się golić, co czyniliśmy dwa razy w tygodniu.
Gdy skończyły
się żyletki, nasi spece używali jako surowca szkła. Szkło łamało się pod
specjalnym kątem tak, by wytworzyło się ostrze. To było trudne, ale oni
potrafili. Goliłem się takim szkłem, było lepsze od fryzjerskiej brzytwy.
Co pewien czas robiono rewizję we wszystkich pomieszczeniach naraz i odbierano
nam te ostre przedmioty. Na drugi dzień rzemieślnicy znów brali się do
roboty i wkrótce wszystko wracało do normy.
Potem przyszedł
pomysł na drewniane walizki. Nasi stolarze ukradłszy gdzieś deski wzorowali
się na posiadanych przez niektórych więźniów kuferkach. Te walizki szalenie
podobały się Rosjanom. Istotnie, były bardzo ładnie wykonane. Odbiorcą
ich stała się przede wszystkim ekipa oficerska. Oczywiście nie płacili
pieniędzmi, lecz wódką, papierosami itp. Były też z ich strony pewne gesty
niby wolności pozwalając tym majstrom wychodzić za bramę (oczywiście ze
strażnikiem). Każdy z oficerów musiał się obowiązkowo zaopatrzyć w "czemadan"
(walizkę).
Następnie zaczęła
się produkcja drewniaków, jako że nie mieliśmy już w czym chodzić. Co drugi
człowiek zniszczył doszczętnie swoje domowe obuwie. Przyczyniła się też
do tego saratowska ziemia: to dobra lessowa gleba z glinką, ale po deszczu
robiła się z niej kleista maź, która wprost odrywała podeszwy. Niektórzy
chodzili boso, ale lato się już kończyło, więc drewniaki były na czasie
i znów rzemieślnicy potrafili sprostać zadaniu.
Udręką był, jak
wspominałem, niedostatek wody, w związku z czym nie mogliśmy się myć. Podobno
stara łaźnia się spaliła, a o nowej nikt nawet nie myślał. Zresztą nie
doprowadzono do łagru rur wodociągowych, a studni nie było. Ujęcie wody
istniało tylko na placu budowy i tam myśmy się myli, dopóki było ciepło,
potem i z tym zaczęły się trudności.
Mała ciekawostka:
pewnego razu zawołano mnie do kantoru, który mieścił się na placu budowy.
Tam przywitał mnie jakiś człowiek, z wyglądu Żyd. Pyta mnie, jak się nazywam.
Gdy powiedziałem, on się zaśmiał i przedstawił się moim imieniem i nazwiskiem
oraz imieniem ojca (Leonowicz). Okazało się więc, że mam przyjaciela identycznie
nazywającego się. Istotnie, był Żydem, ale wolnym.
Władze łagru
- to NKWD-ziści, ale konwój rekrutował się z żołnierzy sowieckich skazanych
za różne wykroczenia, głównie dezercję i poddanie się wrogowi. Każdy żołnierz,
który choć jeden dzień był w niewoli (nawet jeśli nie miał żadnego wyboru),
po uroczystym powitaniu w kraju musiał być sądzony za zdradę. Dostawali
częstokroć duże wyroki, zwłaszcza oficerowie. Niektórych skazańców włączano
do konwoju, inni siedzieli w łagrach. W Kutaisi dużo było takich jeńców
razem z nami. Konwojenci mieszkali w barakach poza drutami w prymitywnych
warunkach, posiłki mieli lepsze od naszych, ale nie wolno im było się oddalać.
Władze każdego
łagru dobrze na nas zarabiały. Jegorow z kompanami nie tylko brał łapówki,
ale kradł żywność. Nie każda ciężarówka wysłana do magazynów w Saratowie
wracała do obozu. Ale o tym dowiedzieliśmy się znacznie później, kiedy
to doszły do nas słuchy, iż Jegorow został pociągnięty do odpowiedzialności
za nadużycia i łapówkarstwo. Ile w tych wieściach prawdy - nie wiadomo.
W końcu września
zaczęło się coś dziać. Już wiedzieliśmy, że opuścimy łagier, bowiem nie
było tajemnicą, iż mają go likwidować. Powtarzała się wśród nas, nie wiadomo
skąd, nazwa miejscowości, do której mieliśmy pojechać: Kutaisi. To był
nieoficjalny przeciek, bo władze zapewniały nas, że będziemy odstawieni
do Polski. To była ich wypróbowana metoda: przede wszystkim uspokoić nastroje,
zapobiec ekscesom i ucieczkom.
