strona główna > uczelnia > gazeta AMG > archiwum gazety AMG


ASCII Część 1 GAZETY >>

Spis treści - część 2
Redakcja



Studium Medycyny Molekularnej

Poniższy materiał, nadesłany przez dr. hab. Jacka Malejczyka, dyrektora Studium Medycyny Molekularnej (SMM), przedstawia informacje opisujące cel i sposób działania tej funkcjonującej od ponad roku instytucji naukowo-dydaktycznej, promującej nowoczesne trendy zastosowań biologii molekularnej w medycynie. Pomimo tego, że Akademia Medyczna w Gdańsku nie jest sygnatariuszem porozumienia o utworzeniu Studium, zainteresowane kształceniem w SMM osoby mogą rozważyć ubieganie się o miejsce i stypendium w kolejnej rekrutacji, która odbędzie się w roku 2000.

dr hab. Jacek Bigda
Dziekan Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG-AMG

***

Studium Medycyny Molekularnej

Rozwój współczesnych nauk medycznych oparty jest przede wszystkim na wprowadzaniu metod biologii molekularnej (medycyna molekularna). Na świecie metody te są obecnie powszechnie stosowane w badaniach naukowych mających na celu wykrycie mechanizmów prowadzących do rozwoju różnych chorób oraz do celów diagnostycznych i terapeutycznych. Przykładem zastosowania metod biologii molekularnej w praktyce medycznej jest diagnostyka chorób uwarunkowanych dziedzicznie oraz nowoczesne metody leczenia oparte o terapię genową. Rozwój biologii molekularnej i jej zastosowanie praktyczne w naukach medycznych w Polsce jest znacznie opóźniony w porównaniu do innych rozwiniętych krajów Europy i Ameryki. W naszym kraju szczególnie daje się odczuć brak wykwalifikowanych kadr, które mogłyby wdrażać techniki biologii molekularnej do praktyki medycznej. Istniejący system kształcenia lekarzy i biologów nie jest w stanie zmienić tego stanu rzeczy, w związku z tym istnieje paląca potrzeba stworzenia nowego systemu kształcenia specjalistów, opartego na doktorskich studiach podyplomowych. Program takiego kształcenia jest realizowany przez Studium Medycyny Molekularnej (SMM), nowej instytucji o zasięgu ogólnopolskim powołanej na mocy porozumienia pomiędzy kilkoma polskimi uczelniami medycznymi i Polską Akademią Nauk.

Podstawowe informacje o SMM

Studium Medycyny Molekularnej (SMM) jest inicjatywą o zasięgu ogólnopolskim, powstałą na mocy wielostronnego porozumienia podpisanego przez akademie medyczne w Warszawie, Poznaniu i Szczecinie oraz Zakład Biologii Molekularnej i Komórkowej PAN i Fundację Onkologii Doświadczalnej i Klinicznej. W bieżącym roku SMM podpisało również oficjalną umowę z instytucjami naukowymi Francji, dotyczącą współpracy koordynowanej przez Uniwersytet Piotra i Marii Curie w Paryżu.
SMM działa w oparciu o Statut oraz stosowne regulaminy. Siedzibą SMM jest Akademia Medyczna w Warszawie, na której spoczywa również obowiązek administrowania Studium. SMM jest kierowane przez dyrektora, natomiast funkcje merytoryczne spoczywają na Radzie Naukowo-Programowej, której członkowie rekrutują się z instytucji - sygnatariuszy porozumienia o powołaniu SMM.

Cele SMM

Celem SMM jest prowadzenie działań na rzecz rozwoju diagnostyki medycznej oraz medycznych badań podstawowych i stosowanych opartych o najnowsze zdobycze biologii molekularnej, a w szczególności:
  • organizacja czteroletnich kursów doktorskich w dziedzinie medycyny molekularnej
  • wspieranie szkolenia przeddyplomowego lekarzy i biologów w dziedzinie medycyny molekularnej
  • organizacja seminariów i sympozjów naukowych poświęconych postępom biologii molekularnej w medycynie
  • wspieranie badań naukowych stosowanych w medycynie molekularnej.

    Program czteroletnich kursów doktorskich w dziedzinie medycyny molekularnej

    O uczestnictwo w czteroletnich kursach doktorskich SMM mogą się ubiegać absolwenci kierunków medycznych i biologicznych z całej Polski. Rekrutacja kandydatów odbywa się na zasadzie dwustopniowego konkursu, którego zasady określa szczegółowy regulamin. Zgodnie z nim kandydaci zobowiązani są przedstawić projekt przyszłej pracy doktorskiej, który podlega recenzji przez wybitnych specjalistów krajowych i zagranicznych, a następnie jest oceniany przez Komisję Rekrutacyjną powołaną spośród członków Rady Naukowo-Programowej SMM.
    W ramach kursów doktorskich słuchacze są zobowiązani prowadzić badania naukowe na stopień doktorski pod kierunkiem opiekuna naukowego oraz uczestniczyć i zaliczać zajęcia określone programem szkoleń ustalonym przez Radę Naukowo-Programową SMM. Postępy słuchaczy w pracy badawczej i szkoleniach podlegają corocznej ocenie na podstawie sprawozdań merytorycznych i referatów wygłaszanych publicznie na dorocznej sesji sprawozdawczej SMM.
    Ogólny program szkoleniowy (teoretyczny i praktyczny) w trakcie czteroletniego kursu doktorskiego zakłada podjęcie następującej tematyki:
    1. Klonowanie i sekwencjonowanie kwasów nukleinowych
    2. Wykrywanie mutacji i analiza polimorfizmu genów
    3. Analiza ekspresji i funkcji genów
    4. Analiza funkcji i właściwości biochemicznych białek
    5. Techniki i modele badań eksperymentalnych in vitro i in vivo.
    W ramach zajęć w Studium będą również poruszane takie zagadnienia jak:
    1. Biologia molekularna nowotworów,
    2. Molekularne mechanizmy odpowiedzi immunologicznej,
    3. Endokrynologia molekularna,
    4. Biologia molekularna układu nerwowego,
    5. Molekularne podstawy etiopatogenezy chorób,
    6. Molekularna diagnostyka chorób,
    7. Terapia genowa.
    Do nauczania w ramach zajęć szkoleniowych są zapraszani najwybitniejsi specjaliści krajowi i zagraniczni.
    Rekrutacja na kursy doktorskie SMM odbywa się co roku, a ze względu na ograniczenia organizacyjne i finansowe maksymalna liczba zakwalifikowanych słuchaczy nie przekracza w chwili obecnej 10 osób.

    Stypendia naukowe dla słuchaczy SMM

    Aby umożliwić słuchaczom kursów doktorskich pracę naukową i możliwość wielokierunkowego pogłębiania wiedzy praktycznej i teoretycznej każdy z nich otrzymuje stypendium naukowe. Wysokość stypendium została ustalona na wysokim poziomie w relacji do uposażeń w wyższych uczelniach i jednostkach służby zdrowia w Polsce tak,
    by przyciągnąć najbardziej wartościowych kandydatów oraz zapewnić im względnie dobry status materialny. Stypendia są fundowane przez instytucje bezpośrednio zaangażowane w organizację i działalność SMM oraz są pozyskiwane z innych możliwych źródeł. Przy każdej stosownej okazji (publikacje naukowe, streszczenia zjazdowe itp.) słuchacz jest zobowiązany do podawania informacji o pobieraniu stypendium oraz o jego źródle.

    Finansowanie działalności SMM

    Działalność SMM zależy od pozyskania odpowiednich środków finansowych. Sygnatariusze porozumienia są w stanie pokryć jedynie niewielką część kosztów. Studium podejmuje starania o uzyskanie wsparcia finansowego ze źródeł budżetowych (MZiOS, MEN, KBN) i pozabudżetowych (fundacje, europejskie programy na cele edukacyjne i rozwojowe). Większą część kosztów działalności w roku akademickim 1999/2000 pokryło MZiOS.

    Więcej informacji o Studium Medycyny Molekularnej można uzyskać:
    o Sekretariat Studium, ul. Chałubińskiego 5, 02-004 Warszawa, tel./fax (22) 629 52 82;
  • http://embryo.ib.amwaw.edu.pl/smm/ (adres tymczasowy)
  • e-mail: smm@ib.amwaw.edu.pl