Ale wtedy właśnie
uciekł Jakitowicz. Przygotował się do tego bardzo starannie. Pracował w
Saratowie niedaleko linii kolejowej. Nawiązał kontakty z robotnikami kolejowymi,
zdobył ich zaufanie na tyle, że prowadził z nimi handel wymienny. Wszystko
co miał, wymieniał z nimi na ubranie kolejarskie, łącznie z czapką. W wybranym
przez siebie dniu wziął ze sobą węzełek z tym nabytym ubraniem. W dogodnej
chwili odłączył się od grupy, co okazało się zupełnie łatwe, przebrał się
za kolejarza i sobie najspokojniej w świecie poszedł. Na najbliższej stacji
kupił bilet, ale nie do Wilna, czy Moskwy. Pojechał na Kijów. To było bardzo
mądre posunięcie. Przeczekał gdzieś po drodze trzy dni (miał ze sobą zapas
jedzenia). A tymczasem, gdy stwierdzono ucieczkę rozpoczęto natychmiast
poszukiwania, ale na trasie Saratów-Moskwa, Saratów-Wilno. Oczywiście nie
znaleziono go. Dopiero wtedy Jakitowicz ruszył na Wilno, ale też omijając
większe stacje, nierzadko idąc piechotą.
Gdzieś koło Mińska
spytał o coś dróżnika kolejowego. Ten mu się przyjrzał i najwidoczniej
domyślił się z kim ma do czynienia, bo zaraz zatelefonował dokąd trzeba.
Na szczęście Jakitowicz to zauważył i umknął do lasu. Ale na nieszczęście
dróżnik też to widział i mógł wskazać drogę ucieczki. Bardzo szybko przybyła
ekipa łapaczy oraz ludzie z pobliskiego kołchozu zaopatrzeni w kije i widły.
Ruszyła nagonka w las i niechybnie by go złapano, gdyby nie pokrzywy, których
ogromne kępy rosły na brzegu lasu i skutecznie skryły jego osobę. Tyraliera
przeszła przez cały nieduży las, przeszukano każdy wykrot, nie domyślono
się zajrzeć w pokrzywy. Nasz bohater słyszał nawet rozmowy stojących blisko
ludzi. Wreszcie odeszli, najwidoczniej przekonani, iż dróżnik się pomylił,
ale on długo jeszcze siedział w tych cudownych pokrzywach.
Potem szedł tylko
nocami. W Mołodecznie skontaktował się z Polakami i ci pomogli mu dostać
się do Wilna. Do domu swego nie poszedł, tylko przez znajomych dał znać,
że wrócił. Dobrze zrobił, bo, jak opowiadała jego żona, ich dom był stale
obserwowany. Żona przysłała mu ubranie oraz pieniądze, toteż mógł próbować
przedostać się do Polski. Znalazł transport wojskowy, który przewoził siano.
Zaszył się w nim głęboko i tak jechał.
Ale na granicy
musiała być oczywiście kontrola. Rewizja w sianie polegała na tym, że żandarmi
przekłuwali je pikami i bagnetami. Ostrza przechodziły mu tuż koło nosa,
głowy i innych części ciała. Mógł być całkiem podziurawiony, ale nie był.
Żelazny, dzielny człowiek ma często szczęście. Po drugiej stronie granicy
wylazł z siana. Miejscowa ludność widząc, że jest uciekinierem z Rosji
pomogła mu w przedostaniu się do Lublina. A potem przyjechała do Polski
jego żona, matka oraz siostra i wszyscy spotkali się w Gdańsku. Taki był
happy end.
prof. Stanisław Zawistowski

W dniach 28.02.-
01.03.1998 r. w Sasinie odbyła się konferencja naukowa podsumowująca tysiąc
cholecystektomii laparoskopowych wykonanych w I Katedrze i Klinice Chirurgii
AMG.
Przedstawiono
materiał operacyjny podsumowując wyniki, analizując przyczyny konwersji
i występujące powikłania. Omówiono również trudności techniczne leczenia
wyjątkowo trudnych przypadków np. operowania osób otyłych oraz postępowania
w przypadku stwierdzenia anomalii anatomicznych dróg żółciowych.
W swoim referacie
prof. Jerzy Dybicki, prekursor laparoskopii w naszej Klinice, w niezwykle
barwny sposób wspominał okoliczności wykonywania pierwszych zabiegów.
Odczytano list
gratulacyjny JM Rektora; Lech Rogowski przedstawiciel firmy Johnson&Johnson,
sponsora imprezy, przedstawił perspektywy dalszej współpracy z firmą i
kierunki rozwoju technik laparoskopowych.
W dyskusji okrągłego
stołu udział wzięli: prof. J. Dybicki, dr hab. Z. Śledziński, dr dr M.
Łukiański, M. I. Pirski, J. Bigda, G. Michalski, D. Zadrożny i L. Rogowski.
Konferencję zakończył długi spacer nad morzem i spotkanie zespołu przy
ognisku.
Maciej Śmietański

Na łamach prasy
Pielęgniarka - ginący zawód
W dużych miastach
już zaczyna brakować pielęgniarek. Prawdziwa zapaść jednak dopiero przed
nami - w przyszłym roku opuści szkoły nieco ponad 3 tysiące absolwentek,
czyli 5 razy mniej niż przed 10 laty. Niedostatek sprzętu i pensje dwukrotnie
mniejsze niż np. ekspedientki w sklepie (po 20 latach pracy 700 - a co
najwyżej 800 zł). Frustracja w tej ćwierćmilionowej grupie zawodowej sięga
zenitu. Młode pielęgniarki (pensja 460 zł brutto) zapisują się na studia
zaoczne i rozmaite kursy po to, aby zamienić pracę na okienko bankowe,
sekretariat, lub pracę w sklepie. Doświadczone, o wieloletnim stażu, wieszają
czepek na kołku.