    dr hab. Jacek Malejczyk
    dyrektor SMM

    do gory

    Z ukosa

    Polacy nie gęsi?...
    O pożytkach uczenia się języków obcych

    Do pewnych rozważań zainspirowała mnie dyskusja na ostatniej RW o celowości nauczania łaciny na latach klinicznych. Obowiązkowe czy dowolne? Jesteśmy dumni z naszego języka, ale nie da się ukryć, że nie jest on łatwy dla cudzoziemców i trudno wymagać, aby się nad naszym nazewnictwem głowili. Karty informacyjne z leczenia szpitalnego - kto je zrozumie? Pamiętam te z b. ZSRR pisane cyrylicą, często odręcznie na podłym papierze. Rozszyfrowanie ich kosztowało sporo trudu. Musi być sposób na stworzenie języka porozumienia. Skoro nie przyjęło się esperanto, pozostał angielski. Ale dlaczego nie łacina, uświęcony tradycją stuleci język wszelkich nauk, zwłaszcza medycznych? Na pierwszych latach studiów student spotyka się z "nawałą" nazw łacińskich z anatomii. I bardzo dobrze! Jest to znakomita "gimnastyka mózgu". Ale przychodzi potem czas na nazwy jednostek i zespołów klinicznych. Okazja do dalszego wypełnienia "bazy danych" własnego mózgu. Przy tym łacina stanowi znakomity podkład do nauki języków nowożytnych, z czym w dorzeczu Wisły ciągle jest nie najlepiej. Uczy też rozkładania akcentów, z czym młoda generacja ma kłopoty. Polacy nie jąkać się! - wołała kiedyś Polityka.
    Niezrozumienie łaciny powoduje fascynację wywodzących się z niej określeń, zwłaszcza u dziennikarzy. Stosunki bilateralne - że to dwustronne, wie każdy medyk. Nie ma sposobu żeby dziennikarzom wytłumaczyć, że proteiny to to samo co białka. Ten termin wabi swoją tajemniczością! Nieraz proponowałem, aby posługiwali się w tej sytuacji określeniem karbohydraty - zamiast węglowodany... Prawie nie zdarza się, aby w radiu czy telewizji wypowiedziano prawidłowo termin aeroklub, zawsze wychodzi im areoklub, choć w gazetach pisany jest poprawnie. Odwrotnie jest z areopagiem - przeważnie w mediach audio-wizualnych zabrzmi aeropag.
    Inna plagą jest "anglicyzacja". Developer, dealer, business-club, dispatcher, bussinessman, a co gorsza - business-woman (przedsiębiorca - przedsiębiorczyni?). Do rozpaczy doprowadza używanie określenia slide (pisany nieestetycznie slajd), jakby nie było słowa przeźrocze. W Warszawie buduje się teraz Złota Center - po równie udanym Reform Center. Szykują się już gigantyczne wielofunkcyjne biurowce z dodatkiem Plaza w nazwie, wzorem amerykańskim. Funkcjonuje także Business Center Club Poland - jakby nie mógł to być Klub Polskich Przedsiębiorców...
    Kiedyś ówczesny prezydent Francji Georges Pompidou (w młodości nauczyciel gimnazjalny) zwalczał franglais - makaronistyczne zwroty angielsko-francuskie. U nas zalęgły się także w nazewnictwie medycznym, zwłaszcza w skrótach: CT - (computerized tomography) dlaczego nie TK (tomografia komputerowa), albo KT (komputerowa tomografia). Przecież nie piszemy ECG (electrocardiography)...
    Skoro już jesteśmy przy sprawach lingwistycznych - to nie lekarz medycyny (lek. med.) tylko lekarz, bo tak sformułowany jest ten tytuł (odpowiednik magistra) na dyplomie. Dopiero inne dyscypliny nadając ten tytuł obowiązane są dodać: lekarz dentysta (albo stomatolog) i lekarz weterynarz (nie stomatologii czy weterynarii, bo nie mają leczyć uprawianej dyscypliny tylko pacjentów - obojętne: dwu- czy czteronożnych). Sprawę tę rozstrzygnęła zresztą w ub. roku Sekcja Medyczna Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego
    Ale jeszcze w sferze obyczajów. Przyjęły się podwójne nazwiska - żeby tatusiowi nie zrobić przykrości, a przyjemność mężowi - roi się w naszym kraju od pań Krasnostawieńsko-Lubaszewinczewskich. Gdy do tego dochodzi równie długie imię - np. choćby Małgorzata, a jeszcze: prof. dr hab. - nie wystarczy miejsca na pieczątce. Tylko w Hiszpanii, Portugalii i krajach latynoskich nazwiska bywają dłuższe. I wtedy np. piłkarze brazylijscy wybierają (albo przybierają) nazwisko (pseudonim) składający się z jednego słowa - np. Rivaldo, Socrates czy choćby Pele. Czy nie dałyby się nakłonić naszych pań do zachowania nazwiska rodowego, albo przyjęcia tylko mężowskiego, tak jak to dzieje się w krajach anglosaskich, albo i we Francji, czy Niemczech? Zwłaszcza, że nie każda okaże się Skłodowską-Curie, która zresztą używała tylko tego drugiego członu, a pierwszy (albo w wersji - Curie-Skłodowska - drugi) dodają potomni rodacy dla poprawy wizerunku dokonań polskiej nauki...

    B.I.L.

    do gory

    Stanowisko Komisji Zakładowych NSZZ "Solidarność"

    Gdańsk, dnia 25 lutego 2000 r.
    Szanowny Pan
    prof. dr hab. Mirosław Handke
    Minister Edukacji Narodowej

    Przedstawiciele Komisji Zakładowych NSZZ "Solidarność uczelni Trójmiasta popierają stanowisko Komisji Zakładowych Poznania z dnia 9 lutego 2000 r., zawierające krytyczne uwagi o projekcie "Prawo o szkolnictwie wyższym" opracowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

    przewodniczący KZ NSZZ "S" Politechniki Gdańskiej
    Tadeusz Szymański
    wiceprzewodniczący KM NSZZ "S" Uniwersytetu Gdańskiego
    Franciszek Makurat
    przewodniczący KZ NSZZ "S" Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku
    Józef Klamann
    wiceprzewodnicząca KZ NSZZ "S" AM i SPSK w Gdańsku
    Krystyna Białobrzycka
    wiceprzewodniczący KZ NSZZ "S" Akademii Muzycznej w Gdańsku
    Jacek Konieczny

    ***
    Poznań, dnia 9 lutego 2000 r.

    Stanowisko Komisji Zakładowych NSZZ "Solidarność" w Poznaniu: Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego, Akademii Ekonomicznej, Akademii Rolniczej im. A. Cieszkowskiego, Akademii Wychowania Fizycznego im. E. Piaseckiego, Politechniki Poznańskiej z dnia 8 lutego 2000 roku w sprawie projektu MEN Prawo o szkolnictwie wyższym.
    Zdecydowanie protestujemy przeciw próbie obciążenia środowisk akademickich uczelni państwowych kosztami wprowadzenia w życie art. 70 ust. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 roku, uchwalonej głosami koalicji SLD, PSL, UP i UW.
    Uchwalenie powołanego projektu ustawy uważamy za niedopuszczalne.
    Głównym powodem zmiany obowiązującej ustawy o szkolnictwie wyższym sprawdzonej długoletnią praktyką, jest bowiem konstytucyjna konieczność uregulowania kwestii dalszego kształcenia półmilionowej rzeszy studentów niestacjonarnych, płacących dotąd za swe studia. Projekt ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym" przerzuca ciężar ich dalszego bezpłatnego kształcenia na barki społeczności akademickiej, dając w zamian obietnicę podwyżek płac i to niewspółmierną do nowych, dodatkowych obciążeń pracowników uczelni wyższych.
    Jako zakładowe organizacje związkowe NSZZ "Solidarność" protestujemy przeciw proponowanej w projekcie ustawy próbie pogorszenia sytuacji prawnej pracowników uczelni, zamiarom ograniczenia praw związków zawodowych, jak i problemom ograniczenia samorządności i autonomii szkół wyższych.
    Od projektu nowej ustawy oczekujemy szerszego spojrzenia na kwestie kształcenia młodych Polaków na poziomie akademickim; problemem naszego szkolnictwa wyższego nie jest brak pomysłów na reformy, lecz kwestie finansowe. Zdecydowane dofinansowanie wyższych uczelni państwowych z jednej strony stworzyłoby możliwości studiowania większej rzeszy młodzieży, a z drugiej zapewniłoby godne warunki życia i pracy pracownikom wyższych uczelni.
    W związku z tym oczekujemy wreszcie na taki projekt ustawy, który by nie tylko rozwiązał problem studentów płacących dotąd za swe studia, ale też rozwiązałby inne palące problemy środowiska akademickiego, w tym zwłaszcza finansowe.

    do gory

    Pamięci Profesora Czesława Barana


    *

    Profesor Czesław Baran był postacią znaną w naszej Uczelni. Od początku swojej kariery zawodowej brał czynny udział nie tylko w działalności naukowej i dydaktycznej, lecz także w pracach społecznych i organizacyjnych dla potrzeb Uczelni. Był osobą, o której nie można zapomnieć. Piastował przecież szereg funkcji. Od 1967 roku przez 10 lat pełnił urząd dyrektora administracyjnego Uczelni, był pełnomocnikiem ministra ds. zatrudnienia absolwentów szkół wyższych. Dwukrotnie - w latach 1987-1990 i 1996-1999 piastował funkcje prorektora ds. klinicznych. Był wieloletnim prezesem Polskiego Towarzystwa Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego, a ostatnio jego prezesem honorowym. Profesor Czesław Baran - zgodnie ze swoimi zainteresowaniami naukowymi - zorganizował w roku 1977 Zakład Organizacji Ochrony Zdrowia (obecny Zakład Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej).
    W badaniach naukowych był zwolennikiem łączenia takich dyscyplin jak epidemiologia, higiena, psychologia, socjologia, a także matematyka. Było to - między innymi - przyczyną Jego usilnych starań o utworzenie Instytutu obejmującego różne dyscypliny naukowe ważne dla ochrony zdrowia. Z Jego inicjatywy w roku 1978 powstał Instytut Medycyny Społecznej. Prawie przez cały czas istnienia Instytutu był dyrektorem; stanowisko to opuszczał tylko wtedy, gdy był powoływany do pełnienia wyższych funkcji we władzach Uczelni. Ale nawet wówczas w głębi duszy czuł się zwierzchnikiem i opiekunem Instytutu. My zaś, jeśli zachodziła taka potrzeba, korzystaliśmy z Jego rad i wskazówek.
    Profesor C. Baran był autorem 216 prac naukowych opublikowanych oraz doniesień zjazdowych. Prace te wniosły trwały wkład w dziedzinie organizacji ochrony zdrowia i wiedzy o stanie zdrowia naszego społeczeństwa. Tak praca doktorska obroniona w 1966 roku, jak i rozprawa habilitacyjna opublikowana w 1975 roku poświęcone były badaniom stanu zdrowia dzieci województwa gdańskiego.
    Profesor na ogół nie uzewnętrzniał swoich uczuć. Przy pierwszych kontaktach wydawało się, że był człowiekiem bardzo surowym. Tak jednak nie było. Mimo pozorów był człowiekiem bardzo wrażliwym, otwartym na potrzeby innych. Osoby, które częściej utrzymywały z Nim kontakty wiedziały, że bardzo oddany był swojej rodzinie, a wszystkich pracowników zakładu traktował jak drugą rodzinę.
    Od lat nasza Uczelnia obchodzi uroczystość inauguracji roku akademickiego w dniu 8 października. Wielu osobom ten dzień będzie kojarzył się z nazwiskiem profesora Barana, gdyż dzieje się to z Jego inicjatywy. To On zaproponował, by inaugurację organizować w rocznicę wydania dekretu o utworzeniu w Gdańsku Akademii Medycznej (wówczas miała ona nazwę Akademii Lekarskiej).
    Profesor Baran odszedł od nas na zawsze. Jednak ciągle żyje w naszej pamięci i długo jeszcze trudno będzie uwierzyć, że nie można pójść do Jego gabinetu i przy filiżance dobrej herbaty wymienić, może nie zawsze zgodne, poglądy.

    prof. Leszek Zaborski

    * *

    Do jednego z najtrudniejszych obowiązków władz Uczelni należy towarzyszenie w ostatniej drodze tym Kolegom, którzy przekroczyli "Conradowską smugę cienia".
    Z prawdziwym smutkiem dopełniamy dzisiaj tego niełatwego obowiązku żegnając Profesora Czesława Barana.
    Całe swoje pracowite życie poświęcił Akademii Medycznej w Gdańsku. Był wychowankiem naszej Uczelni i pozostał z nią związany do końca. Nawet po odejściu przed kilkoma miesiącami na emeryturę nie przestał nadal pełnić obowiązków kierownika swojego Zakładu. Nagła choroba nie pozwoliła Mu nacieszyć się nowym etapem swego życia i uniemożliwiła realizację wielu prac, które planował.
    Będąc studentem zapamiętałem Profesora jako lubianego i szanowanego asystenta prof. Bożydara Szabuniewicza w Zakładzie Fizjologii. Potem niejeden raz przychodziłem do Niego jako urzędującego dyrektora administracyjnego Akademii Medycznej w Gdańsku. Olbrzymie doświadczenie w dziedzinie organizacji ochrony zdrowia z pożytkiem wykorzystał pracując w Zakładzie Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej naszej Uczelni. Całą karierę naukową aż do uzyskania stanowiska profesora zwyczajnego związał z tym Zakładem, którego był kierownikiem. Był również dyrektorem Instytutu Medycyny Społecznej. Przez wiele lat był prorektorem ds. klinicznych Akademii Medycznej w Gdańsku, na tym stanowisku zakończył działalność we władzach Uczelni. Przekazując obowiązki tego urzędu udzielił mi wielu rad i wskazówek, niestety nie będę mógł już więcej korzystać z Jego olbrzymiego doświadczenia.
    Swoim bogatym dorobkiem naukowym i dydaktycznym wniósł trwałe wartości do polskiej medycyny w dziedzinie organizacji ochrony służby zdrowia.
    Społeczność akademicka naszej Uczelni z wielkim żalem żegna wybitnego nauczyciela akademickiego, lekarza praktyka, utalentowanego organizatora, wychowawcę i przyjaciela.
    W pamięci naszej pozostaniesz takim, jakim Ciebie znaliśmy. Wszystkich, którzy zetknęli się z Tobą urzekałeś osobistym czarem, niezwykłą życzliwością, głębokim humanizmem, pogodnym usposobieniem, wszechstronną wiedzą, swoistym poczuciem humoru, a przy tym niezwykłą skromnością.
    Stojąc przed Twoją trumną zdajemy sobie sprawę, że odszedł od nas Człowiek wielkiego talentu i serca, którego osobowość pozostanie wzorem dla nas wszystkich.
    Cześć Jego pamięci.

    prof. Stanisław Mazurkiewicz

    do gory

    To już pół wieku Rocznika 1949-1954...