Problemy z niedoborem
pielęgniarek zaczęły się 2-3 lata temu, kiedy zlikwidowano licea pielęgniarskie.
Ostatnie absolwentki opuściły je w ubiegłym roku. Decyzję o likwidacji
tłumaczono faktem, że 15-letnia dziewczyna, kończąca szkołę nie jest w
stanie podjąć przemyślanej decyzji o wyborze tak trudnego i odpowiedzialnego
zawodu. Dwuletnie szkoły policealne zamieniono na 2 i 1/2-letnie pomaturalne,
a niebawem zacznie obowiązywać program trzyletni. Wymaganie matury, wydłużenie
nauki i wątłe perspektywy finansowe, odstraszają ewentualne kandydatki
do zawodu. Absolwentka studium policealnego, która chciałaby uzyskać stopień
magistra, musi odbyć 4-letnie studia zamiast 2-3-letnich uzupełniających.
Droga do dyplomu staje się w ten sposób dłuższa niż do lekarskiego. Podwyżka
płac, zaplanowana w budżecie na br., wynosi 94,20 zł na etat kalkulacyjny,
co wyniesie jeszcze mniej w konkretnym, pojedynczym przypadku.
Ilona Tułodziecka
- prezes Najwyższej Izby Pielęgniarek i Położnych mówi: wizerunku i popularności
tego zawodu nie da się odbudować za pomocą obietnic. Musi za tym stać poprawa
warunków pracy i godziwe wynagrodzenie.
Polityka z
18.04.1998 r.
Jak uleczyć egzaminy na medycynę
Egzamin jest testowy,
o skali ogólnopolskiej. Istnieje wymóg, stworzony przez egzaminatora, że
test (w tym roku jako jedyny egzamin) wypełniany ma być, podobnie jak w
latach ubiegłych, miękkim ołówkiem typu 2B. Kodowane cyfrowo dane personalne
zdającego wpisane są tym samym ołówkiem. Pracownicy Działu Dydaktycznego
Akademii Medycznej (w Warszawie - przyp. B.L.I.) tłumaczą te ołówkowe wymogi
odczytywaniem w skanerze komputerowym wszystkich testów. Strony testów
nie są podpisywane. Po odbytym egzaminie zdający nie ma prawa wglądu w
swój test. W takiej sytuacji po napisaniu testu... nie ma w zasadzie prawa
do niczego i może poddać się tylko dalszym czynnościom całej grupy osób,
tworzących komisję egzaminacyjną. W ostatnich latach narastają opowieści
o nieprawidłowościach dotyczących obiektywizmu podczas medycznych egzaminów
wstępnych. Dotyczą one głównie strony finansowej "załatwiania" egzaminów
i dostania się na uczelnie. Jednak w sytuacji ogromnej konkurencji na studia
i faktu, że tzw. studia wieczorowe są najdroższymi studiami w kraju, sugestie
o nieprawidłowościach nie są może takie bezpodstawne.
Udowodnić uzyskiwanie
korzyści materialnych przez osoby uczestniczące w komisji rekrutacyjnej
jest niemal niemożliwe, bo nikt z zainteresowanych tego nie potwierdzi.
Jednak w istniejącej sytuacji należy podkreślić, że system ten jest niezwykle
korupcjogenny, ponieważ zdający jest poza jakimikolwiek możliwościami kontrolująco-odwoławczymi.
Może jedynie ślepo ufać komisji. A w komisji są tacy sami ludzie jak w
reszcie społeczeństwa, poddawani ponadto licznym naciskom, w tym finansowym.
Jeżeli zatem egzaminy nie powinny podlegać jakimkolwiek wątpliwościom co
do ich rzetelności, to zdający powinien mieć zagwarantowane co najmniej:
Konferencja
Rektorów Akademii Medycznych
Niezależność
i kliniki
Najważniejsze
problemy akademii medycznych to obecnie reforma służby zdrowia i związane
z nią przejmowanie przez uczelnie szpitali klinicznych oraz funkcjonowanie
w ramach nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Właśnie tych dwóch spraw
dotyczy stanowisko rektorów AM.
Rektorzy uczelni
medycznych podtrzymują swoje stanowisko z 19 grudnia 1997 r., dotyczące
podległości Ministerstwu Edukacji Narodowej. Akademie Medyczne powinny,
ich zdaniem, podlegać Ministerstwu Zdrowia i Opieki Społecznej. Związane
to jest m.in. ze specyficznym sposobem finansowania tych uczelni. Równocześnie
rektorzy dopuszczają możliwość wchodzenia AM w struktury uniwersyteckie
na zasadzie federacyjnej, która umożliwiłaby zachowanie odrębnych reguł
finansowania oraz osobowości prawnej. Przepisy umożliwiające tego typu
rozwiązania powinny, zdaniem rektorów AM, znaleźć się w znowelizowanej
ustawie o szkolnictwie wyższym.
Zgodnie z aktualną
ustawą o zakładach opieki zdrowotnej, szpitale kliniczne miały być do końca
tego roku przejęte przez akademie medyczne; niektóre uczelnie zdążyły już
przejąć kliniki. Jednak projekt zorganizowania samorządowej opieki zdrowotnej
przewiduje, że województwa staną się organami założycielskimi szpitali
klinicznych, a majątek szpitali mieniem komunalnym. Kliniki miałyby też
być odrębne od akademii medycznych. Zdaniem rektorów, takie rozwiązania
są niedopuszczalne. Projekt ten nie uwzględnia bowiem ani obecnego stanu
prawnego, ani specyficznych uwarunkowań wynikających z prowadzenia procesu
dydaktycznego oraz prac badawczych w akademiach medycznych.
(pik)
Forum Akademickie,
1998 nr 4
Przygotowała
dr Emilia
Mierzejewska

Kardiologia starszego wieku pod red. G. Świąteckiej. Gdańsk: Via Medica, 1997/1998
Od Redaktora
"Kardiologia
starszego wieku" to temat Sympozjum, które odbyło się 24 października 1996
roku jako kontynuacja Gdańskich Spotkań Kardiologicznych organizowanych
od 1994 roku przez II Klinikę Chorób Serca Akademii Medycznej w Gdańsku
przy współudziale firmy Servier Polska.
Uczestnicy tego
Sympozjum: lekarze z Trójmiasta, całego regionu oraz miast województw ościennych,
wypełnili szczelnie ponad 600-osobową salę Teatru Wybrzeże. Świadczy to
o dużym zainteresowaniu tematem, jak i uznaniu dla wykładowców.
Do udziału w
Sympozjum zaprosiliśmy wybitnych kardiologów, kardiochirurgów i gerontologów
z wiodących ośrodków w Polsce: prof. Andrzeja Bochenka (Katowice), dr.
hab. Stefana Grajka (Poznań), prof. Józefa Kocembę (Kraków), prof. Wojciecha
Pędicha (Białystok), prof. Fryderyka Prochaczka (Katowice), dr. hab. Franciszka
Walczaka (Warszawa), prof. Mariana Zembalę (Zabrze) oraz prof. Bogdana
Wyrzykowskiego (Gdańsk). Ponadto w Sympozjum brali udział lekarze z II
Kliniki Chorób Serca Akademii Medycznej w Gdańsku.
Oddajemy do rąk
Państwa materiały Sympozjum uzupełnione i poszerzone o nowe tematy opracowane
przez innych wybitnych Autorów. Staraliśmy się zawrzeć w niej najważniejsze
i najnowsze dane dotyczące zagadnień kardiologii starszego wieku, świadomi
tego, że nie wyczerpaliśmy całkowicie tego rozległego tematu.
Mamy nadzieję,
że wiedza zawarta w tej publikacji przyczyni się do poprawy jakości życia
starszych osób, które noszą na sobie piętno lat okupacji i ciężkich czasów
powojennych.
Wszystkim współautorom
książki składam serdeczne podziękowania za poniesiony trud.
prof. Grażyna
Świątecka
Raport
o stanie nauki i techniki w Polsce. Warszawa: Główny Urzęd Statystyczny
Departament Produkcji i Usług, 1998
Z cyklu Studia
i analizy statystyczne ukazał się nakładem Głównego Urzędu Statystycznego
Departamentu Produkcji i Usług (Warszawa, 1998, cena 15 zł) Raport o stanie
nauki i techniki w Polsce, opracowany przez zespół autorów - dr. Jana Kozłowskiego
(KBN), mgr. Bogusława Rejna (Zakład Badań Statystyczno-Ekonomicznych GUS
- PAN), dr. hab. Romana Sławetę (KBN) i dr Grażynę Niedbalską (GUS). Książka
zawiera wielostronną analizę podstawowych zagadnień działalności badawczo-rozwojowej,
w tym zatrudnienie i wynagrodzenia, nakłady finansowe w poszczególnych
sektorach, strukturę terytorialną zatrudnienia z uwzględnieniem rozmieszczenia
kadry profesorskiej, działalność w poszczególnych dziedzinach nauk i wiele
innych aspektów. Dowiedzieć się można, że liczba szkół wyższych lub ich
podstawowych jednostek organizacyjnych w dziedzinie nauk medycznych zwiększyła
się w 1996 r. do dwudziestu w porównaniu z osiemnastoma w 1995 r. W dziedzinie
nauk leśnych, rolniczych i weterynaryjnych oraz medycznych i technicznych
w szkołach wyższych - udział nakładów na badania stosowane był kilka razy
wyższy w porównaniu do pozostałych dziedzin nauk. W dziedzinie nauk medycznych
i technicznych w szkołach wyższych udział środków własnych w finansowaniu
działalności badawczo-rozwojowej w tych dziedzinach nauk wyniósł odpowiednio:
8,4% i 5,5%, co może świadczyć o komercjalizacji prowadzonych badań. Kadra
profesorska i pracownicy naukowo-badawczy ze stopniem doktora habilitowanego
i doktora stanowili odpowiednio: 6,4-9,8% i 31,1-45,6% ogółu zatrudnionych
w szkołach wyższych. Grupa wiekowa 60 lat i więcej skupiała 46,3- 65% ogółu
zatrudnionych profesorów w szkołach wyższych, z kolei najwyższy odsetek
pracowników naukowo-badawczych ze stopniem doktora habilitowanego i doktora
- koncentrował się w grupie wiekowej 40-49 lat (39,5-49,8%). Ciekawa jest
analiza szczegółowa wieku profesorów tytularnych według wieku (w 1995 r.).