    Może nie byliśmy bohaterscy, ale bardzo pracowici

    Pół wieku temu zaczęliśmy studia w Akademii Lekarskiej w Gdańsku.
    Nie byliśmy już bohaterami odbudowy, jakkolwiek wolne niedziele spędzaliśmy na odgruzowywaniu ul. Długiej i byliśmy świadkami budowy pierwszych domów, systemem trójkowym przy ulicy Ogarnej. Profesorowie i studenci z Akademii Sztuk Pięknych z zapałem projektowali pierwsze kolorowe elewacje. Wszyscy przeżyliśmy straszną wojnę, każdy z nas albo siedział w obozie hitlerowskim, albo był repatriowany, część z nas była na Syberii, inni przeżyli powstanie warszawskie czy wileńskie. Niektórzy mieli szczęście do paru "przygód" jednocześnie, jak Staszek Zawistowski, późniejszy profesor, który przeżył obozy na Wschodzie i Zachodzie, co opisał w pamiętnikach, które po nim zostały i były ostatnio publikowane na łamach Gazety AMG.
    Nasze studia przypadły na okres kwitnącego stalinizmu 1949-1954; teraz, gdy wszyscy piszą o tych czasach z obrzydzeniem, warto powiedzieć, że każdy okres ma swoją złą i dobrą stronę. Zatem i te czasy najbardziej nasilonej ortodoksji nadają się do serdecznych wspomnień.
    Wybuchła wojna koreańska i zupełnie poważnie sądzono, że jeżeli się rozszerzy na świat, będziemy w niej brali udział.
    Akademia Lekarska była już zorganizowana, na Medyczną przemianowano ją w czasie naszych studiów, etaty były obsadzone, mieliśmy pełną świadomość, że tylko własną pracą możemy uzyskać możliwości startu. Nie byliśmy już rocznikiem powojennym, gdyż w ciągu 5. lat po wojnie robiliśmy matury. Wszyscy byli obdarci, niektórzy bardziej zamożni, czyli ci co byli w armii Andersa nosili tzw. batteldressy, co było marzeniem każdego studenta.
    Ja sama pamiętam, że egzaminy przez całe studia zdawałam w granatowym kostiumie, który był uszyty na "trzecią" stronę. Najpierw nosił garnitur jakiś Amerykanin, mój ojciec dostał go z UNRRA i kazał uszyć na drugą stronę, co się wtedy nazywało nicowaniem. Jak szłam na studia, rodzice doszli do wniosku, że z tego można coś przerobić, ale lepsza jest strona pierwsza, dlatego nazwałam to trzecią stroną.
    Było to w czasie, kiedy po raz pierwszy studia były bezpłatne. Rodzice nie mieli ekonomicznego wpływu na swoje pociechy. Poza tym studenci po wojnie, także na naszym roku studiów, byli w różnym wieku. Wielu w czasie wojny nie mogło uczyć się, będąc w obozach czy partyzantkach. Niektórzy ze względu na status społeczny i biedę przed wojną nie mogliby marzyć o medycynie, która była wtedy zawodem ekskluzywnym; teraz mogli i chcieli zacząć studia systemem przyśpieszonym.
    Niektórzy nie mieli matur, a tylko dwuletnie tzw. Uniwersyteckie Studium Przygotowawcze, które dawało prawo wejścia na studia młodzieży wywodzącej się często z rodzin robotniczych czy chłopskich.
    Dzisiaj często nawiązujemy do przedwojnia i społeczeństwo podobnie jak wtedy, zwłaszcza materialnie, stratyfikuje się. Proces ten wydaje się nieprawdopodobny.
    Zresztą i wtedy budził opory części profesury. Profesor W. Mozołowski, który, jak wiadomo, był piłsudczykiem i człowiekiem bardzo bogobojnym, dokonał analizy ocen wszystkich studentów ze studiów przygotowawczych i stwierdził, że studenci często starsi od "normalnych" maturzystów nie odbiegają od nich poziomem. Wyniki tej analizy posłał do Komitetu Uczelnianego. Interesujące jest, że trzech czy więcej absolwentów studiów z naszego roku zostało w przyszłości znakomitymi profesorami naszej Uczelni. Jak dużo emocji było w tym zagadnieniu, świadczy to, że po kilkudziesięciu latach nie cytuję ich nazwisk, wszyscy byli bezpartyjni, a więc nie było w tym chęci obsadzenia "swoimi".
    Potem, aby im nie wypominano, część uzyskała matury w systemie wieczorowym, a ich dzieci w następnych okresach z rewolucyjnym zapałem walczyły z tzw. punktami preferencyjnymi, które wprowadzano już po naszych studiach. Nie wiedzieli, sądzę, o awansie społecznym swoich własnych rodziców i trudnej drodze życiowej, którą ci rodzice przeszli.
    Studia medyczne przeżyliśmy w innej epoce technicznej niż obecna. Kolejka elektryczna z Gdyni i Sopotu została zbudowana w 1952 r., a więc w połowie naszego studiowania. Uprzednio jeździliśmy koleją parową, co było niezwykle uciążliwe. Można było przyjeżdżać na godzinę 7.30, a po południu pociąg jeździł w odstępach paru godzin. To też miało wpływ na nasze studia.
    Istotą systemu stalinowskiego była centralizacja i biurokracja doprowadzona do absurdu. Np. gdzieś w ministerstwie wymyślono tzw. dyscyplinę studiów. Starostowie grup mieli wypełniać płachty druku wynikami obecności na wykładach, ćwiczeniach itp. - zbiorczo ze wszystkich przedmiotów.
    Tymczasem roczniki powojenne były niezwykle pragmatyczne - uczyliśmy się bardzo aktywnie, ale - jak by teraz powiedzieć - indywidualnie, np. przyszli profesorowie biochemii spędzali czas w laboratoriach, urywając się z części wykładów. Podobnie przyszli chirurdzy czy interniści, którzy wiedzieli, że po studiach zaraz pójdą do pracy, gdzie będą musieli często sami z pojedynczymi starszymi lekarzami służyć chorym - po prostu lekarzy w Polsce nie było.
    Co zatem robiliśmy? Może nie wypada o tym pisać, ale omijaliśmy przepisy. Czym to się charakteryzowało? Otóż w systemie nacisku ludzie są bardzo solidarni. Cały proces dydaktyczny organizowali starostowie grup. Ponieważ nie zawsze nawet bardzo dobrzy profesorowie byli interesującymi wykładowcami, umawialiśmy się, że na wykłady z histologii o 7,45 pierwsi przychodzą mieszkańcy Gdyni i Sopotu oraz pojedynczy rzeczywiście zainteresowani. Nie dotyczyło to Reni Loss, która brała udział we wszystkich wykładach w czasie całych studiów.
    Na inne, niezbyt atrakcyjne wykłady przychodziły poszczególne wyznaczone grupy studenckie. Co było interesujące - nikt rzeczywiście staroście nie odmawiał. Profesorowie udawali, że wszystko jest w porządku. Atmosfera zresztą była niepowtarzalna, studenci cieszyli się, że mogę studiować, chociaż niektórzy mieli rzeczywiste trudności, nie mówiąc o materialnych, które dotyczyły praktycznie wszystkich.
    Były to czasy "przedtelewizyjne", w związku z tym mogliśmy dużo czasu poświęcać nauce. Powstawały koła naukowe, uczyliśmy się, uczyliśmy się tak intensywnie, że prof. Marian Górski, który sam nie był człowiekiem nadmiernie towarzyskim, kazał nam zrobić zabawę na III roku.
    Była to zupełnie inna impreza niż obecne "połowinki". Odbywała się w stołówce "Tivoli", obok starych Zakładów Teoretycznych. Za straszną "emaliowaną szklankę" wina, kawę i pączek płaciło się jakieś śmieszne grosze, ale to i tak było dużo. Ponieważ koledzy mieli przeważnie po jednym garniturze, ubrań nie pamiętam, podobnie muzyki, za to pisaliśmy kuplety itp.
    W czasach "przedtelewizyjnych", kiedy Uczelnia była mniejsza niż obecnie, kontakt z profesurą był niewspółmiernie bliższy. Nasi profesorowie brali udział w tych spotkaniach, zresztą kuplety były często na ich temat.
    Powstały koła naukowe. Studenci nie byli w nich przyjmowani z otwartymi rękami; traktowano nas trochę jak potencjalnych konkurentów. W kole, w którym byłam, moi koledzy nie wytrzymywali nerwowo - przychodziliśmy i nikt z nami nie rozmawiał.
    Jednakże część dała się polubić i pracowaliśmy bardzo aktywnie. Pamiętam jak pierwszą pracę naukową w życiu robiłam z obecnym profesorem B. Romańskim w Klinice prof. M. Górskiego. Ponieważ oboje mieszkaliśmy w Sopocie, a pociąg mieliśmy dopiero o 21.00, wiele popołudni spędzaliśmy w laboratorium kliniki.
    Mocz, w którym mieliśmy badać jakiś związek, telepał się na palniku, gdyż miał być odparowany. A my w tym czasie pisaliśmy wierszyki do laborantek, które przychodziły rano i sprzątały po nas bałagan. B. Romański, który był w Szkole Sztuk Pięknych rysował satyryczne winietki i tak zabawialiśmy się. Tak jak teraz komputeryzacja czy internet, tak wtedy przodującą techniką była biochemia, która dopiero wchodziła do praktyki klinicznej. Przed wojną triumfy święciła anatomia patologiczna. Dzięki prof. W. Mozołowskiemu, który wspaniale wykładał, marzeniem dobrych studentów było dostanie się do koła chemików i praca w biochemii. Stąd z naszego roku profesorowie: Angielski, Żelewski czy Rzeczycki. Ja ku memu zmartwieniu dostałam czwórkę z chemii i dlatego nie weszłam do koła. Bardzo mnie to zmartwiło, ale na szczęście już na III roku z B. Romańskim doszliśmy do wniosku, że chemia to nie dla nas. Powiedzieliśmy sobie po naszych pierwszych wyczynach "nigdy więcej chemii...". Ja zajęłam się izotopami, on alergią. Po latach, kiedy byliśmy już docentami, poszliśmy uczcić tę decyzję w Grand Hotelu.
    Zawsze czasy młodości są okresem niepowtarzalnym z powodu fizjologii wieku. Poza prof. Mozołowskim, który nas urzekał, na nasze wczesne wychowanie studenckie miał wpływ prof. Reicher. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, ale na wykłady prof. Reichera czy Mozołowskiego przychodziły tłumy studentów. Nie było książek, profesor pisał pierwsze tomy Bochenka, parę podręczników przedwojennych pożyczaliśmy sobie stronami.
    Sprzed wojny pozostał stary zwyczaj akademicki współpracy profesorów z laborantami, którzy nie mieli za sobą szkół dla laborantów, gdyż takie powstały już po wojnie, ale wychowani w katedrach byli znakomitymi fachowcami - rzemieślnikami.
    Na wykłady prof. Reichera w Starej Anatomii przy ul. Al. Zwycięstwa przychodziło około 500 osób I roku lekarskiego i stomatologii. Wykład poprzedzało wejście pana Szafranowicza, który najlepiej w Polsce preparował kości i robił szkielety do szkół; otóż p. Antoni stukał kijem i mówił, że prosi o spokój, gdyż profesor jest po zawale i należy uważać, żeby mu się nic nie stało. Autorytet profesorów był tak wielki, że myśmy z zapartym tchem słuchali wykładów bojąc się, żeby nie zaszkodzić profesorowi.
    Na III roku wykładał prof. W. Czarnocki, człowiek niezwykle mądry, którego nazywaliśmy "Dziadkiem" chociaż nic z niedołęstwa starca w sobie nie miał. Powtarzał, że anatomia patologiczna to ciężka artyleria, chirurgia - kawaleria, a interna - piechota medycyny. Wielokrotnie przypominało mi się to powiedzenie w czasie licznych kontaktów zawodowych z chirurgami, którzy mają w sobie coś z nerwowości legendarnych kawalerzystów. W czasie wojny profesor był dyrektorem Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie i pomagał ludziom wielu opcji, nie pytając o poglądy. Był rektorem w okresie najtrudniejszym, jednym z najmądrzejszych i tolerancyjnych.
    Z naszego roku wyrośli liczni chirurdzy, często bardzo dobrzy ordynatorzy jak Drabik, Węgrzyn czy Stankiewicz. Jednakże, najwięcej dla rozwoju chirurgii zrobiły kobiety - Narkiewiczowa tworząc nowoczesną kardiochirurgię i Suchorzewska - nowoczesną anestezjologię. Obie zaczęły od chirurgii dziecięcej, ale wybić się wśród ambitnych chirurgów to wyczyn nie lada. Janka Suchorzewska już w czasie studiów wyróżniała się elegancją i warszawskim sznytem. Po latach wydała książkę o swoim stryju prof. W. Tatarkiewiczu, a właściwie sagę rodu, który miał wielki wpływ na rozwój kultury narodowej.
    Studiowaliśmy w trudnych czasach, podziały polityczne były większe niż obecnie, ale kultura inna. Ortodoksyjny socjalizm był oderwany od walorów materialnych. Widocznie poglądy na podziały wewnętrzne mają mniejszy wpływ niż pieniądze. Wtedy "mieć" nie było najważniejsze, ale" być" stanowiło wartość prawdziwą. Popieraliśmy się rzeczywiście. Jak pamiętam, nie było takiego jak obecnie zacietrzewienia.
    Ponieważ była to jednak prawdziwa rewolucja socjalna, studenci rządzili się sami. Organizacje studenckie nie miały opiekunów spośród kadry nauczającej i miały duże uprawnienia. Pamiętam Janusza Jabłońskiego, który najpierw był asystentem fizjologii, a po studiach i pracy w Akademii Białostockiej został ordynatorem i rozbudził środowisko lekarskie w Golubiu-Dobrzyniu. W czasie studiów mieszkał w Zakładzie Fizjologii nad obecną apteką przy Al. Zwycięstwa. W jego pokoju grupa wspaniałych kolegów tak się rozkręciła w grze w karty, że niechybnie zawaliliby studia. Tu wkroczył "kolektyw", ustawiliśmy ich jak trzeba - skończyli studia - a po latach mamy co wspominać.
    Był to taki trochę komunizm wojenny, możliwy tylko w okresie biedy i zacofania. Stypendia przydzielali, o ile pamiętam, studenci sami, ale o nadużyciach jakoś nie pamiętam. Nie było wydawnictw lekarskich, Koło Medyków, a więc także studenci wydawali pierwsze skrypty, niekiedy także bryki. Nie było książek z higieny i organizacji służby zdrowia, jakoś wyciągnęliśmy pytania egzaminacyjne, paru lepszych studentów opracowało po kilka pytań. Czesław Baran, który wcześnie zapowiadał się jako dobry organizator, powielił skrypt wmawiając dyrektorowi, że to opracowanie naukowe. Skończyliśmy druk dwa dni przed egzaminem, porozdawaliśmy. Po latach młodsi studenci kupowali go, my - w ortodoksyjnych, bezdewizowych czasach - załatwiliśmy za darmo.
    Teraz wszystko się kupuje, wtedy się załatwiało. Anegdota, cytowana przez prof. Bielawskiego w Gazecie AMG przypomniała mi dyrektora Raka, który - nie pamiętam, czy był uprzednio milicjantem, jak pisze profesor - był przedwojennym komunistą i Żydem, który przeżył gehennę wojny. Kiedy S. Angielskiemu w odstępie jednego roku urodziły się 3 córki, a było to w czasie i zaraz po studiach, przekonaliśmy dyrektora, który sam był bezdzietny i uwielbiał dzieci, że tak zdolnego studenta, czy asystenta trzeba poprzeć, gdyż on w przyszłości będzie tworzył naukę polską. Załatwił mu mieszkanie po którymś z profesorów, gdzie mieszkał przez kilka lat i jak wiadomo został znakomitym profesorem.
    Gdy ja byłam rektorem przychodzili do mnie także bardzo dobrzy adiunkci z prośbą o mieszkanie, ale nic nie mogłam załatwić, gdyż żyliśmy już w innym systemie ekonomicznym.
    Poza studiami zajmowaliśmy się także różnymi pracami, gdyż nie było pieniędzy na życie. Część z nas była na etatach zakładów teoretycznych, inni dorabiali wyładowując pociągi, statki itp. Wszyscy chcieli szybko kończyć studia i iść do pracy. Jak zawsze w tym wieku było kilka par z roku. Jordanowie poznali się w prosektorium, razem z Genią preparowałyśmy preparaty, a dwóch kolegów - Jasiński i Jordan - prawili jej komplementy. Wybrała Jordana, który był anatomem, jest profesorem laryngologii, a przede wszystkim społecznie redaktorem nie tylko Folia Morfologica, ale od początku Annales Academiae Medicae Gedanensis. Genia stworzyła znakomite Centrum Onkologii w Redłowie. Podobnie Baranowie, którzy zaczęli pracę w poradni w Oliwie. Profesor był długo dyrektorem Akademii Medycznej i dyrektorem Instytutu Nauk Społecznych, Ola z wyboru pracuje w otwartym lecznictwie. Zabawne, jak patrzę teraz na ich jedynaka, który jest poważnym hematologiem i ma trzech niezwykle żywych chłopaków - zupełny kontrast do stonowanych dziadków.
    Czas przelatuje, wielu barwnych ludzi z naszego roku odeszło na wieczną wartę. Prof. Oskar Jankau, nasz starosta roku, który w czasie studiów nie pytając o zdanie wyznaczał nam terminy egzaminów, stosując gradację trudności - lepszym dawał krótsze terminy. Po studiach, na jednym ze spotkań rozdawał nam "Oskary", czyli swoje fotografie. Rocznicowe spotkania odbywaliśmy co pięć lat, były zawsze pełne kawałów i miłych wspomnień.
    W jednym roku, kiedy byłam rektorem, a Basia Śmiechowska dziekanem, uroczystość taka odbywała się w siedzibie NOT-u. Nasi koledzy namalowali pieczęć Academia Medica Barbarensis. Stały kukły dwóch Barbar. Tak się złożyło, że na drugi dzień musiałam jechać na inaugurację do Bydgoszczy, ale był kłopot bo zginął biret rektorski. Oczywiście udałam, że nie wiem, iż biret najpewniej nadal ozdabiał kukłę.
    Najbardziej radosny z nas dr Bogusław Kotowicz już w czasie studiów wymyślał wspaniałe kawały. Później razem z prof., prof. Zawistowskim, Narkiewiczową i Baranem organizowali kolejne rocznice. W tym roku, ponieważ wielu z nas już nie ma, a praktycznie wszyscy ci, którzy zostali w Akademii przeszli albo przejdą w ciągu 2-3 lat na emeryturę, nie mieliśmy ochoty i siły organizować spotkania. Dlatego piszę te kilka zdań, gdyż sądzę, że pamięć naszego rocznika, zwłaszcza rocznica 50-lecia rozpoczęcia studiów i koniec stulecia zasługuje na parę wspomnień. Kończyliśmy w czasach trudnych, byliśmy może dlatego bardzo zżyci. Wszystko zaczynało się wtedy od nowa, stąd też większość z nas zaszła bardzo wysoko w hierarchii zawodowej w Uczelni czy w terenie.
    Ponieważ doktryna górowała nad ekonomią, byliśmy objęci nakazami pracy. Młodzi absolwenci jechali często w dziewiczy teren. Wielu wyspecjalizowało się i zostało ordynatorami, inni habilitowali się. Profesor Majewska, której powierzono komisję (część chodziła do koła neurologów) była oblegana przez studentów proszących, aby załatwiła im etaty w Akademii.
    Rok nasz obfitował także w przyszłych dobrych neurologów - prof. Leokadia Dobrzyńska, Kasia Szeleżyńska i Roman Mazur habilitowali się z neurologii. Zwłaszcza Roman był oryginalny, gdyż nigdy nie chciał etatu w klinice. Wszystkie tytuły zdobył pracując na wolontariacie i w przychodni. Mimo wielkiego szacunku dla pani Profesor nie chciał etatu klinicznego, bardziej cenił poczucie wolności; potem został profesorem w Bydgoszczy. Dr Marat czyli Ibis został ordynatorem neurologii w terenie.
    Nakazy pracy były przyczyną konfliktów, później, gdy sytuacja kadrowa poprawiła się i zaczęto rozumieć prawa ekonomiczne, zostały zniesione. Wielu sądziło, że po okresie nakazu wrócą do Trójmiasta, gdy tak się nie stało, tworzyli medycynę w powiecie.
    Przysyłaliśmy sobie do leczenia chorych, dzieci, które niebawem podrosły i zaczęły studiować medycynę, miło nam było spotykać się po latach. Ostatnio przyjechał do mnie dr Klass, który wylądował jako ordynator na Śląsku, radził, aby coś napisać czy spotkać się znowu. Gdy kończyliśmy studia prof. Zawistowski, który był od nas starszy o około 10 lat, powiedział "pamiętajcie, jeżeli ktoś z roku będzie czegoś potrzebował, zawsze znajdzie mnie w Zakładzie Histologii". Gdy jego zabrakło, zaczęli przyjeżdżać do mnie, czuję się tym zaszczycona. Jeden z kolegów przyjechał do Staszka dowiedzieć się co słychać, wychował dzieci, ma pasiekę, przywiózł mu słój miodu, który odziedziczyłam. Są to takie prawdziwe bezinteresowności. Jak wspomniałam na wstępie, rok nasz był wyjątkowy może z tego powodu, że był to już rok "normalny", może nie byliśmy bohaterscy, ale bardzo pracowici. Ktoś z sąsiednich roczników nazwał nas "prawdziwie kujoński rok". Trudne czasy nauczyły nas wartości przyjaznych kontaktów.
    Wielu interesujących kolegów i wielkich indywidualności już nie ma. Jak niepowtarzalna i oryginalna prof. Dzidka Zielińska, wspomniany dr Kotowicz, Kozakiewicz, Labun, Myszka Bughart-Czaplińska, a ostatnio Czesław Baran.
    Na mszy w czasie ostatniego spotkania przed 5. laty wyczytano nazwiska tych wszystkich, którzy odeszli. Było to jak studium epidemiologii polskiej - 39 zmarło, w tym 35 kolegów i 4 koleżanki. Teraz ta statystyka byłaby już inna, gdyż czas nieubłaganie mija i zaciera różnice płci.
    Tworzyliśmy medycynę ostatniego półwiecza. Nowe stulecie, nowe idee tworzone będą przez naszych następców, często nasze dzieci, które już zostają profesorami tej Uczelni.
    Powojenne trudne, biedne lata, miały niepowtarzalną urodę i jakąś rzetelność.
    Mówi się teraz ciągle o opcjach politycznych - na naszym roku poza organizacjami studenckimi typu ZAMP, ZMP, czy ZSP i Koło Medyków istniały organizacje kościelne, myśmy ich nazywali - sodalisami. Kontaktów między tymi organizacjami nie było, ale nie pamiętam także wrogości.
    Jedną ze studentek była koleżanka Chszczanowicz, po mężu Mostowska, osoba niezwykle pilna i zdolna. Pamiętam, jak na jakiejś przerwie w sali anatomii patologicznej czytała podręcznik; z góry przez ramię zobaczyłam tytuł rozdziału "Czy ksiądz ma pokusy?". Stuknęłam ją w plecy mówiąc: "ma, ma...". Jest ona do tej pory ordynatorem w Miastku, przekazuje nam chorych niezwykle dobrze zdiagnozowanych.
    Piszę o tym dlatego, gdyż sądzę, że w naturze ludzkiej jest jakaś potrzeba przyjaźni i wspominania przeszłości. Jest niemądrym przekreślanie okresu, który teraz uchodzi za niedobry. Chociaż i u nas na roku były zjawiska przykre i niepotrzebne. Pamiętam, jak usunięto kolegę ze studiów za to, że pisał listy, w których wygłaszał opinie jak najbardziej negatywne o systemie itp. Jak mi mówiono, koledzy z rektorem załatwili mu potem miejsce w innej uczelni. Było to jednak dramatyczne i niezwykle pouczające na przyszłość, zawsze jak służby specjalne przekraczają swoje uprawnienia i wchodzą za głęboko w życie, jest źle. Innego wybroniliśmy.
    Wielokrotnie przeżywaliśmy różne ludzkie kłopoty, ale wtedy nikt się z tym nie obnosił i nie szukał przyczyny do chwały. Może przeżyty w dzieciństwie prawdziwy dramat wojenny uczył za młodu dystansu do życia, a może po latach uwagi pisane przez starego człowieka mają bardziej niż przeżyta rzeczywistość charakter egzystencjalny?