Z ogółu zatrudnionych 6619 osób z tytułem profesora na grupę 39 lat i mniej
przypadało 0,5%, 40-59 lat - 40,9%, a powyżej 60 lat - 58,7%. A jak to
wyglądało w szkołach medycznych? W 1995 r. tytułem profesora mogło poszczycić
się 6,5% pracowników, z tego na dekadę wieku 30-39 lat przypadało 0,2%,
40-49 lat - 7,4%, 50-59 lat - 27,4%, a 60 i więcej - 65%. Jest to jeden
z najwyższych (w porównaniu do innych nauk) odsetek najstarszych wiekiem.
Opracował prof.
Brunon L. Imieliński

.... Sławni ludzie muzyki: kompozytorzy, dyrygenci i wykonawcy żyją długo. Sprawni w swej sztuce osiągają często wiek ponad 80. lat. Oto nazwiska - z kraju: I. Paderewski, W. Lutosławski, Z. Latoszewski, K. Stryja, A. Michałowski, W. Żeleński, Z. Mycielski, W. Rudziński, J. Waldorff; z zagranicy: I. Strawiński, H. Karajan, A. Toscanini, J. Sibelius, P.Casals, E. Pasquier, G. Solti, W. Backhaus, T. Serafin, V. Horowitz, P. Mascagni, J. Menuhin i inni, by wymienić tylko nazwiska o międzynarodowej sławie.
Z okazji prawykonania IV Symfonii podczas Warszawskiej Jesieni w 1985 roku nestor kompozytorów polskich, Kazimierz Sikorski, przyjęty był przez publiczność długotrwałą owacją. Symfonia napisana była w 1985 roku czyli w 89. roku życia kompozytora.
Kazimierz Wiłkomirski dnia 12 XII 1980 roku prowadził w Filharmonii Narodowej w Warszawie Koncert Symfoniczny w pięciu wcieleniach: jako dyrygent, orkiestrator, kompozytor, pedagog i jubilat, obchodzący 80. rocznicę urodzin.
W 1975 roku w TV angielskiej odbył się Koncert fortepianowy F-moll op. 21 Fryderyka Chopina w wykonaniu 88-letniego Artura Rubinsteina oraz Orkiestry Symfonicznej pod dyrekcją Andre Previna. Koncert ten TV Polska przedstawiła w październiku 1997 r. z okazji 148-rocznicy zgonu Chopina.
Nadia Boulanger (ur. 1887 r.) Francuzka pochodzenia rosyjskiego, kompozytor, dyrygent i pedagog o światowej sławie, była wychowawcą wielu znakomitych kompozytorów i dyrygentów, w tym kilku polskich. W 1957 roku została członkiem honorowym Związku Kompozytorów Polskich. W 1967 roku dyrygowała orkiestrą Filharmonii Narodowej w Warszawie. Ukończywszy 90 lat pomagała jeszcze swym uczniom zachętą i radą.
CO NA TO POWIESZ, MEDYCYNO?
Opracował prof. Romuald Sztaba

Polskie Towarzystwo
Higieniczne
Oddział Gdański
zaprasza na zebranie
naukowo-szkoleniowe w dniu 2 czerwca o godz. 12.00 do sali seminaryjnej
Zakładu Higieny i Epidemiologii Instytutu Medycyny Społecznej AMG, al.
Zwycięstwa 41/42. W programie:
Polskie Towarzystwo
Diagnostyki Laboratoryjnej Oddział Gdański
zaprasza na posiedzenie
naukowo-szkoleniowe, które odbędzie się 5 czerwca o godz. 10.00 w sali
wykładowej Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego, ul. Smoluchowskiego 18. W
programie:
29 czerwca

W czasie Zjazdu
Chirurgów Japońskich 6-14.04.1998 r. w Tokio, po raz drugi odbyło się czwarte
Sympozjum Japan-Poland Society for Exchange in Surgery - Globalization
of Medical Science Toward the 21st Century. Od utworzenia Towarzystwa w
1989 roku w Krakowie w czasie Jubileuszowego Zjazdu Chirurgów Polskich,
dwa podobne spotkania odbyły się w Warszawie, a jedno w 1990 r. w Tokio,
w których z prof. Z. Grucą wzięliśmy czynny udział.
Obecne IV Sympozjum
odbyło się w nowoczesnym, na miarę 21 wieku Centrum Zjazdowym, o bardzo
ciekawej architekturze (szkło-metal), przypominającej kształtem pojazd
kosmiczny. Internationale Forum 5-1 Marunouchi 3-chome Chiyoda-ku. Organizatorami
byli prof. T. Kajiwara i prof. K. Ogawa. W obradach ze strony japońskiej
udział wzięli prezydent Japońsko-Polskiego Towarzystwa prof. Y. Idezuki,
były prezydent Societe Internationale de Chirurgie. Sympozjum odbyło się
w dniu 10 kwietnia w pięciu sesjach, od godzin porannych do późnych popołudniowych.
Wygłoszono 26 referatów: 11 referatów - strona polska, 15 - przedstawili
koledzy japońscy. Współuczestniczyliśmy również w przewodniczeniu poszczególnym
sesjom, i tak pierwszej współprzewodniczył prof. Z. Wajda, a czwartej -
prof. Z. Gruca. Z II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Gastroenetrologicznej
i Endokrynologicznej AMG, przedstawiono dwie prace: Fibryn glue vs. thrombin
in the second-look sclerotherapy of the bleeding peptic ulcer - Z. Wajda,
A. Babicki, M. Dobosz; Thyroid cancer - Diagnosis and treatment - Z. Gruca,
Z. Wajda, A. Łachiński.
W czasie zjazdu
zwiedziliśmy Tokio. Zaplanowana wycieczka na Fudżijamę nie doszła do skutku
z powodu deszczowej i mglistej pogody. W zamian za to zwiedzaliśmy piękny
ogród cesarski. W dwa dni później, jadąc do Nagoi, przy pięknej słonecznej
pogodzie, z okien pociągu podziwialiśmy symbol japońskiego krajobrazu,
niezwykłą sylwetkę ośnieżonego wulkanu na wyspie Honsiu - Fudżijamę, najwyższy
szczyt Japonii (wysokość 3776 m, ostatni wybuch w 1707 roku), "świętą górę"
odwiedzaną przez tysiące pielgrzymów i turystów.
W Nagoi wraz
z prof. Grucą i jego małżonką byliśmy gośćmi Uniwersytetu, który reprezentował
prof. T. Wakabayashi, a towarzyszyło nam dwóch studentów polskich, jeden
z nich to Mariusz Ostrowski z Akademii Medycznej w Gdańsku. Zwiedzaliśmy
część nowo wybudowanego szpitala, Klinikę Chirurgii oraz Zakład Fizykoterapii
i jedną z największych komór hyperbarycznych na świecie, mogącą pomieścić
salę operacyjną. Uczestniczyliśmy również w spotkaniu z Dziekanem Wydziału
Medycznego Uniwersytetu w Nagoi, omawiając dalszą drogę współpracy między
naszymi uczelniami w oparciu o porozumienie podpisane przez naszą delegację
przed trzema laty.
W czwartym dniu
pobytu, 12 kwietnia w niedzielę, prof. Z. Gruca wraz z żoną i japońskimi
kolegami wybrał się zwiedzać Kioto, piękną starą stolicę Japonii. Ja tym
razem, samotnie, wczesnym rankiem, superekspresem Shinkansen Hikari udałem
się do Hiroszimy odległej o około 650 km, między innymi przejeżdżając przez
Kioto, które zwiedzałem w czasie poprzedniego pobytu z prof. J. Krechniakiem
i dr. M. Woźniakiem, następnie Osakę, Kobe Himej, Okoyamę i Fukuamę.
W Hiroszimie,
po 30-minutowym spacerze poprzez piękne, o nowoczesnej europejskiej architekturze,
miasto, już bez śladów zniszczeń, wśród tłumu zwiedzających, mogłem dotrzeć
do Memorial Peace Park, parku - miejsca epicentrum tragedii atomowej, która
miała miejsce 6 sierpnia 1945 roku o godz. 8.15, ponad 50 lat temu. W parku,
idąc jego alejkami, znajdujemy pozostawiony szkielet murowanego domu z
całkowicie zniszczonym sklepieniem, który przetrwał uderzenie atomowe,
pomimo tak bliskiej odległości od epicentrum. Ludzie w nim przebywający
zginęli. Inny odbudowany obecnie dom, w odległości 150 m od epicentrum,
również przetrwał. Idąc dalej widzimy dzwon ustawiony w 1964 roku - Bellof
Peace, często pokazywany w telewizji, z charakterystycznym palem, który
go uruchamia. Obok licznych tablic pamiątkowych stoi wieża zegarowa, na
której zegar włącza się każdego ranka o godz. 8.15, przypominając o tragedii.