    prof. Barbara Krupa-Wojciechowska

    Nasz Rok...

    Z naszego roku w różnych latach aktywności zawodowej 20 osób uzyskało habilitację, 10 osób tytuł profesora, 7 - stanowisko profesora, a poza tym 34 osoby pracowały w Uczelni na stanowiskach adiunktów czy starszych wykładowców. Ci ostatni już wcześniej uzyskali prawa emerytalne. Niestety, są i tacy, którzy odeszli od nas na zawsze...
    Jacy byliśmy lub jeszcze jesteśmy? Jakie funkcje piastowaliśmy? Jak zapisaliśmy się w historii naszej Uczelni? Jakie zostawiamy po sobie wspomnienia? Dobre czy złe? To już nie nam oceniać, chociaż korci troszeczkę, by i samemu się pochwalić... A oto dane obiektywne:

    Nasz udział we władzach Uczelni:
    rektorzy:
        Barbara Krupa-Wojciechowska, ponad dwie kadencje
        Stefan Angielski, jedna kadencja
    prorektorzy:
        ds. nauki: Stefan Angielski, jedna kadencja
        ds. klinicznych: Czesław Baran, dwie kadencje
    dziekan:
        Barbara Śmiechowska, cztery kadencje (prawie)
    prodziekan:
        Barbara Śmiechowska, dwie kadencje
    dyrektor AMG:
        Czesław Baran, wiele lat.

    Nasz udział w kierowaniu poszczególnymi jednostkami Uczelni:
    dyrektorzy instytutów:
        Stefan Angielski,
        Czesław Baran,
        Olgierd Billewicz,
        Mirosława Narkiewicz,
        Barbara Krupa-Wojciechowska
    kierownicy katedr, klinik i zakładów w naszej Uczelni:
        Stefan Angielski,
        Czesław Baran,
        Olgierd Billewicz,
        Leokadia Dobrzyńska,
        Mirosława Narkiewicz,
        Barbara Krupa-Wojciechowska,
        Wiktor Rzeczycki,
        Janina Suchorzewska,
        Stanisław Zawistowski,
        Władysława Zielińska,
        Leon Żelewski.
    Nasz udział w kierowaniu jednostkami poza Uczelnią:
        Roman Mazur,
        Bogdan Romański - prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą AM w Bydgoszczy,
        Roman Dolmierski - dyrektor Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej.
    Detaszowani oraz ordynatorzy oddziałów szpitalnych Trójmiasta:
        Łucja Graniczna,
        Eugenia Jordan,
        Józef Jordan,
        Zygmunt Jackiewicz,
        Oskar Jankau,
        Jerzy Karcz,
        Edmund Labun,
        Jerzy Niedźwiecki;
    wielu pełniło odpowiedzialne funkcje również poza Trójmiastem.

    prof. Barbara Śmiechowska

    do gory

    Akademia w anegdocie... (XII)


    W latach minionego systemu udział w "spontanicznych" manifestacjach, a szczególnie pochodach pierwszomajowych był obowiązkowy. Sprawdzano nawet obecność. We wczesnym okresie istnienia naszej Uczelni na pochodzie pierwszomajowym pojawił się jeden z profesorów, który - jako znany ze swoich odmiennych poglądów - nigdy tego dotąd nie czynił. Ktoś z nim zaprzyjaźniony zadał dyskretnie takie pytanie:
    - Jak to? Pan, panie profesorze na pochodzie pierwszomajowym?...
    Odpowiedź brzmiała:
    - Trudno, to był warunek sine qua WON!

    ***

    Jeden z roczników absolwenckich Wydziału Lekarskiego obchodził niedawno uroczyście czterdziestolecie. Przy okazji takich jubileuszy zwykle okazuje się, że koleżanki (nie bez pomocy odpowiednich zabiegów) prezentują się lepiej od męskiej połowy. Na sali Starego Anatomicum trwały jeszcze ostatnie przygotowania. Pomagały w nich pracownice różnych służb, oddelegowane przez Uczelnię i szpital. W pewnym momencie zjawił się przedwcześnie jeden z jubilatów, chirurg z odległego "terenu" z orderem w klapie, podszedł do jednej z pracownic, schodzącej właśnie z drabiny, uściskał ją i wycałował mówiąc:
    - Stara, pamiętam cię, chyba byłaś w mojej grupie...
    Potem zaczął obejmować drugą:
    - Ciebie też pamiętam, ależ wy się dziewczyny świetnie trzymacie...
    Żadna z rzeczonych pań nie miała tymczasem 40 lat.