Zegar zbudowano w roku 1967, dzięki staraniom Rio Laions Club - Hiroszima.
Park zamyka kompleks
budynków - Hiroshima Peace Memorial Museum, w którego wnętrzu są liczne
plansze obrazujące tragedię miasta, wygląd przed wybuchem i po, obrazy
telewizyjne pokazują wybuch, różne jego etapy i skutki, zachowanie się
mieszkańców, akcję ratowniczą, pomoc lekarską, w gablotach część dobytku
odnaleziona po wybuchu, zegarki, których wskazówki zatrzymały się na 8.15,
części garderoby, sprzętu domowego, wytopione szkło, cegły i dachówki,
wszystko to robi przygnębiające wrażenie. Po godzinnym zwiedzaniu tej tragicznej
ekspozycji zmierzam do wyjścia, w holu na ścianach wiszą zdjęcia, oprawione
w ramy, zwiedzających - wielkich tego świata, między innymi Jana Pawła
II, który był w tym miejscu 25 lutego 1981 roku; prezydentów Niemiec -
Weitzekera, Czech - Havla; Matki Teresy z Kalkuty (1984 r.), której wpis
do pamiątkowej księgi, po zwiedzeniu muzeum mówi: "Módlcie się i proście,
i pracujcie na rzecz pokoju".
Hiroszima leży
w delcie rzeki Ota-gany, jest to ośrodek portowo-przemysłowy, ok. 800 km
od Tokio, miejsce zastosowania po raz pierwszy - 6 sierpnia 1945 roku -
broni jądrowej bomby atomowej o sile 20 kT. Bezpośrednie skutki wybuchu
to około 78 tys. zabitych, około 38 tys. rannych i około 14 tys. zaginionych,
na ogólną liczbę 255 tys. mieszkańców. Obraz zniszczeń uwidoczniony na
planszach uzupełniają liczby - 62 tys. budynków, które uległy zniszczeniu,
na ogólną liczbę 75 tys.
Po wojnie odbudowane
miasto nosi tytuł międzynarodowego "miasta pokoju". Co roku 6 sierpnia
odbywają się manifestacje przeciwko zbrojeniom jądrowym oraz uroczystości
ku czci ofiar Hiroszimy. Opuszczając miasto myślę o naszej cywilizacji,
o jeszcze jednej tragedii ludzkości, myślę o cywilizacji mojego pokolenia,
jego tragicznych losach.
Po powrocie do
Tokio wspólny bankiet zakończył wizytę w Japonii. Rano, po godzinie jazdy
pociągiem z centralnej stacji kolejowej w Tokio dotarliśmy do portu lotniczego
Narita - a stamtąd 11 godzin lotu do Kopenhagi, 3 godziny oczekiwania na
lot do Gdańska (cofnęliśmy wskazówki zegarka o 7 godzin)
i o 20.30 lądowaliśmy
w Rębiechowie.
prof. Zdzisław Wajda

W dniach 28.04-3.05.1998
r. w Berlinie odbywał się 115 Kongres Towarzystwa Chirurgów Niemieckich
zorganizowany przez obecnego prezesa Towarzystwa prof. Ch. Herfarta z Heidelbergu.
W spotkaniu brało udział około 7 tys. chirurgów niemieckich oraz zaproszeni
goście zagraniczni. Nasz kraj reprezentowany był przez trzy ośrodki chirurgiczne:
Warszawę, Kraków i Gdańsk. Wśród specjalnie zaproszonych gości z Polski
byli JM Rektor AMG prof. Z. Wajda, prof. A. Kułakowski i prof. T. Popiela.
Tematyka zjazdu obejmowała problemy wszystkich dziedzin chirurgii ze szczególnym
uwzględnieniem postępów we współczesnej chirurgii. Trzeciego dnia odbyła
się polsko-niemiecka sesja naukowa mająca na celu rozwój współpracy i wymianę
doświadczeń.
Prof. A. Kułakowski
z Warszawy ocenił rolę tworzących się centrów onkologicznych w leczeniu
chorób nowotworowych. Prof. T. Popiela z Krakowa przedstawił problem wieloośrodkowych
badań prospektywnych w leczeniu raka żołądka, natomiast prof. Z. Wajda
i dr A. Łachiński z II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Gastroenetrologicznej
i Endokrynologicznej AMG przedstawili strategię postępowania chirurgicznego
u chorych z rakiem tarczycy. W czasie zjazdu prof. T. Popiela uhonorowano
członkostwem Niemieckiego Towarzystwa Chirurgów.
Spotkanie w Berlinie
było kolejnym, miłym akcentem w rozszerzaniu kontaktów i współpracy pomiędzy
chirurgami polskimi i niemieckimi.
dr Andrzej Łachiński

Dni Chirurgiczne
Polsko-Ukraińskie to pierwsze tego rodzaju spotkanie zorganizowane przez
Towarzystwo Chirurgów Polskich - prof. Pawła Misiunę, kierownika II Katedry
Chirurgii Akademii Medycznej w Lublinie.
Dni Chirurgiczne
spotkały się z ogromnym zainteresowaniem - udział w nich wzięło 150 osób
z Ukrainy, ze strony polskiej uczestniczyło wielu chirurgów, m.in. prof.
Zbigniew Religa, członek honoris causa Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu
we Lwowie, prof. Zygmunt Mackiewicz, prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich.
Dni Chirurgiczne
były poświęcone problemom onkologicznym - rakowi przełyku, żołądka i tarczycy.
Dzielono się m.in. wynikami badań dotyczącymi wpływu awarii elektrowni
atomowej w Czernobylu na wzrost liczby nowotworów tarczycy. Drugi dzień
poświęcony był chirurgii ogólnej obejmującej zagadnienia ostrego zapalenia
trzustki oraz kardiochirurgii, torakochirurgii. Obradom w sesji trzeciej,
obejmującej raka tarczycy, przewodniczył prof. Zdzisław Wajda wspólnie
z prof. Ciepowskim z Ukrainy. Referat Z. Wajdy i A. Łachińskiego dotyczył
raka tarczycy w materiale II Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Gastroenterologicznej
i Endokrynologicznej AM w Gdańsku, wygłoszony przez A. Łachińskiego, przedstawiał
również wyniki ogólnopolskiej ankiety z dziesięciu akademickich ośrodków
chirurgicznych kraju i obejmował analizę 2265 raków tarczycy w materiale
50000 operowanych z powodu wola w latach 1976-1996 z próbą oceny wzrostu
liczby nowotworów tarczycy w Polsce po awarii w Czernobylu. Wyniki tej
ankiety, wnioski i interpretacje są zgodne z obserwacjami chirurgów ukraińskich.
Obserwowany wzrost liczby raków tarczycy w ostatnim 12-leciu nie może jednoznacznie
być traktowany w odniesieniu do napromienienia i jest niewystarczający
do wysnucia ostatecznych wniosków; dla osób dorosłych wymagana jest dalsza
obserwacja przynajmniej 25 lat.
Możemy mieć nadzieję,
że spotkanie chirurgów polskich i ukraińskich w Lublinie przyczyni się
do rozwoju współpracy i kontynuowania wymiany doświadczeń na polu chirurgii
obu krajów.
W drodze na zjazd,
4 km od trasy Warszawa-Lublin, wspólnie z dr. Jerzym Kossakiem odwiedziliśmy
dworek w Sulejówku, położony w pięknej leśnej scenerii, wśród starych sosen.
Dziś mieści się tu przedszkole, stąd niedostępny do zwiedzania. Budynek
nie wydaje się być w najlepszym stanie, jakby zapomniany. Stojąc w tym
miejscu zadajemy sobie pytanie, czy nie można by miejsca tego uświetnić,
tworząc muzeum poświęcone pamięci Marszałka.
prof. Zdzisław Wajda, dr Andrzej Łachiński

W dniach 23-25
kwietnia br. odbył się w Pradze XII Kongres Towarzystw Urologicznych Czech
i Słowacji. Mimo podziału Czechosłowacji na dwa samodzielne organizmy państwowe
oba Towarzystwa współpracują bardzo ściśle, organizując między innymi wspólne
kongresy. Obecny kongres miał wyjątkowo uroczysty charakter, ponieważ został
włączony w program obchodów 650-lecia założenia Uniwersytetu Karola. Bardzo
liczny udział prominentnych urologów europejskich oraz ciekawy program
naukowy podnosił dodatkowo jego atrakcyjność. Wzorem lat ubiegłych Klinika
Urologii AMG przy współpracy z firmą MSD zorganizowała wyjazd 46-osobowej
grupy, w jej skład weszło 23. urologów i 20 pielęgniarek z 8. oddziałów
urologicznych podległego klinice regionu.
Uroczyste otwarcie
odbyło się w zabytkowej sali uniwersytetu. Miłym jego akcentem było wręczenie
prezesowi Polskiego Towarzystwa Urologicznego prof. Andrzejowi Borkowskiemu
dyplomu honorowego członkostwa obu Towarzystw. Uroczystość uświetnił koncert
Filharmonii Praskiej i bankiet, a więc była okazja do spotkań z wieloma
kolegami z całego świata.
Dwa kolejne dni
to dobrze zorganizowane i ciekawe obrady w hotelu Hilton. Dzięki udziałowi
wielu urologicznych znakomitości, ich referatom programowym i dyskusji
zjazd miał niewątpliwe walory szkoleniowe dla większości naszych kolegów
z tzw. terenu. W przerwach uzgodniliśmy plany dalszej współpracy między
naszą kliniką a kliniką urologiczną Uniwersytetu Karola. Z trudem wygospodarowaliśmy
kilkanaście godzin na zwiedzanie pięknej Pragi, które dzięki doskonałemu
przewodnikowi stały się powtórką z powikłanych dziejów Europy Środkowej.
prof. Kazimierz Krajka