    Zebrał B.I.L.

    do gory

    Pożegnanie prof. Jana Nielubowicza

    2 lutego 2000 r. zmarł w Warszawie
    nestor chirurgii polskiej profesor Jan Nielubowicz

    Profesor Jan Nielubowicz urodził się 28 października 1915 roku w Warszawie.* Studia lekarskie ukończył na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego w 1939 r. W tym samym roku przebywał krótko jako lekarz stażysta w Klinice Chirurgii Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, kierowanej przez prof. Kornela Michejdę. Następnie, w czasie wojny w latach 1940-1945 pracował jako lekarz w Szpitalu Miejskim w Kownie oraz w ośrodkach zdrowia na Wileńszczyźnie, również jako asystent, ordynator oddziału chirurgicznego szpitala powiatowego, uprzednio szpitala nowogródzkiego w Wołożynie.
    Po wojnie, w roku 1945, po powrocie do Warszawy zdobywał kolejne stopnie kariery akademickiej od wolontariusza do profesora zwyczajnego w 1972 r. Od roku 1959 kierował Katedrą i Kliniką Chirurgii, a w ostatnim okresie do czasu przejścia na emeryturę Katedrą i Kliniką Chirurgii Naczyń i Transplantacji Instytutu Chirurgii Akademii Medycznej w Warszawie. W latach 60. jednocześnie kierował Zakładem Chirurgii Doświadczalnej PAN. Od 1983 roku był członkiem rzeczywistym PAN. W roku 1981 został wybrany rektorem Akademii Medycznej w Warszawie, pełniąc ten zaszczytny obowiązek do roku 1986.
    W okresie wczesnej swojej działalności odbywał liczne staże i wyjazdy naukowe do ośrodków całego świata. Był stypendystą Fundacji Rockefellera, odbywał również krótkie wyjazdy naukowe za granicę jako wykładowca.
    Do najważniejszych dokonań Profesora zaliczyć trzeba jego współudział w tworzeniu warszawskiego ośrodka transplantacyjnego, w którym Profesor dokonał pierwszego przeszczepu nerki w Polsce. Również jako pierwszy w kraju dokonał operacyjnego usunięcia guzów nadnerczy, przytarczyc i guzów hormonalnie czynnych trzustki. Wprowadził chirurgię naczyń tętniczych, leczenie chirurgiczne zwężeń tętnic mózgowych zewnątrzczaszkowych. Prowadził badania nad przyczynami zakażeń szpitalnych. Wiele prac poświęcił również problemom nadciśnienia wrotnego, jak również krwotokom przewodu pokarmowego.
    Poza licznymi obowiązkami, codzienną pracą chirurga, Profesor znajdował czas na pracę naukową. Pozostawił po sobie bogaty dorobek naukowy, w tym książki, rozdziały w podręcznikach, prace doświadczalne i kliniczne, głównie na temat chirurgii ogólnej, a zwłaszcza patofizjologii, chirurgii naczyń obwodowych, przeszczepiania nerek, chirurgii wątroby i chirurgii endokrynologicznej. Brał udział w licznych kongresach, zjazdach, sympozjach, konferencjach zarówno krajowych, jak i zagranicznych, reprezentował polską chirurgię na forum międzynarodowym. Wiele czasu poświęcał również pracy dydaktycznej, był wspaniałym wykładowcą.
    Znana jest aktywna działalność w towarzystwach krajowych i zagranicznych. W Towarzystwie Chirurgów Polskich przez wiele lat był sekretarzem generalnym, wiceprezesem, w latach 1974-1976 prezesem Towarzystwa, a następnie został jego członkiem honorowym. W latach 1978-1980 był prezesem Międzynarodowego Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Sercowo-Naczyniowej. Członek korespondent 14 towarzystw krajowych i zagranicznych, honorowy członek 23 towarzystw. Doktor honoris causa Akademii Medycznych w Poznaniu, Białymstoku, Warszawie. Wyróżniony licznymi nagrodami państwowymi, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i wieloma innymi odznaczeniami.
    Profesor był powszechnie znany w środowisku gdańskim, był z nim związany i miał tu wielu przyjaciół. Był znany z serdecznego stosunku zwłaszcza do młodych chirurgów, często oceniał nasze prace naukowe, którymi ubiegaliśmy się o stopnie naukowe.
    Pamiętam Profesora w początkach Jego działalności naukowej, kiedy na kolejnych zjazdach Towarzystwa Chirurgów Polskich wygłaszał ciekawe doniesienia dotyczące wyników prac doświadczalnych prowadzonych przez siebie, co w powodzi rutynowych w większości referatów klinicznych było nowością, budziło zaciekawienie i uznanie młodzieży chirurgicznej.
    Ostatnie spotkanie z Profesorem miało miejsce w Gdańsku przed ponad dziesięcioma laty - 24.03.1988 r. Profesor miał wykład dotyczący chirurgii nadnerczy w sali im. L. Rydygiera, potem był gościem Kliniki, zresztą nie po raz pierwszy. Wspólnie spędziliśmy parę godzin, poruszając różne tematy z przeszłości, jak i dotyczące spraw związanych z postępem i rozwojem chirurgii. Profesor z nieukrywanym wzruszeniem wpisał się do pamiątkowej księgi Kliniki, której karty wypełniają wpisy znamienitych postaci (m.in. Bronisław Kader, Józef Piłsudski), a która prowadzona jest od 1923 roku. Odwiozłem Profesora na gdański dworzec kolejowy i pożegnałem Go na peronie. Był to ostatni pobyt Profesora w Gdańsku.
    Po raz ostatni spotkałem się z Profesorem w Warszawie podczas zjazdu poświęconego chirurgii endokrynologicznej, kiedy to w pięknym jak zwykle wykładzie dzielił się swoimi refleksjami na temat postępu, jaki dokonał się w czasie mijającego półwiecza we współczesnej chirurgii endokrynologicznej, której w Polsce był prekursorem.

    Uroczystości żałobne odbyły się w Warszawie w dniu 9 lutego. Rozpoczęły się żałobną mszą świętą w kościele parafialnym pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie. Mszę św. przy udziale licznego duchowieństwa celebrował prymas ks. kardynał Józef Glemp. W homilii przedstawił sylwetkę zmarłego Profesora, Jego zasługi dla społeczeństwa, medycyny, chirurgii polskiej. Mówił o tym, jak wielkim był naukowcem, humanistą, patriotą, nauczycielem i wychowawcą wielu pokoleń lekarzy i chirurgów, wspaniałym człowiekiem, skromnym, ciepłym, lubianym przez wszystkich, a nade wszystko lekarzem, który swoje życie poświęcił służbie choremu. Ze wzruszeniem wysłuchaliśmy podziękowania Prymasa za pomoc, jaką Profesor osobiście mu okazał.
    Po mszy żałobnej ks. dr Wiesław Niewęgłowski przedstawił biografię Profesora.
    Trumnę złożono do grobu rodzinnego na Cmentarzu Powązkowskim,
    w głębokiej ciszy. Zgodnie z ostatnią wolą Profesora nie było przemówień.
    W skupieniu, pełni refleksji żegnaliśmy wielkiego człowieka, wielki autorytet moralny, polskiego uczonego zasłużonego dla medycyny polskiej, prekursora współczesnych kierunków medycyny, współczesnej chirurgii. Pożegnaliśmy jednego z największych polskich chirurgów.

    prof. Zdzisław Wajda

    do gory

    Kadry AMG i SPSK nr 1 - styczeń 2000


    AMG

    Z dniem 31.01.2000 r. dr med. Anna Kobierska została odwołana z funkcji zastępcy dyrektora ds. klinicznych Instytutu Radiologii i Radioterapii.
    Funkcję kierownika Katedry i Zakładu Fizjopatologii na okres 1.02.2000-31.01.2003 powierzono dr. hab. med. Anzelmowi Hoppe, prof. nzw.

    Tytuł profesora n. farmaceutycznych otrzymał
    prof. dr hab. farm. Piotr Szefer

    Stopień naukowy doktora habilitowanego otrzymał
    dr hab. med. Wojciech Kloc

    Na stanowisko adiunkta awansowali:
    dr med. Zenobia Czuszyńska
    dr med. Marek Nowakowski
    dr med. Anna Paprocka-Lipińska
    dr med. Rafał Pawlaczyk

    Na stanowisko starszego wykładowcy przeszli:
    dr n. med. Waldemar Budziński
    dr n. med. Barbara Kręglewska

    Na stanowisko asystenta awansowała
    lek. stom. Halina Kempa

    Jubileusz długoletniej pracy w AMG obchodzą:
    45 lat
    prof. dr hab. Edward Witek
    30 lat
    dr Irena Rawicz-Zegrzda
    Z Uczelni odeszli:
    lek. Maria Sobera-Korolkiewicz
    mgr biol. Katarzyna Radzikowska
    prof. dr hab. Julian Stolarczyk
    dr hab. n. med. Stanisław Żołnierowicz

    SPSK nr 1

    Jubileusz długoletniej pracy w SPSK nr 1 obchodzą:
    40 lat
    Kazimierz Miłogrodzki
    35 lat
    Grażyna Jezierska
    30 lat
    Jadwiga Figoń
    Irena Ławrynowicz
    25 lat
    Krystyna Kinal
    Renata Pudlis
    20 lat
    Marzena Mazur-Reda
    Janusz Witucki

    do gory

    Posiedzenia * TOWARZYSTWA * Zebrania


    Polskie Towarzystwo Neurologów Dziecięcych Oddział Regionalny w Gdańsku oraz firma UCB Pharma
    zapraszają na szkolenie naukowe, które odbędzie się 1 marca o godz. 12.00 w Hotelu Szydłowski w Gdańsku-Wrzeszczu, ul Grunwaldzka. W programie:
    1. Etiopatogeneza, obraz kliniczny i postępowanie terapeutyczne w ostrych chorobach naczyniowych mózgu u dzieci - prof. E. Dilling-Ostrowska
    2. Analiza kliniczna ostrych chorób naczyniowych mózgu u pacjentów Kliniki Neurologii Rozwojowej ze szczególnym uwzględnieniem metod badawczych czynników ryzyka - dr med. E. Pilarska
    3. Prezentacja leków firmy UCB Pharma.
    Polskie Towarzystwo Diagnostyki Laboratoryjnej Oddział Gdański
    zaprasza na posiedzenie naukowo-szkoleniowe w dniu 3 marca o godz. 10.00 w sali wykładowej Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego, ul. Smoluchowskiego 14. W programie:
    1. Nowoczesne techniki stosowane w genetyce sądowej - prof. R. Pawłowski, Katedra i Zakład Medycyny Sądowej AMG
    2. Nowoczesna diagnostyka osteoporozy - firma Roche Polska.
    Zarządy Gdańskich Oddziałów Polskich Towarzystw: Fizjologicznego, Farmakologicznego oraz Histochemików i Cytochemików
    zapraszają na zebranie naukowe, które odbędzie się w dniu 6 marca o godz. 14.00 w sali wykładowej im. Reichera w budynku Zakładów Teoretycznych AM w Gdańsku, ul. Dębinki 1. W programie:
    1. Receptory hormonalne w procesie starzenia się - prof. Z. Kmieć
    2. Sprawy organizacyjne.
    Polskie Towarzystwo Dermatologiczne Oddział Morski i firma Janssen-Cilag
    zaprasza 8 marca o godz. 11.00 do sali wykładowej Muzeum Morskiego w Gdańsku na posiedzenie. W programie:
    1. Projekt Achilles - sprawozdanie z Sesji Satelitarnej Janssen-Cilag Europejskiej Akademii Dermatologii i Wenerologii w Amsterdamie - prof. K. Jakubowicz, Klinika Dermatologiczna CSK WAM Warszawa
    2. Terapia przeciwgrzybicza u progu nowego tysiąclecia - prezentacja multimedialna - dr hab. R. Nowicki, Klinika Dermatologiczna AMG.
    Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski Koło Gdańskie im. św. Rafała Archanioła
    zaprasza na posiedzenie, które odbędzie się 18 marca o godz. 16.30 w sali wykładowej nr 2 Wydziału Farmaceutycznego AMG, Al. Gen. Hallera 107. W trakcie posiedzenia zostanie odczytany fragment wstępny Karty Pracowników Służby Zdrowia "Słudzy życia", wydanej w Watykanie przez Papieską Radę ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Po posiedzeniu odbędzie się zebranie sprawozdawczo-wyborcze członków Koła.

    Polskie Towarzystwo Pediatryczne Oddział Gdański
    zawiadamia, że 21 marca o godz. 11.15 w sali wykładowej Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. M. Kopernika w Gdańsku, ul. Nowe Ogrody 1-6 odbędzie się zebranie naukowo-szkoleniowe. W programie:
    1. Wpływ antybiotyków na mechanizmy immunoregulacyjne układu odpornościowego - prof. M. P. Dąbrowski, Zakład Immunologii CSK MSWiA Warszawa
    2. Wystąpienie firmy farmaceutycznej Eli Lilly Polska.
    Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych
    zaprasza na zebranie naukowo-szkoleniowe, które odbędzie się 22 marca o godz. 11.00 w sali wykładowej Kliniki Chorób Zakaźnych im. Prof. W. Bincera, ul. Smoluchowskiego 18. W programie:
    1. Epidemiologia i klinika wirusowego zapalenia wątroby typu A w populacji mieszkańców województwa gdańskiego - dr med. K. Sikorska, Klinika Chorób Zakaźnych AMG.
    Ośrodek Szkolenia Podyplomowego Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej oraz Gdańskie Koło Stowarzyszenia Farmaceutów Katolickich Polski
    zapraszają 25 marca o godz. 9.00 do sali nr 2 Wydziału Farmaceutycznego AMG, Al. Gen. Hallera 107 na odczyt mgr Magdaleny Misztak-Holi pt. Istota naturalnego planowania rodziny (NPR) - historia badań, rekomendacja WHO, organizacja NPR w świecie. Prelegentka jest asystentem ds. oświatowych Human Life International - Europe i instruktorem NPR.

    Polskie Towarzystwo Ginekologiczne Oddział Gdański
    zawiadamia, że 31 marca o godz. 10.00 w Instytucie Położnictwa i Chorób Kobiecych AMG, ul. Kliniczna 1a odbędzie się posiedzenie szkoleniowo-naukowe. W programie:
    1. Korelacje kliniczno-morfologiczne u chorych na raka jajnika na podstawie operacji sprawdzających typu second look - lek. M. Dudziak, II Klinika Położnictwa i Ginekologii AMG
    2. Współistnienie drugiego pierwotnego nowotworu złośliwego u chorych na raka jajnika - dr med. Z. Studziński, Wojewódzki Szpital Zespolony w Słupsku
    3. Olbrzymi włókniak kreski okrężnicy poprzecznej imitujący guz jajnika. Opis przypadku - dr med. Z. Studziński, Wojewódzki Szpital Zespolony w Słupsku.
    Polskie Towarzystwo Farmaceutyczne Oddział Gdański oraz Towarzystwo Przyjaciół Ogrodu Roślin Leczniczych Akademii Medycznej w Gdańsku
    zapraszają na zebranie naukowo-szkoleniowe, które odbędzie się 30 marca o godz. 12.15 w sali wykładowej nr 2 Wydziału Farmaceutycznego AMG, Al. Gen. J. Hallera 107. Lek., dr farmacji Tadeusz Blaszczyk wygłosi referat nt:
    1. Podstawy prawne stosowania ziół chińskich w Niemczech
    2. Zioła chińskie i chińska farmakologia.
    Polskie Towarzystwo Onkologiczne Oddział Gdański
    zaprasza 10 marca o godz. 12.00. do sali wykładowej im. prof. Rydygiera na na wykład dr. Richarda F. Mould "Raport z katastrofy w Czarnobylu u progu 21 wieku"
    Katastrofa jądrowa w Czarnobylu w dniu 26 kwietnia 1986 roku miała ogromny wpływ na środowisko naturalne oraz na życie i zdrowie ludzi. Była przyczyną tragedii wielu mieszkańców Ukrainy, Białorusi i Rosji oraz niepokoju w innych, nawet bardzo odległych krajach. Będący i tak w trudnej sytuacji ekonomicznej region poniósł ogromne straty. Pod koniec 20. wieku możliwe jest dokonanie oceny skutków katastrofy znacznie bardziej dokładnie niż było to możliwe bezpośrednio po jej zaistnieniu. W wykładzie po krótkim przedstawieniu przyczyn wypadku oraz relacji naocznych świadków omówione zostaną następujące tematy:
    1. Pierwsza pomoc oraz dalsza opieka medyczna nad chorymi z wczesną chorobą popromienną - pracownikami elektrowni oraz osobami pracującymi przy usuwaniu bezpośrednich skutków katastrofy
    2. Ewakuacja ludności oraz ponowne zasiedlanie terenów skażonych
    3. Status sarkofagu obecnie i w przyszłości
    4. Metody pomiaru i określenia dawki
    5. Dawki populacyjne
    6. Skażenie środowiska
    7. Zaburzenia psychiczne u dorosłych oraz rak tarczycy u dzieci
    8. Przewidywana zapadalność na nowotwory w 21. wieku: białaczki i guzy lite.
    Przedstawione zostaną także liczne zdjęcia, m.in. przedstawiające wczesny i późny odczyn skórny u strażaków, którzy gasili pożar i u jednego z pracowników sterowni. Wykładowca - dr Richard F. Mould - był członkiem delegacji rządu Wielkiej Brytanii na pierwszą po katastrofie konferencję z udziałem ekspertów ze Związku Radzieckiego, która odbyła się w Wiedniu w sierpniu 1986 roku. Również dwukrotnie odwiedził elektrownię jądrową w Czarnobylu - w grudniu 1987 roku i czerwcu 1998 roku.

    Oddziały Gdańskie Polskiego Towarzystwa Lekarskiego oraz Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów
    zawiadamiają, że 17 marca o godz. 12.00 w sali im. L. Rydygiera odbędzie zebranie naukowo-szkoleniowe poświęcone Problemom przeszczepiania szpiku. W programie:
    1. Aktualne poglądy na leczenie chorób krwi z zastosowaniem przeszczepiania komórek progenitorowych hemopoezy - prof. A. Hellmann
    2. Przeszczepy allogeniczne - doświadczenia własne ośrodka gdańskiego - dr med. M. Bieniaszewska
    3. Przeszczepy autologiczne w chorobach limfoproliferacyjnych - dr med. J. Czyż
    4. Dyskusja.
    Polskie Towarzystwo Medycyny Sądowej i Kryminologii Oddział Gdański
    zaprasza na zebranie naukowe, które odbędzie się 17 marca o godz. 13.00 w bibliotece Zakładu Medycyny Sądowej AMG. W programie:
    1. Podstawy prawne ustalania ojcostwa, przydatność analizy DNA w opiniowaniu nietypowych przypadków - prof. Z. Szczerkowska
    2. Zastosowanie reakcji łańcuchowej polimerazy (PCR) do identyfikacji ojcostwa we wczesnej ciąży poprzedzonej gwałtem - mgr A. Maciejewska
    3. Badanie sądowo-lekarskie w przypadkach przestępstw seksualnych - dr med. Z. Jankowski
    4. Zabezpieczanie śladów biologicznych od ofiar zgwałceń - prof. R. Pawłowski
    5. Morfologia włosów w kryminalistyce - lek. W. Mokwa, Laboratorium Kryminalistyczne KW Policji w Gdańsku
    6. Dyskusja i wolne wnioski.
    Oddział Gdański Polskiego Towarzystwa Otorynolaryngologów - Chirurgów Głowy i Szyi oraz firma GlaxoWellcome
    zapraszają na zebranie naukowo-szkoleniowe, które odbędzie się 18 marca o godzinie 10.00 w sali wykładowej im. Prof. S. Wszelakiego, ul. Dębinki 7, bud. 7. W programie:
    1. Część organizacyjno-informacyjna
    2. Referat:
          oświadczenia i dylematy początkującego otochirurga - S. Piotrowski
    3. Demonstracja przypadków:
          Uwagi do wybranych przypadków leczonych w Oddziale ORL w Gdyni - J. Jordan
          Kłębczak przestrzeni przygardłowej o nietypowym przebiegu - W. Sierszeń, W. Narożny, D. Gąsecki, Cz. Stankiewicz
    4. Prezentacja firmy GlaxoWellcome.
    Lekcja kliniczna Instytutu Chorób Wewnętrznych
    odbędzie się 29 marca o godz. 12.00 w sali im. S. Wszelakiego. Omawiane przypadki pochodzą z I Kliniki Chorób Wewnętrznych i Ostrych Zatruć:
    1. Złośliwy zespół poneuroleptyczny (NMS) - lek. J. Sein Anand, lek. M. Salamon
    2. Jadowite gady - nowe zagrożenie w dużych miastach? - lek. J. Sein Anand, lek. W. Waldman.

    do gory

    Kongres chirurgii urologicznej w Mediolanie


    W dniach 25-27 listopada odbył się w Mediolanie II Kongres EMSGS (Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Męskich Narządów Rozrodczych).
    Spotkanie miało charakter warsztatów, ponieważ uczestnicy mogli obserwować łącznie 18 różnego typu operacji, wykonywanych równocześnie na 3 salach operacyjnych szpitala San Guiseppe. Operatorami byli urolodzy o światowej renomie, specjaliści w zakresie chirurgii urologicznej. Organizatorem i głównym operatorem był współpracujący od lat z Kliniką Urologii AMG prof. E. Austoni.
    Po raz pierwszy zastosowano niezwykle pouczającą procedurę. Kongres poprzedziła sesja omawiająca odległe wyniki po operacjach przeprowadzonych w trakcie uprzedniego spotkania w Hamburgu. Przedstawił je zespół prof. F. Schreitera. Trzeba przyznać, że analiza tych wyników była pouczająca zarówno dla operujących, jak i obserwatorów. Oprócz bezpośrednich transmisji odbyły się liczne sesje referatowe, plakatowe i prezentacje filmów. Poza naszą 5-osobową grupą, w skład której weszli dr A. Mikszewicz, W. Lauer, E. Sobczyk (instrumentariuszka) z Kliniki Urologii i dr J. Kordasz (Słupsk), nie było nikogo z Polski.
    Przedstawiliśmy film pt. Venocorporoplastica - is supplementary treatment necessary i plakat Giant haemangio pericytoma of the PROSTATAE, a niżej podpisany prowadził sesję pt. Chirurgiczne leczenie choroby de la Peyronie.
    O wartości uczestniczenia w tego rodzaju spotkaniach może świadczyć fakt, że wkrótce po powrocie z Mediolanu przeprowadziliśmy pierwszą w Polsce radykalną prostatectomię z dostępu przezguzicznego - operację, którą mogliśmy prześledzić w ramach kongresu.

    prof. Kazimierz Krajka

    do gory

    Przeczytane...

    Z myśli Jerzego Waldorffa

    O Nadii Boulanger

    "Jeśliby słowa można było używać za budulec, łącząc je spójnym sensem jak cegły wapnem, natenczas układałbym zdania jedne na drugich, coraz lżejsze i bardziej strzeliste, aby mogły się stać jak najwyższym cokołem pod pomnik wspaniałej starej kobiety.
    Żeby sponad chmur okrywających nasz wiek nikczemny, Nadia promieniowała wokół swą ufną wiarą we wszechmocnego Boga, przyrodzoną dobroć człowieka, w kojącą ludzkie cierpienia urodę muzyki."

    J. Waldorff: Taniec ze śmiercią.
    - Warszawa: Pol. Wydaw. Muzyczne, 1984.

    Nadia Boulanger (1887-1979), Francuzka rosyjskiego pochodzenia, kompozytor, dyrygent, pedagog. Utrzymywała żywe kontakty z Polską, popierała wybitnie utalentowanych muzycznie , m.in. Pendereckiego, Mycielskiego, Rudzińskiego, Łuciuka. W 1957 r. została członkiem honorowym Związku Kompozytorów Polskich. Była wiceprzewodniczącą jury VI Konkursu Chopinowskiego. Jeszcze w wieku 90 lat opiekowała się nowymi pokoleniami muzycznej młodzieży.

    Opracował prof. Romuald Sztaba

    do gory

    Co w prasie piszczy


    Środowisko lekarskie związane z leczeniem szpitalnym bulwersują propozycje stawek za leczenie szpitalne, które zaproponowała Pomorska Kasa Chorych. Standardy są wzięte ze Szwajcarii, poziom finansowania z Rumunii - twierdzą przedstawiciele Okręgowej Izby Lekarskiej. Poziom finansowania pomorskich szpitali przez Kasy Chorych zmniejszy się w zależności od szpitala od 5-45%. Rzecznik prasowy PKCh w komentarzu do tych decyzji podał - kasa jest bogata na tyle, na ile bogate jest społeczeństwo. Rzecznik praw pacjenta przy PKCh zapytana, co sądzi o planach likwidacji niektórych oddziałów szpitalnych odpowiada: jest to wynikiem nieuniknionej restrukturyzacji; od dawna było wiadomo, że pewne drastyczne działania muszą być wykonane. To sprawa bolesna również dla Kas Chorych, bo muszą zapewnić alternatywę leczenia. Sytuacja szpitali klinicznych nie jest zła - uważa wiceminister zdrowia A. Ryś. Na 45 szpitali 8 zakończyło ubiegły rok długiem, a cztery "wyszły na plus". Według profesorów AM w Warszawie do największych mankamentów reformy należy fakt, że lekarze POZ-u kierują do szpitali klinicznych pacjentów, którzy nie wymagają tak wysoko kwalifikowanej kadry i leczenia.

    Rozstrzygnięto czwarty finał plebiscytu Złoty Mak na pielęgniarkę i lekarza roku. Na liście lekarzy, którzy znaleźli się wśród kandydatów do tej nagrody znalazły się nazwiska naszych kolegów: Krzysztofa Sworczaka, Zbigniewa Bogdana, Beaty Skrzyńskiej, Marka Przeździaka i innych.

    Międzynarodowy klub kobiet "Zonta" zorganizował w sopockim Grand Hotelu charytatywny bal; dochód przeznaczono na wyposażenie gabinetu psychoterapii dla dzieci z chorobami nowotworowymi z Kliniki Pediatrii i Onkologii Dziecięcej AMG.

    Czeska Izba Lekarska wezwała pacjentów, by przynosili lekarzom prezenty. Lekarze nie przeżyją bez prywatnych sponsorów - głoszą plakaty w poczekalniach.

    Lekarze z Samodzielnego Państwowego Szpitala Klinicznego nr 1 w Gdańsku otrzymali wczoraj około 30 procent niższe wynagrodzenie za dyżury. Stawki obniżono bez konsultacji z pracownikami i związkami zawodowymi. [...]
    - Pracodawca może zmienić stawkę wynagrodzenia - wyjaśnia Krzysztof Lisowski, inspektor Państwowej Inspekcji Pracy w Gdańsku. - Jednak musi w takim wypadku albo uzyskać zgodę związków zawodowych, albo zrobić to na drodze indywidualnych wypowiedzeń, zmieniając warunki umowy o pracę. [...]

    Bezrobocie staje się problemem wśród lekarzy, nie tylko młodych. Zwolnienia to efekt restrukturyzacji zatrudnienia. Po skończeniu uczelni medycznej pracę w innym zawodzie zaczyna średnio 30% lekarzy.

    Od przyszłego roku akademickiego w naszej Uczelni będzie można studiować za pieniądze. Prorektor ds. dydaktyki prof. Andrzej Rynkiewicz w wywiadzie dla prasy powiedział, że jesteśmy chyba ostatnią uczelnią medyczną, która nie ma płatnych studiów. Studenci będą przyjmowani na zasadzie konkursu spośród tych, którzy uzyskali największą liczbę punktów na egzaminie wstępnym, ale zarazem zbyt mało, by być przyjętymi na studia bezpłatne. Od paru lat Uczelnia ma deficyt, te pieniądze będą przeznaczone na pokrycie kosztów kształcenia studentów.

    opracowała
    dr Emilia Mierzejewska

    Na podstawie artykułów z: Dziennika Bałtyckiego z 21.12.99, 17.01.00, 9.02.00; Głosu Wybrzeża z 1.02.00; Naszego Dziennika z 20.01.00; Gazety Wyborczej z 9.02.00.

    do gory

    Spacerkiem po aptekach japońskich cz. 1


    SPACERKIEM PO...

    No właśnie, celowo urywam w pół zdania i stawiam trzy kropki.
    Bynajmniej nie po to by stworzyć atmosferę niedopowiedzenia czy też, jak się to ostatnio często z angielska określa, suspensu, bo już inni osiągnęli na tym polu wyżyny mistrzostwa. I nie o to zresztą mi chodzi. Staram się popatrzeć na to co widziałam z innej perspektywy, oczami tych, którzy ze mną nie spacerowali. Próbuję więc nakłonić do zabawy "do trzech razy sztuka" i odgadnięcia celu moich wycieczek.
    Pobudzam wyobraźnię podpowiedzią:
    - przed wejściem (to stwierdzenie samo w sobie jest już pomocą, sugeruje, że wchodzę na jakiś obszar) mijałam żabę metrowej wysokości
    - ?
    - czasem też różowe lub pomarańczowe słonie
    - ZOO ?
    Nie, na razie zimno, podpowiadam więc dalej:
    - w witrynie (znów podwójna wskazówka, teraz sugeruję, że wchodzę do zamkniętego, częściowo przeszklonego pomieszczenia) widziałam napisy w poziomych i pionowych rzędach
    - sklep z zabawkami podczas promocji towarów?
    Też nie, chociaż coś z komercji jest w miejscach będących celem moich wypraw;
    - w środku witała mnie miła obsługa skłonna przynieść ulgę w cierpieniu
    - lecznica dla zwierząt?
    Blisko, ale niezupełnie. Przedmiot mojej zagadki wiąże się oczywiście z lecznictwem. Jakże by w innym przypadku licował z profilem Gazety AMG ?
    Jeśli do podanych wyżej enigmatycznych wzmianek dodam, że przy zwiedzaniu kierowały mną jak najbardziej merytoryczne pobudki, a znajdowałam się w osławionym kwitnieniem wiśni kraju, to rozwiązanie jest już łatwe: odbywałam przechadzki po...

    ...APTEKACH JAPOŃSKICH.

    Piszę o przechadzkach bo jakikolwiek pośpiech podczas rekonesansu, jaki wykonywałam, był najwyraźniej niewskazany. Odmienność realiów japońskich przyciągała ciągle uwagę. Wzrok przykuwały coraz to inne szczegóły, zmuszając do chwili skupienia. Pośpieszne przemierzanie odkrywanych miejsc nie dość, że skazałoby te szczegóły na pozostanie w odległym dla mnie - przybysza - cieniu, to jeszcze mogłoby postawić mnie - "miedzianowłosy", więc łatwy do lokalizacji wśród rdzennej, kruczoczarnej populacji cel - w niekorzystnym świetle (szpieg?). Rodowitym mieszkańcom tego wyspiarskiego mocarstwa spieszyć się w Japonii wolno, niejednokrotnie nawet należy. Przybyszom brak pośpiechu i chwile zastanowienia, w rozsądnych granicach oczywiście, można tu wybaczyć.

    MEGAAPTEKI

    Wracam do siebie. Droga z podmiejskiej dzielnicy ponad dwumilionowej metropolii do centrum zajmie "dobrą chwilę". Mimo tego, że kierowca taksówki zna dobrze trasę, nie uda się nam tym razem uniknąć popołudniowego (godzina osiemnasta to dla nas popołudnie, dla Japończyków już wieczór) natężenia ruchu na ulicach i skrócić czasu przejazdu. Nie mam nawet nic przeciwko temu. Myślę o japońskiej uczcie, na jaką zostałam zaproszona; sushi - dania ryżowe podane albo w większej misce (czirashizushi - ryż przekładany rybą, owocami morza, grzybami i przyprawami) albo w małych kawałkach, akurat takich by pasowały do pałeczek (makizushi - ryż z dodatkami zawinięty w wodorosty, inarizushi - ryż zawinięty w słodkie, smażone tofu, nigirizushi - porcje ryżu przykryte sashimi czyli surową rybą), tempura - warzywa, krewetki lub ryby w puszystej panierze, chawan-mushi - rodzaj przyrządzonego na parze puddingu z krewetkami i owocami miłorzębu, kanten - zielona galaretka z agaru i wodorostów, sakurayu - słony napój, w którym pływają kwiaty wiśni. Dobroczynny wpływ posiłku nakłania mnie do drzemki. Prószący nieśmiało za szybami śnieg wydaje się współgrać ze sjestą. Sadowię się jeszcze wygodniej na siedzeniach opatrzonych popularnymi tu - i to nie tylko w taksówkach - jasnymi, ażurowymi pokryciami. Po serwisie informacyjnym przyciszonym tonem radio zaczyna emitować kojącą muzykę koto (podobny do harfy, poziomo orientowany instrument). Wszystko wskazuje na to, że mogę zamknąć oczy... Nie udaje mi się jednak. Nie mogę przejechać i tym razem obojętnie obok ogromnego pawilonu z napisem kusuri (lekarstwa). Podświetlany o tej porze budynek wygląda inaczej niż za dnia, choć równie imponująco. Na obszernym parkingu ciągle jeszcze widać samochody i ruch.

    Dorota Budźko

    Autorka jest absolwentką Wydz. Farmaceutycznego AMG z r. 1997. Jako studentka Wydziału Biotechnologii UG-AMG przebywała w Japonii na stypendium i pracowała w Zakładzie Farmakologii Uniwersytetu w Nagoya od listopada 1998 r. do czerwca 1999 r.

  • STRONA GŁÓWNA     WSTECZ